CZTEROLISTNA
KONICZYNKA
NA ...... ZDROWIE
Home      BLOG
Wydrukuj tę stronęDodaj do ulubionych

Zaczęłam stosować metodę dr Ashkara i dr Gersona

 
 

Jeżeli moje informacje i wykonywana praktyka uchroni chociaż jedną osobę, to będę bardzo szczęśliwa!


[email protected]

 

12 stycznia 2010 r.

Pięć tygodni temu mammografia wykazała guz. Natychmiast robiłam dwa niezależne od siebie badania USG oraz biopsję cienko- na następnie grubo-igłową. RAK!!!
Jutro będzie trzy tygodnie jak zaczęłam stosować metodę dr Ashkara i to, że się z nią zetknęłam zawdzięczam zupełnie obcej ale bardzo sympatycznej osobie - radiestetce p. Grażynie z Częstochowy.
Szukałam różnych rzeczy - metod, leków, książek w internecie i przez przypadek napisałam do tej Pani. Ona zrobiła dla mnie więcej niż niejedna bliska osoba, obdzwoniła swoją "konkurencję" i poinformowała mnie o tym. (BARDZO PANI DZIĘKUJĘ).

Jest to mój początek, czytając na forum o osobach, które stosują ją już kilka miesięcy, dowiaduję się ciągle czegoś nowego.
Ale wracając do mnie - stosuję ją trzy tygodnie i od trzech dni mam założone dwa ziarenka. Ból jest bardzo dokuczliwy, wycieki duże. Aby trochę pospać w nocy zmuszona jestem brać środki przeciwbólowe.

Od tygodnia stosuję również dietę dr Gersona. Czegoś tak uciążliwego nie znałam i nie wiem czy istnieje.
Ale łącząc te dwie metody jestem pełna wiary i nadziei.

Proszę sobie wyobrazić, że rozpoczynając o 6,00 rano i kończąc o godz. 22,00 mój dzień wygląda tak:
- 5 razy lewatywa z kawy (do każdej 3 łyżki)
- 13 razy szklanka soku - z warzyw i owoców,
- 13 razy dziennie mycie sokowirówki,
- 3 razy dziennie sok z jagody acai (bomba antyoksydantowa - opatentowany przez firmę z USA) (kieliszek od wina),
- 2 razy dziennie algi (opatentowany przez firmę z Niemiec)- łyżeczka,
- trzy posiłki:
- śniadanie - "przepyszne" płatki owsiane na wodzie + sok z pomarańczy (+ potas i kilka suplementów - do każdego posiłku, które dostałam od mojej przyjaciółki - sprowadziła je z USA - wszystko w 100% naturalne i bio) (DZIĘKUJĘ BEATKO!)
- obiad - zupa Hipokratesa + drugie (np. pieczone ziemniaczki) + surówka lub sałatka + szklanka soku,
- kolacja - zupa ta sama co na obiad + drugie danie + inna sałatka lub surówka + sok
- do tego dwie łyżki oleju lnianego w ciągu dnia,
- trzy razy dziennie po 2 łyżeczki oleju arganowego (obrzydlistwo ale pomaga na raka)
NO I OCZYWIŚCIE WSZYSTKO BIO!!!!

Miesięcznie jest to ok. 250 kg owoców i warzyw BIO!!!!
Zawsze byłam osobą mięsożerną a teraz siedzę wyłącznie na warzywach i owocach (nie wolno ani razu nie wolno zrobić odstępstwa, ponieważ organizm musi się przestawić całkowicie.
Jest to potwornie drogie i pracochłonne!!!
(Każdy sok musi być świeżo zrobiony i natychmiast wypity, nic na zapas)!!!
Swoje właściwości traci po 20 minutach!!!
Warzywa i owoce kupuję w hurtowni, dlatego koszt ich jest w granicach 2.000 zł, w sklepie byłoby to 2-3 krotnie drożej.
Drogo i nie smaczne! Ale jak mus to mus!
Nigdy nie mogłabym sobie pozwolić na tę dietę, żeby nie mój mąż, który mi to wszystko gotuje, podaje, zmywa i .... robi wszystko co trzeba.

Każdy posiłek, sok, lewatywa jest punktualna co do minutki, a do tego bardzo stara się mi tę dietę mocno urozmaicać i pięknie dekorować, abym się nie zraziła.
Prowadzimy własną działalność gospodarczą i możemy sobie na to pozwolić - przynajmniej na jakiś czas - ale nie możliwością jest stosowanie tego pracując!
Na razie jeszcze nie mam wyraźnych efektów stosowania tych metod, może oprócz jednej - od wczoraj zaczęła mnie boleć pierś. Nie jest to uciążliwe, po prostu ją czuję, ale dzisiaj te bóle jakby się nasiliły.
Ja mam mały guz - ok. 1,5 cm (tak mówią lekarze) i automatycznie zapisali mnie na koniec lutego na operację a później chemię.
Nie mam dużo czasu, za kilka tygodni powtórzę wszystkie badania i jeżeli przynajmniej nie rośnie - odłożę na jakiś czas.
Oczywiście cały czas będę w kontakcie z onkologiem (nie mogę tego zaniedbać), ale uważam to za ostateczność.
Mój onkolog wierzy tylko w skalpel i chemię.
Dużo śpię, czuję się osłabiona, mam bóle głowy - ale mocno wierzę w te metody i w ich ozdrowieńcze działanie.
Od czasu do czasu będę Państwa informować o postępach w moim "zdrowieniu".
A może jest ktoś kto stosował i metodę dr Ashkara i dr Gersona?
Jeżeli tak to proszę do mnie napisać, będziemy wymieniać się swoimi doświadczeniami.
Teraz już wiem co to znaczy, że jeden chory wykończy kilku zdrowych!
Przyjaciół poznajemy w biedzie i to prawda....

Irek, 12 styczeń 2010

Dziękuję za tak szczegółowy opis Twojej walki z chorobą. Jesteś jak widać mądrą i przy okazji ładną kobietą. I dobrze, że masz taki duży optymizm, podziwiam i cieszę się, że przetarłaś dla innych a może i dla mnie, trudną drogę, do niedawna tematu tabu. Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę sukcesów w podjętej kuracji.

Jolanta, 13 styczeń 2010

Dziękuję za Twój komentarz. To miłe jeżeli ktoś docenia to co chcę zrobić. A co chcę? Jeżeli udałoby się "wyrwać" tego pasożyta z mojego organizmu - pokazać i metody jakie stosuję i moją drogę "przez mękę". Z tą męką może trochę przesadzam, mam tak dużo wiary w to co robię, że chwilami łapię się na tym, że wcale o tym nie myślę ani nie denerwuję się. Co to da? Uśmiech na ustach, wiara w sercu i konsekwentne działanie - to jest coś co może pomóc w moim dążeniu do celu. Czy tak się stanie? Nie wiem, ale wierzę, że tak! Do tej pory żyłam bardzo niezdrowo i jak teraz czytam wiele na temat raka to właściwie robiłam wszystko aby go mieć. Czyli tak jakbym prosiła się o niego i sama go "utuczyła". Jemu u mnie było dobrze, miał wszystko czego potrzebował do rozwoju. Jednak jak się o nim dowiedziałam, powiedziałam dosyć! i zabrałam się do roboty. Teraz jest walka - kto z nas wygra? Już nie ma tak idealnych warunków, nie dostaje tego czego chce i pewnie niedługo zacznie się wściekać. A ja? Będę nieczuła na jego humory! Miejmy nadzieję, że tak będzie! Pamiętaj jedno - rak to nie wyrok, teraz tylko od Ciebie zależy co z tym zrobisz. Ja mam dużo szczęścia i trafiam na cudownych ludzi, których w innym przypadku nigdy bym nie poznała lub znałam i nie wiedziałam, że tak bardzo mogę na nich liczyć. Czy można jeszcze narzekać?

Jacek, 21 styczeń 2010

Witam Panią serdecznie i gratuluję podjętej decyzji o naturalnym leczeniu.Widać u Pani ogromną determinacje w walce i to z pewnością przyniesie pożadane skutki.Bardzo jestem ciekaw efektów Pani walki z tą chorobą.Od dawna interesuję się tymi metodami leczenia i głęboko wierze w ich skuteczność , tymczasem mało jest ludzi którzy podejmują te terapie i są w stanie je stosować zgodnie z zaleceniami.Myślę że powinna Pani przemyśleć włączenie terapi enzymatycznej oraz umysłowej(oczyszczania ciała energetycznego i medytacja,afirmowanie zdrowia i pozbycie się podświadomych negatywnych wzorców,często okazuje się że nowotwór to wynik złych przezyć emocjonalnych w przeszłości).Oczywiscie należy z pełnym orężem kontynuowac terapie Gersona i Ashkara.Opisywany ból jest DOBRYM znakiem,często ludzie wycofują się po pierwszych kryzysach ozdrowieńczych twierdząc ,że metoda im zaszkodziła.NIC BARDZIEJ MYLNEGO,kryzysy są DOWODEM ,że terapia DZIAŁA i powinny motywować do jeszcze większej walki. Czekam niecierpliwie na kolejne wieści od Pani. Zyczę wytrwałości i upragnionego ZDROWIA.pozdrowienia Jacek

Jolanta, 22 styczeń 2010

Witam, Panie Jacku! Dzisiaj jest 32 dzień stosowania przeze mnie metody dr Ashkara i 17 dzień diety dr Gersona. To może nie jest rekord, ale na pewno już coś. Opiszę moje dalsze spostrzeżenie i refleksje. Co do "drenażu" to myślałam, że zgodnie z tym co jest napisane - będzie bolało ok. 3 tygodni. U mnie zaczął się już 7 tydzień i ... boli. Widocznie tak mocno jestem zanieczyszczona + to, że mam założone dwa ziarenka cieciorki na jednej nodze. One do siebie nie dochodzą, chociaż jak pęcznieją to może nieraz się rozpychają. Jedno wiem, że jak ból już jest bardzo mocny to biegnę zmienić opatrunek. Jednak nie zawsze to się sprawdza. Nieraz muszę jeszcze trochę poczekać, ponieważ nie chcą same wyjść. Są też i takie momenty, że jedno zmieniam a drugie jeszcze pozostawiam. Bywa różnie, wszystko robię z wyczuciem i rozmysłem. Jak troszkę nie chciało wyjść i mocniej pociągnęłam to bardzo bolało i leciała krew, więc więcej tego nie robię. Jeżeli chodzi o dietę to naprawdę jest bardzo ciężka do wytrzymania. Tak mnie uprzedzano, ale ja nie miałam wyjścia. Muszę próbować. Jedno wiem, że wytrzymuję dlatego, że jak widzę takie ogromne poświęcenie ze strony mojego męża, Jego pracę i trud włożony w każdy posiłek to nie mam serca aby było inaczej. To on wstaje przed godziną 6,00 rano i przynosi mi lewatywę, ja jestem półprzytomna. O 8,00 mam śniadanie i najpierw co pół- a następnie co godzinę soki. To wszystko mam z zegarkiem w ręku. Jest tak punktualny, że aż niewiarygodnie. Żaden sok mi już nie smakuje, a szczególnie zielony. Śniadanie - płatki na wodzie, dodaje mi starte jabłko, ponieważ nawet przy dużej determinacji - nie mogłam tego przełknąć. Na obiad i kolację ziemniaki, surówki, sałatki. Ciągle coś wymyśla, piecze, zapieka, gotuje - aby tylko je urozmaicić i ozdobić. Jak widzę jak mocno się stara - to ja również staram się nie grymasić i jeść. Ale nie mogę. Podobno jem ten posiłek, który miał być na raz - przez kilka dni. Oczywiście ilościowo, ponieważ niczego mi nie odgrzewa, zawsze mam świeże. Kawę do lewatyw też mi sam przygotowuje, ponieważ uznał, że ja "nie umiem". Wcześniej u nas w domu, tzn, przed moją chorobą, nieraz ja gotowałam a nieraz mąż. Teraz sama dieta już mnie wykańcza, czuję się osłabiona. Jeść i pić 13 szklanek soków dziennie + 5 lewatyw - to już męczy, a do tego nie mogę spać w nocy, więc jestem śpiąca w ciągu dnia. Chętnie bym pospała, tylko problem polega na tym, że co chwila jestem budzona na sok, posiłek lub lewatywę. Jak musiał pojechać na kilka godzin do szpitala i ja sama przygotowałam soki i lewatywę, którą mi wcześniej zaparzył, to jak wrócił w południe ja padałam z nóg. Musiałam się położyć. Nie jest to dla mnie normalna sytuacja, ponieważ zawsze miałam bardzo dużo energii i ani leżenie, ani lenienie się nie wchodziło w rachubę. Nawet w czasie grypy nikt mnie nie mógł utrzymać w łóżku, a teraz się pokładam. Dużo nie zrobię, a już jestem potwornie zmęczona. Rozumiem dlaczego w książce poświęconej tej diecie jest napisane, aby osoba chora na raka sama nie przygotowywała sobie posiłków tylko dużo odpoczywała, a nawet jest napisane o tym aby zatrudnić do chorego dwie osoby na pełen etat (co drugi dzień po kilkanaście godzin). Na to niestety nie możemy sobie pozwolić, ale tak powinno być. Zawsze się śmieję, że ma mojej diecie Mąż szybko schudnie, ponieważ nie ma dużo czasu na przygotowywanie sobie posiłków. A do tego dużo ruchu, więc.... korzyść obustronna. Wieczorem po prostu pada ze zmęczenia i natychmiast usypia! Jestem Mu ogromnie wdzięczna, ponieważ widzę jak o mnie walczy. Jego troska i opiekuńczość jest wspaniała i śmiem twierdzić, że mało kto mógłby sobie na to pozwolić. Osoba pracująca na etacie - na pewno nie! Dieta, chociaż nie należy do moich "ulubionych" jest droga. Warzywa i owoce BIO sporo kosztują i chociaż my mamy dowożone z hurtowni to ceny potwornie rosną. Zaczęliśmy od pierwszego tygodnia stycznia. Otrzymaliśmy ofertę cenową i co tydzień nową. Proszę sobie wyobrazić, że co tydzień ceny wzrastały o 30-40%. Wczoraj zamawialiśmy na czwarty tydzień stycznia i w stosunku do pierwszego tygodnia, czyli w ciągu trzech tygodni nastąpił wzrost cen o ok. 100%. Chcieliśmy zrezygnować z ich usług, ponieważ nigdzie ceny tak nie wzrastają i szukać innego dostawcy. Kiedy powiadomiliśmy właściciela o tym w dniu dzisiejszym dostaliśmy nowy cennik i jest podobny do tego z ostatniego tygodnia. Dlaczego tak się dzieje? Czy zawsze trzeba się upominać o swoje? Czy powinniśmy to zrobić już wcześniej? Dla nas jest to ogromna różnica cenowa, której nie przewidywaliśmy decydując się na tę dietę. Ciągle mam bóle głowy, prawdopodobnie dlatego, że nie piję oleju rycynowego i nie robię z niego lewatyw, ale chyba będę musiała się do nich przekonać. Jeżeli tak - to napiszę. Nie jestem pierwszą osobą w Polsce która zastosowała jedną lub drugą metodę walki z rakiem, ale zastanawiam się czy nie jestem pierwszą, która stosuje je jednocześnie! Nigdzie na forach nie znalazłam takiego przypadku, więc jeżeli jest ktoś, kto tak jak i ja walczy na te dwa sposoby - niech napisze. Ja w dalszym ciągu na bieżąco będę informować Państwa o moich postępach. Proszę również pamiętać, że dwa razy dziennie piję algi (chlorellę i spirulinę) oraz trzy razy dziennie sok z jagody acai, która ma najwięcej antyoksydantów na świecie + kwasy omega, a wraz z wyciągami z innych owoców zapewnia mojemu organizmowi wszystkich niezbędnych witamin i soli mineralnych. To ważne. Dodatkowo jeszcze uzupełniam potas - 1 tabletka na dzień. Mam nadzieję, że to wszystko przyniesie oczekiwane rezultaty.
Zapomniałam jeszcze napisać, że nie używam żadnych detergentów. Wszystko bio! I szampon i mydło i wazelina! Brakuje mi dezodorantów i perfum. Ale teraz wiem jak bardzo to szkodzi więc NIE! Moje talerze, sztućce, kubki, garnki, miseczki itp. nie są zmywane w zmywarce tylko ręcznie bez żadnych detergentów - tak jak kazał Gerson. Nie jest to tłuste więc jakoś Mąż daje radę. Oczywiście wszystkiego się nie uniknie ale musimy do minimum ograniczyć to co możemy. Przynajmniej na czas kuracji! To bardzo ważne.....

Jacek, 23 styczeń 2010

Musi Pani wytrzymać ,trzymam z całego serca kciuki.Mówią ,że początek jest najcięższyk ale nie można zawrócić w połowie drogi,już tak wiele Pani wraz z mężem dokonała,To MUSI przynieść skutek.Podejżewam że "standartowe" leczenie jest gorsze ze względu na ogromną toksyczność chemioterapii i radioterapii a to nie tylko żle wpływa na stan fizyczny ale i pchychiczny.Bardzo ważne jest nastawienie psychiczne.odpowienie nastawienie może działać prawdziwe cuda,wiele razy się o tym już przekonałem.Jeszcze raz życzę dużo zdrowia i wytrwałości do końca terapii.Podobno z czasem jest coraz lepjej.pozdrowienia Jacek

Jolanta, 23 styczeń 2010

Panie Jacku! Dziękuję za te słowa. Dzisiaj mam gorszy dzień. Bardzo boli mnie noga i pomimo środków przeciwbólowych myślałam, że zwariuję. Chyba wszystkie toksyny rzuciły się do tego drenażu. Musiałam w nocy wyjąć jedno ziarenko i zostałam tylko z jednym, ale i tak ból był ogromny. Do tego ciągłe bóle głowy. Mąż dzisiaj kupił drugi aparat do lewatyw i od jutra ruszamy z piciem oleju rycynowego i lewatywami z niego tak jak radzi dr Gerson. Do tej pory tego nie robiliśmy, ale widocznie te toksyny nie mogę się ze mnie szybko uwolnić i stąd te bóle. Dzisiaj zakończyłam 18 dzień tej diety. Ja - osoba, której zawsze każdy posiłek oparty był na dużych ilościach mięsa teraz jem wszystko bez niego. Proszę mi wierzyć, że chciałabym zjeść nawet tego schaboszczaka, którego od wielu miesięcy już nie jadłam - przejadł mi się. Teraz na pewno by mi smakował z pyszną kawką z ekspresu. Mam w domu taki automat, który miele świeżutką kawkę do każde filiżanki oddzielnie. Ja kawy teraz zużywam o wiele więcej - 15 czubatych łyżek dziennie ale w formie lewatywy. Chciałam się zorientować czy ktoś w Polsce siedział na tych dwóch metodach jednocześnie i nikogo nie znalazłam. Czyżbym była pierwsza...? Mąż twierdzi, że ja nie siedzę na diecie dr Gersona tylko na swojej własnej, a to dlatego, że nie mogę jeść i pić takich ilości jak są podane w przepisach. Buntowałam się i zagroziłam, że przestanę pić te soki jak mąż będzie podawał mi za każdym razem pełen kubek więc dostaję..... 2 cm od góry. PRZECIEŻ TO I TAK DUŻO! Na śniadanie jem mały talerz tych płatków z sokiem, ale na obiad i kolację - z połowy talerza zupy zostawiam ok. 50%, a drugiego wezmę dwa, trzy kęsy i wszystko mi rośnie w ustach. Mąż za każdym razem robi coś nowego, wymyśla co tylko może (zawsze bardzo pysznie gotował), pięknie to wygląda, wydaje mi się, że zjem wszystko a wezmę jeden, dwa kęsy i .... już ni mogę. Chciałabym wiedzieć, czy u innych osób jest taka sama reakcja jak u mnie? Nie wiem kto mógłby mi coś poradzić. Na to wszystko patrzeć już nie mogę, nawet mój ulubiony sok z pomarańczy (kiedyś) teraz piję na siłę. Nie będzie to moje ulubione odżywianie, ale staram się nie grymasić. Robię to nie dla siebie tylko dla męża. Jakby nie on to piłabym co piąty sok, jadła ociupinkę i ograniczyła ilość lewatyw pewnie do jednej dziennie. Może to dziwnie brzmi ale to On jest moją motywacją i jak widzę jak o mnie walczy - to jest mi przyjemnie. Samej byłoby to prawdopodobnie niemożliwe, chyba że ktoś ma nieziemskie zaparcie...

PROSZĘ O POMOC LEKARZA LUB INNEJ MĄDREJ OSOBY!!!! P I L N E!!!

Jolanta, 24 styczeń 2010

Witam! Dzisiaj jest 34 dzień gdy mam założony drenaż metodą dr Ashkara i 19 dzień diety dr Gersona!! Czuję się w miarę dobrze, chociaż nie do końca. Bardzo boli mnie noga i aby trochę pospać lub funkcjonować w ciągu dnia muszę przyjmować środki przeciwbólowe. Ból mam naprawdę duży, że już sama nie wiem co zrobić z nogę. Są takie dni, że nawet biorąc środki przeciwbólowe dosłownie wyję z bólu. Czy to normalne? Czy po prostu jestem tak bardzo zanieczyszczona? Tak myślę! Proszę o pomoc i radę, ponieważ sama już nie wiem co dalej. Drugim i może nawet jeszcze większym problemem jest dieta dr Gersona. 19 dzień na samych owocach i warzywach. Ilości są duże i od początku nie mogę jeść takich porcji jakie podane w książce. Co mam robić? Mój organizm nie chce tego tolerować. Po dwóch łyżkach zupy Hipokratesa, która rośnie mi w ustach i odrobince drugiego do wypicia mam sok. Sama ilość powoduje u mnie odruchy wymiotne. Staram się to jeść w ograniczonych ilościach, ale dzisiaj to już sam widok tych dań powoduje to, że zbiera mi się na wymioty. Co mam robić? Ja chcę siedzieć na tej diecie (mam raka), ale naprawdę nie mogę. Mąż we mnie to wmusza i uważa, że powinnam się zmusić a ja nie mogę. Warzywa bio mam kupione na kolejne dwa tygodnie i szkoda wydanych pieniążków. PROSZĘ O RADĘ I POMOC! Czy mogę się trochę przegłodzić?

Wioletta, 24 styczeń 2010

Witam Pani Jolu, Prowadzę sklep ze zdrową żywnością w Warszawie i spotykam wiele osób, które leczą sie metodą Gersona i Ewy Dąbrowskiej. To naprawdę działa. Proszę skontaktować siez jakimś sklepem ze zdrową żywnością i poprosić ich zeby dla Pani sprowadzali warzywa i owoce my zamawiamy dla naszych klientów co tydzień większe ilości potrzebnych im warzyw. Co do detergentów to bezpieczne dla nas i środowiska środki czystości ma firma Sonett i Sodasan, 100% naturalne składniki. Cudownym środkiem jest EMX GOLD (wyłapywacz wolnych rodników) 1. Aktywuje funkcje układu odpornościowego 2. Stymuluje regeneracje organizmu 3. Oczyszcza z toksyn i wolnych rodników 4. Hamuje procesy starzenia komórek 5. Znacznie wzmaga witalność i energię życiową. Gorąco polecam. Ściskam i życzę wytrwałości w Pani postanowieniu, duzo zdrowia!! Wiola

Jolanta, 28 styczeń 2010

Witam! Co do moich wyników, to zaraz napiszę co tam wyczytałam. Ja się na tym nie znam, wystarczyło mi tylko to co powiedział onkolog. Napiszę to co wyczytuję, proszę o napisanie co to znaczy (jest kilka wyników): G3 1. Sutek prawy w KGZ 18 mm - birads 4C 2.Guzek sutka prawego Birads - 4C CB/USG wynik badania Carcinoma invasivum mammae (Ductale) Kategoria B5b 3. ER - PS - 5 IS-3, 100% PGR-PS - 5 IS-3, 100% HER2-2+, Zlecono fish 4. RTG KLP, bad. pierwszorazowe w CO na wyk. zdj. widoczny miąższ płucny jest bez zagęszczeń jamy opłucnowe są wolne serce i aorta w normie To wszystko jest na jednej kartce, na dwóch stronach Proszę o interpretację tych wyników.

Jacek, 29 styczeń 2010

Witam Pani Jolu.guzek 18mm,Birads 4C - obraz wysoce podejrzany, ale bez klasycznych oznak złośliwości np. lity obszar o nieregularnych obrysach, nowe skupisko zwapnień. Carcinoma invasivum mammae oznacza nowotwór złośliwy piersi(B5b 5-oznacza raka podobnie jak G3),reszta to parametry pomocnicze.caly ten opis sprowadza sie do podejzenia nowotworu sutka z jakimś tam prawdopodobieństwiem.przeswietlenie pluc serca i aorta ok.Będzie dobrze,niech Pani napisze czy wystąpiły u Pani kryzysy ozdrowieńcze przy tepapii Gersona? ważne jest aby zbyt duże masy tkanek nowotworowych nie zostaly naraz uwolnione - dlatego stosuje się tak częste lewatywy - chodzi o wątrobę która może zostać zniszczona ,chodzi o powolne lecz regularne leczenie.kiedy to badanie było robione? kiedy ma Pani następne? pozdrawiam Jacek.

Jolanta, 29 styczeń 2010

Witam! Panie Jacku! Podaję dokładne daty moich badań: 16 listopada 2009 r. - mammografia, USG - 19 listopada 2009 r., biopsja cienko igłowa - 24 listopada 2009 r., drugie USG - 3 grudnia 2009 r., ostatnie USG z biopsją grubo igłową - 8 grudnia 2009 r. - wyniki miałam 22 grudnia 2009 r. z informacją, że przy biopsji zostałam wpisana na listę operacyjną. Poinformowano mnie, że czeka się ok. 2,5 miesiąca, więc w drugiej połowie lutego mam czekać na telefon z informacją, że mam się stawić w szpitalu - od razu na stół operacyjny. Na moje pytanie o powtórne badania (prawie wszystkie robiłam prywatnie) usłyszałam, że już żadnych badań nie będę miała, bo wszystko co im potrzeba już mają. Ja chcę powtórzyć USG przed wyznaczonym terminem, ponieważ chciałam dać sobie czas na reakcję mojego organizmu na wszystkie terapie. Przed chwilą dostarczono mi zamówione olejki (1.500.000 jednostek w skali ORAC), polecone przez lekarza medycyny naturalnej, a jeszcze czekam na dotarcie już wysłanych jąder z pestek moreli oraz na bardzo dla mnie ważną Wit. B17, którą moja siostra mieszkająca w Kanadzie zamówiła dla mnie w Meksyku. Liczę, że w ciągu tygodnia powinna do mnie dotrzeć. Dzisiaj jest już 24 dzień diety Gersona, kryzys miałam ok. tydzień temu, ale sądzę, że związany był z ilością posiłków podawanych mi przez męża. Teraz dawki mam zmniejszone i lepiej znoszę te soki i posiłki. Jeżeli je skończę to chyba na słowo "sok" będę dostawać torsji. Wszystko jest dobre z umiarem, a szczególnie sok zielony działa na mnie deprymująco. Sam jego zapach jest okropny. Ale muszę traktować to jak lekarstwo. Jeżeli chodzi o Ashkara to dzisiaj jest 39 dzień, chociaż musiałam kilka dni temu zmienić nogę, ponieważ na tamtej prawdopodobnie trafiłam na nerw i pomimo środków bólowych dosłownie wyłam z bólu. Teraz mąż mi założył na prawej, ale nie wiem czy ponownie nie będę musiała robić kolejnego drenażu, ponieważ zrobił bardziej z tyłu, na mięśniu i doszły bóle podobne do skurczy. Jak wstaję to dodatkowy ból jest bardzo duży, jak trochę pochodzę to się rozchodzi. Lewą nogę staram się zagoić, dostałam w aptece jakieś lekarstwo bardzo przyspieszające i odkażające gojenie. Bałam się o możliwość zakażenia. Co do lewatyw to zawsze mam 5, od samego początku, mąż mi niczego nie odpuszcza, a od niedzieli mam włączone jeszcze picie oleju rycynowego o godz. 5,00 i lewatywy z niego o godz. 10,00. U nas w domu książka dr Gersona jest cały czas otwarta na różnych problemach, mąż ją cały czas studiuje, śmieję się, że jak biblię. Dzisiaj rano przeczytałam humor w gazecie: Kat do skazanego - "głowa do góry". Pozdrawiam - Jolanta

Jacek, 30 styczeń 2010

Witam.Widzę ,że terapia przebiega zgodnie z planem.Grunt to wytrwać do końca i wygrać!!! To dopiero miesiąc terapii ale jakże ważny miesiąc,początek jest najcięższy,sądzę ,że narazie ponowne badanie nic by nie stwierdziło.trzeba poczekać trochę czasu aż guzek zacznie maleć.już pewnie zaszły ogromne zmiany w metaboliżmie i ogólym stanie organizmu i lada dzień guz zacznie znikać w oczach.najpierw musi zmienić się metabolizm i "środowisko" nowotworu.proszę pamiętać ,że guzek to tylko nieznaczący obiaw i ,że podstawą jest wytworzenie środowiska niesprzyjającego nowotworom(niszczenie złych komórek) a z pewnością Pani wraz z mężem wygracie.Posiadanie przy sobie takiej osoby jak Pani mąż to skarb,jest to niezwykle ważne gdyż samemu jest znacznie trudniej walczyć.poczucie humoru to jest toooo ,wiem ,że niekiedy trudno ale sami tworzymy nasz świat.NIE sluchać lekarzy którzy widzą tylko chemioterapię i radioterapię ewetualnie wycięcie guza co nie powoduje usunięcia przyczyny nowotworu.POZDROWIENIA I WYZDROWIENIA. życzę z calego serca JACEK

zardax, 30 styczeń 2010

Aha i radzę wykonać badania w innym osirodku gdyż w Polsce istnieje spisek :D poprostu laboranci się opierają na badaniach wcześniejszych,pozdrowienia i sukcesu życzy Jacek, calym sercem z Panią i Mężem

Jacek, 30 styczeń 2010

co do metody Ashara to chodzi wlaśnie o wytworzenie stanu zapalnego organizu. organizm ma reagować na obecność nowotworu i niszczyć go z całym impetem,to co stało się przyczyną należy bezwłocznie wyeliminować.zakażenie powoduje mobilizację sił obronnych organizmu które kierują się przeciw nowotworowi.WYZDROWIENIA-życzę z calego serca JACEK,wielu juz tego dokonalo trzeba tylko wytrwalości

Jolanta, 31 styczeń 2010

Bardzo dziękuję za słowa, które budują. Współpracuję z ludźmi i uważałam, że są jak wilki. Tylko patrzyli aby oszukać, nie zapłacić. To przykre. Teraz jak przedstawiłam mój przypadek mam wiele oznak przychylności i ciepła od całkiem obcych osób. Moja wiara w ludzi ponownie się odbudowuje. Oczywiście bywają różni, na jednym forum doradziłam zrozpaczonej córce, dla której matki lekarze nie mają już ratunku ani szans, stosowane przeze mnie metody. I... ? Moja możliwość wypowiadania się została zablokowana ze względu na niedopuszczalne formy leczenia. A co ja napisałam? To co tutaj. Radziłam aby zastosowała metodę dr Gersona lub dr Ashkara. Jak widzimy lepiej umierać niż próbować. Po co komuś dać szansę, lepiej się wymądrzać i ... Dzisiaj zakończyłam 26 dzień diety i 41 metody. Czy skutkują? Nie wiem, ale właśnie dlatego zdecydowałam się opisywać na bieżąco moją sytuację, aby inni wiedzieli czego można się spodziewać w walce z rakiem. Czy pomoże? Nie wiem, bardzo bym chciała. Zawsze wiedziałam, że mogę liczyć na mojego męża, ale dopiero teraz widzę do czego jest zdolny w walce o moje życie. Czy ja byłabym zdolna do tego samego? Mam nadzieję, że tak, że mocno bym się zmobilizowała. O najbliższą osobę mocniej się walczy niż o siebie. Ja teraz nieraz mam dosyć, jestem zmęczona lub śpiąca i niektóre posiłki lub soki bym opuściła, ale mój mąż jest niestrudzony. Wszystko mam punktualnie i na czas. Całe nasze obecne życie zostało temu podporządkowane, można mieć dosyć. To nie był nasz dobrowolny wybór ale konieczność. Nie znalazłam innych wiarygodnych metod w internecie. Po drugie czułam, że to jest dla mnie. Od jakiegoś czasu czuję niewielki ból w piersi i pod pachą, bardziej jakby mnie coś ciągnęło, czy to działają te zabiegi? Wiara czyni cuda, a mnie humor dopisuje. Może tylko z wyjątkiem gdy smacznie śpię i mąż budzi mnie bo coś muszę.... Jednak myślę, że po kilku tygodniach zmienia się metabolizm. Zawsze miałam wyostrzone zmysły, ale teraz dużo bardziej czuję kawę lub posiłki, które mąż przygotowuje dla siebie. Na początku nie chciał, ale ja mówiłam, aby sobie gotował lub piekł, ponieważ też musi coś jeść. Żebyście wiedzieli jak dzisiaj pachniały pieczone skrzydełka.... Myślę sobie, że jak skończę dietę to zjem całą górę różnych, obecnie niedozwolonych potraw, ale pewnie tak nie będzie. Dlaczego? Uwielbiam kawę, teraz mam ją tylko w postaci lewatyw i co drugi dzień osłodzoną do popicia oleju rycynowego. Bardzo się z tego cieszyłam, a teraz? Wcale mi nie smakuje. Chciałabym jeszcze napisać, że ani razu nie byłam głodna i wszystko co wynika z apetytu na coś, wynika wyłącznie z mojego łakomstwa. Nie jest to uciążliwe i myślałam, że ciężej będę znosiła tę dietę. Ale nie! Mąż bardzo stara się mi urozmaicać posiłki, piecze mi ziemniaczki i podaje w różnych potrawach, np. jako chrupiące frytki czy kasztanki, zapieka pure z ziemniaków i marchewki, kalafiora czy buraczki. Każda potrawa pięknie przyozdobiona, aby na talerzu było apetycznie i kolorowo. To co jeszcze chciałam napisać, to bardzo podziękować mojemu Mężowi za wszystko i jak bardzo mi jest przykro, gdy wieczorem po kąpieli moczy napuchnięte nogi oraz rozmasowuje bolący kręgosłup (nieraz zapomina włożyć kosmodisk). Jeszcze raz powtórzę to co już pisałam, NIKT, naprawdę NIKT nie wie jaka to harówka, jaka ciężka praca. Myślimy co to takiego wycisnąć sok lub coś tam ugotować czy upiec? Ja też tak myślałam. Mąż również. A teraz mój mąż jak ta przysłowiowa żona nie może wyjść z kuchni bo ma za krótki łańcuch. Ma! Panie Jacku! Mam pytanie - czy Pan orientuje się po jakim czasie następują zmiany? USG piersi chcę zrobić w tym miesiącu (podobno w lutym mam mieć operację) i chcę wcześniej skontrolować co dzieje się z tym stworem? Łazi to to tyłem ale potrafi namieszać! Moje życie przewrócił do góry nogami! Mam nadzieję, że nie zdawał sobie sprawy z kim zaczął! Jak mówią: sam napadł, więc niech sam się broni...

Jolanta, 1 luty 2010

Witam! Na innym forum dostałam taką informację http://www.forum-onkologiczne.com.pl/forum/rak-sutka-piersi-vt911.htm?sid=8455a387f278c27f48a9f51f72ead8d1#14571 - co mam o tym sądzić? Nie ukrywam, że się przestraszyłam. Ale ja nie unikam kontaktu z lekarzem onkologiem, tak jak pisałam czekam wyznaczony termin operacji i w tym czasie próbuję innych metod. Proszę napiszcie mi co o tym sądzicie? Brzmi to rozsądnie, a we mnie spowodowało duży zamęt!!!!!

Jacek, 1 luty 2010

Witam ponownie,proszę się nie przejmować bredniami na tamtym forum.prosze robic dalej swoje a nie opierac sie na "wiedzy" onkologów ktorzy i tak nic nie wiedza.oni nawet nie wiedza co powoduje raka i jaka jest przyczyna tej choroby wiec oczywistym jest ze nie powinni sie wypowiadac na ten temat.studiowali latami ale system ich nauczyl tak jak to pasuje systemowi czyli chemio i radioterapia ewentualnie operacja wyciecia(co nie leczy przyczyny tylko skutek).dobrze wiedza jakie szkody czynia organizmowi powyzsze metody a jednak trwaja w swojej blednej drodze bo liczy sie biznes ,pieniadze ,system.kto sie wychyli to mu zablokowac konto itp.co do pozytywnych efektow to one juz nastapily chodz moga one byc przez jakis czas ciezko dostrzegalne.kazdy patrzy na guza i ocenia przedewszystkim jego zmiany wielkosciowe,prosze pamietac ze guz zacznie znikac na samym koncu procesu zdrowienia,najpierw oczyscic musi sie krew ,narzady wewnetrzne pozniej przy odpowiednich warunkach guz bedzie znikal.mysle ze po okolo 6 miesiacach mozna bedzie powiedzec cos na temat wielkosci guza,wczesniej tez moze sie zmniejszyc ale nie jest to konieczne,niekiedy moze sie nawet zwiekszyc co jest zle interpretowane przez pacjeta ktory mysli ze terapia nie dziala.potrzeba niestety czasu ,odwraca sie to powoli ale systematycznie.u kazdego jest inaczej ,u jednych trwa to dluzej u innych szybciej.pozdrowienia

Jolanta, 1 luty 2010

Witam! Po prostu dziękuję. Przed chwilą wróciłam z Instytutu Onkologii, ponieważ musiałam odebrać swoje badania (zatrzymano wszystkie, które robiłam prywatnie aby zdiagnozować ostatnią biopsję grubo igłową), a ja bałam się, że one zginą. (W tym samym Instytucie zagubiono wszystkie wyniki mojemu Tatusiowi). Chciałam napisać, że kolejny raz widziałam tłumy biednych, wycieńczonych rakiem ludzi. Dlaczego oni wszyscy są tacy bladzi i smutni? To przykre, ja tak nie chcę!

Jolanta, 1 luty 2010

Witam wszystkich potrzebujących i zainteresowanych. W odniesieniu do mojego poprzedniego linku chciałam poinformować, że wpis ToMaSa został z tamtej strony usunięty. Dlatego też pozwolę sobie go przytoczyć (mąż skopiował). Pozdr. Jolanta """""Na owy forum czytalem wypowiedz niejakiego Namira w której widze sporo logiki odnosnie wlasnie tego "draznienia" organizmu(metody NIA) ciekawi mnie co o tej wypowiedzi sądzicie,szczególnie DSS,oto ona: Interesuje się już od dłuższego czasu metodą NIA Dr Ashkar i z wiedzy, którą zdobyłem i zweryfikowałem wnioskuje, że w wielu przypadkach wyjaśnienia przyczyny raka i wyjaśnienia działania metody NIA przez Dr Ashkar są błędne. To, że wyjaśnienia są błędne nie znaczy, że sama metoda nie działa, bo ja również twierdze, że działa. Błędne według mnie opisy mają wpływ na to, że część ludzi po zastosowaniu tej metody nie zdrowieje albo ludzie myślą, że jest dla niech za późno. Dlatego chciałbym z wami przeprowadzić merytoryczną dyskusje na temat teorii raka prezentowanej przez Dr Ashkara i dyskusje, dlaczego ta metoda może zadziałać a kiedy nie zadziałała na człowieka. W pierwszej kolejności wyjaśnijmy sobie teorie kancerogenu. Według Dr Ashkara kancerogen to – chemiczne toksyczne substancje (w tym również leki) lub destrukcyjne struktury obecne w pożywieniu, wodzie, powietrzu dostające się do organizmu razem z pożywieniem i powietrzem. Moje wyjaśnienie. Kancerogeny to są po prostu toksyny, które przenikają przez nieszczelny nabłonek układu oddechowego z powietrza wdychanego, pokarmowego z pokarmu zjadanego oraz przez skórę przy kontakcie z chemikaliami. Użycie słowa kancerogen miało zawęzić toksyny tylko do tych, co powodują raka. Ale tak naprawdę każda toksyna w większej ilość może być przyczyną raka. Same toksyny (Kancerogeny) nie byłyby wstanie dostać się do organizmu, w którym nabłonek jest szczelny nie zawiera nadżerek. Bo taka jest funkcja nabłonka, aby oddzielać substancje odżywcze i dostarczać je do krwiobiegu a wszystko, co toksyczne odfiltrowywać do wydalenia razem z kałem. A skąd się pojawiają nadżerki w nabłonku? Wszystko zaczyna się od zaburzenia flory bakteryjnej w układzie pokarmowym i oddechowym. Pod wpływem zjadanych antybiotyków np. w dzieciństwie (wystarczy parę) lub innych lekarstw, lub pokarmów zawierających dziwne dodatki następuje zmniejszenie ilości bakterii pozytywnych dla naszego organizmu (Bakterie acidofilne), które zasiedlają nabłonek. Po usunięciu bakterii pozytywnych w to miejsce wchodzą bakterie z nieprawidłowej flory bakteryjnej lub grzyb candida, które nie przetwarzają pokarmu dla dobra organizmu a tylko odżywiają się odpadkami. To powoduje, że pokarm nie zostaje dobrze przetrawiony i długo zalega w naszych jelitach. Zaleganie pokarmu z substancjami toksycznymi dalej uszkadza nabłonek zwiększając ilość nadżerek. W taki sposób otwierają się wrota do dostarczania toksyn (Kancerogenów) do organizmu. W przypadku układu oddechowego nieszczelność powstaje głównie przez stosowanie leków przeciwbakteryjnych i przeciwwirusowych, które docelowo zawsze zwiększają nieprawidłową florę bakteryjną. Dużą część nieszczelności otrzymują dzieci po swoich rodzicach, którzy swoim dzieciom dostarczali, w czasie ciąży nieodpowiedni pokarm. Zalegająca smółka powodowała częściowe nieszczelności. Co dalej z tymi toksynami (Kancerogenami). Tu jest druga sprawa z którą się nie zgadzam do końca. Według Dr Ashkary kancerogeny krążą we krwi co powoduje i z użyciem promotora atakują zdrową komórkę. Moje wyjaśnienie. Co się dzieje z toksynami, które dostają się do krwiobiegu przez nieszczelny nabłonek z układu oddechowego lub układu pokarmowego? Toksyny są albo przerabiane przez wątrobę albo odkładane w tkance. To czy toksyny są przerabiane przez wątrobę wynika z tego czy wątroba prawidłowo funkcjonuje i od ilości toksyn. Jeżeli mamy mocno nieszczelne jelita to ilość nowych toksyn wnikających do organizmu jest bardzo duża. Można powiedzieć, że zalegający kał (jego cząstki przedostają się do krwiobiegu) przed duże nadżerki. Czyli cząstki kału pływają we krwi. Krew ma swoją pojemność i nie jest w stanie przyjmować nieograniczonej ilości toksyn, dlatego albo muszą być wydalone przy użyciu wątroby i nerek albo zmagazynowane. Krew i limfa są największym magazynem toksyn w organizmie, ale często się przepełnia. Jeżeli wątroba nie nadąża albo nie potrafi rozłożyć różnych dziwnych substancji to organizm przesuwa toksyny do innych tkanek. W pierwszej kolejności toksyny magazynowane są w tkance tłuszczowej, łącznej, mięśniowej, nerwowej - stawy, mięśnie, ścięgna, kaletki maziowe, tkanka kostna, błony surowicze itd. Co znaczy, że toksyny magazynują się? To znaczy, że są umieszczane w przestrzeni między komórkowej zamiast płynu międzykomórkowego. Do komórki toksyna nie dostaje się, bo by od razu zginęła. Takie odłożone toksyny drażnią komórki powodując ich uszkodzenie, zwyrodnienie, co w konsekwencji prowadzi do mutacji. Czyli komórki mają uszkadzane DNA a to w konsekwencji powoduje, że zachowują się niestandardowo do innych komórek. Np. Tracą zdolność apoptozy – czyli zdolność do umierania. Taka zmutowana komórka tworzy swoją kopię również zmutowaną. Aż powstanie tkanka, która przez medycynę nazywana jest rakiem. Tu przedstawiam pierwszą cześć materiału do dyskusji merytorycznej. Dalej przedstawię jak ja widzę role promotora i dlaczego tak naprawdę działa NIA a kiedy nie działa oraz co można zrobić aby lepiej działała ta metoda. Sprawa uszkodzenia DNA. Dr Ashkar twierdzi: „Karcynogeny nie moga uszkodzic DNA, moga tylko uszkodzic komorke zamieniajac ja w komorke rakową bez uszkadzania DNA. Jezeli jakims sposobem powstalo by uszkodzenie DNA komorki to ta komorka zostala by zabita przez biale cialka krwii systemu immunologicznego,komorka z uszkodzonym DNA nie moze przetrwac.” Moje wyjaśnienie Gdyby tak było jak twierdzi Dr. Ashkar to białe krwinki a dokładnie Makrofagi musiałby zabić większość organizmu człowieka. W ciele człowieka większość komórek ma uszkadzane DNA od 100 do 1000 000 razy dziennie. Organizm człowieka posiada mechanizm naprawy DNA w komórce. DNA komórki składa się z dwóch równoległych nici, które tworzą dla siebie matryce wzajemnie się odwzorowujące. Każde uszkodzenie jednej nici powoduje, że można ją odtworzyć na podstawie drugiej. W przypadku uszkodzenia dwóch nici również komórka potrafi je naprawić, ale do pewnego stopnia. Taki proces odbywa się codziennie prawie w każdej komórce organizmu. Jeżeli uszkodzenia są zbyt duże powoduje to zakłócenia podczas samego podziału to mechanizm komórki zatrzymuje cykl komórkowy i zaczyna proces apoptozy. Proces apoptozy jest zakodowany na końcu DNA komórki jeżeli został uszkodzony i komórka nie może przekazać sygnału do białka aktywującego proces apoptozy to komórka replikuje swoje uszkodzone DNA. Tematem spornym nie może być to czy DNA komórki rakowej jest uszkodzone, bo jest inne (zaburzone) w stosunku do DNA zdrowej komórki – to można zweryfikować odpowiednim badaniem. Druga sprawa, która przeczy teorii Dr Ashkara to to że komórka z uszkodzonym DNA zostałaby zlikwidowana przez makrofagi (krwinki białe) co wynika z tego w jaki sposób makrofagi usuwają komórki. Makrofagi usuwają martwe komórki, które popełniły apoptoze albo komórki, które zostały zabite przez bakterie. Lifocyty T dopuszczają bakterie do chorych komórek po to, aby bakterie je zabiły. Makrofiagi pełnią role czyścicieli. Czyli komórki zdefektowane można usunąć tylko powodując ich śmierć. Organizm wykorzystuje następujące sposoby doprowadzania komórek do śmierci. 1. Uruchamiając proces apoptozy. Polega to na ty że komórka na podstawie kodu DNA zaczyna proces składający się w uproszczeniu z następujących etapów: a. Aktywacja białka blokującego replikacje DNA i wystawienie receptora informującego o śmierci komórki. b. Organizm odcina dostaw pokarmu do komórki w celu osłabienie komórki. c. Przez ściany komórki wnika woda z powodu różnicy ciśnienia osmotycznego. d. Następuje rozerwanie komórki na małe cząstki. e. Małe cząstki są pochłaniane przez makrofagi. Dla lepszego zobrazowanie tego procesu proponuje oglądnąć film. http://www.youtube.com/watch?v=witLM--V2v8 Film pokazuje komórki w tance wyizolowanej, dlatego te komórki występują tak luźno. W organizmie człowieka byłyby bardziej zbite. 2. Działanie bakterii – limfocyty t dopuszczają bakterie do chorych komórek w celu zabicia tych komórek. Bakteria używając receptorów łączy się z komórką powodując jej zniszczenie. Bakterie potrafią połączyć się tylko z chorymi, uszkodzonymi komórkami. Po zniszczeniu komórek są one przetwarzane na ropę przez komórki neutrofile. 3. Działanie wirusów – wirusy nie potrafią przeżyć bez komórki. Dlatego aby móc się rozmnożyć muszą wniknąć do wnętrza komórki. We wnętrzu komórki zaczynają się replikować używając narzędzia do replikacji danej komórki. Wirusy również potrafią wniknąć do chorych i uszkodzonych komórek. Wirusy namnażają się wewnątrz komórki tk długo aż zostanie ona rozerwana i nastąpi jej śmierć. Organizm pozwala wirusom grypy, przeziębienia, rota wirusom na zasiedlanie takich komórek, bo w bardzo szybki sposób pozwala to na pozbycie się dużej ilości chorych komórek. Te trzy sposoby organizm wykorzystuje na pozbywanie się komórek chorych, nowotworowych. Jest jeszcze starzenie się komórki, ale to jest tylko zatrzymanie procesów podziału bez popełniania śmierci. Taka komórka jest dużym obciążeniem dla organizmu. Zajmijmy się promotorem Dr As pisze „promotorów” - czyli strzępów komórek „rozerwanych” na skutek silnych traumatycznych przeżyć, stresów, obaw, pozostawania długo w sytuacjach beznadziejnych”. Medycyna akademicka określa takie sytuacje, stresem oksydacyjnym i zalicza go do grupy najważniejszych czynników chorobotwórczych. W czasie stresu powstają wolne rodniki które uszkadzają komórki. Moje wyjaśnienie. Teoria stresu, jako przyczyna chorób jest wykorzystywana w wielu opisach powstawania raka. Według mnie wynika to bardziej z braku innych logicznych wyjaśnień i przyjmowanie pewnych założeń w celu uprawdopodobnienia całej teorii. Na tej samej przyczynie opiera swoją teorie metoda GNM( Germańska Nowa Medycyna). Według mnie promotorem jest słabość komórki (uszkodzenie, niedożywienie) które może wynikać z wielu czynników a nie tylko z stresu. Słaba komórka podatna jest na działanie toksyn, które powodują zaburzenia w jej fazie rozwojowej uszkadzając DNA. Omówienie poszczególnych promotorów: 1. Sam stres powoduje bardzo dużo zaburzeń w organizmie człowieka. Organizm blokuje wiele procesów aby całą energie poświęcić na walkę ze stresem: - Cały proces trawienia i wydzielania soków trawiennych zostaje zablokowany to powoduje zaleganie treści pokarmowej w jelitach i zwiększenie ilości toksyn we krwi, - przyśpieszenie metabolizmu, oddechu, akcji serca, wzrost cukru we krwi aby dostarczyć dużej energii na walkę ze stresem, - zmniejsza się poziom leukocytów spada odporność itd. To wszystko powoduje, że w organizmie powstają procesy w wyniku, których następuje uszkodzeni komórek, które stają się podatne na toksyny. 2. Blokowane lekarstwami infekcje bakteryjne i wirusowe. Zadaniem infekcji jest usunięcie z organizmu człowieka chorych komórek i usunięcie toksyn. Jeżeli w czasie infekcji zaczynamy zażywać lekarstwa i antybiotyki przeciwbakteryjne to zatrzymujemy proces niszczenia słabych komórek w połowie. Czyli komórka zostaje uszkodzona a niezabita. Taka komórka staje się podatna na działanie toksyn. 3. Niedożywienie komórek – komórka, aby się prawidłowo rozwijać potrzebuje dostać około 60 sadników odżywczych. Jeżeli cały czas będziemy odżywiali się produktami przetworzonymi, jałowymi z dodatkiem środków będącymi toksynami to komórki nie będą odżywione. Toksyny będą umieszczane( łączy się z komórkami) powodując ich uszkodzone. Ten proces jest bardziej długotrwały od innych. On występuje u ludzi w starszym wieku. Wyjaśnijmy jeszcze czy jest coś takiego jak dziedziczenie raka i dlaczego rak występuje u ludzi spokrewnionych w tych samych miejscach. Samo dziedziczenie raka to wymysł medycyny, wszystko, czego nie potrafią wytłumaczyć opisują, jako choroby dziedziczne. Ale dlaczego rak występuje z pokolenia na pokolenie? Jedyne, co dziedziczymy to budowę organizmu i strukturę poszczególnych tkanek. U jednych dana tkanka jest mocniejsza u innych słabsza, jedni mają grube kości inni mają cienkie kości, jedni mają cieką skórę inni grubą itd. Dziedziczymy strukturę tkanki, która jest w danym miejscu albo słabsza albo mocniejsza. W rodzinie mamy te same nawyki żywieniowe, czyli dostarczamy do organizmu te same toksyny. To powoduje, że organizm również dziedziczy sposób zarządzania toksynami. Samo odkładanie toksyn wynika z dwóch rzeczy. Jedna to dziedziczony sposób obsługi toksyn po rodzicach, dwa to rodzaj toksyn. Organizm dziecka odkłada toksyny w tych samych miejscach, co organizm rodziców. Rodzaj spożywanych toksyn ma wpływa na to gdzie się te toksyny odkładają. Nazywa się to powinowactwem tkankowy. Czyli zdolność toksyn do łączenia się z komórkami danej tkanki. Czyli toksyna umieszczona w przestrzeni komórkowej łączy się z tkanką wpływając na jej funkcjonalność. Czyli poszczególne rodzaje toksyn kumulują się w określonych tkankach. Dla lepszego zrozumienie filmik o rtęci, w jaki sposób łączy się z komórkami neuronowymi w mózgu. Jeżeli w to miejsce zostałby podany kobalt albo ołów to do takiego połączenia by nie doszło. http://www.youtube.com/watch?v=oQlUsg5Uib4 Pozostaje nam jeszcze przełożenie tego wszystkiego na samą metodę NIA. Ale to następnym razem. Przedstawiam ten materiał do dyskusji. Lekarzem nie jestem. Lekarze są od wypisywania lekarstw i od leczenia a na powrocie do zdrowia mało się znają. Naukowcem również nie jestem, bo który naukowiec chciałby się udzielać na forum tak od siebie. Metodę leczenia infekcjami znam od dawna, ale robioną w naturalny sposób przez organizm. Natomiast metoda NIA Dr Ashkara to sztuczny sposób wywoływania reakcji oczyszczających, ale tak samo dobry. To jest jak odkrycie, w jaki sposób można wywołać sztucznie deszcz, bo deszczu nie można odkryć, bo sam naturalnie powstaje w specyficznych okolicznościach. Metodę NIA uważam za jedną z lepszych ale jak się ją dobrze zrozumie. Dlatego mam wiedzę na temat tego, kiedy ta metoda działa a kiedy nie i jakie reakcje w niej występują. Jak przeczytałem odpowiedzi i pytania typu, dlaczego noga mi puchnie, dlaczego moja ropa śmierdzi itd. oraz odpowiedzi, że tak powinno być to mnie ruszyło. Tak odpowiadają lekarze jak pacjent mówi, że coś mu dolega i zawsze dostaje odpowiedz tak powinno być. Te wszystkie reakcje organizmu są znane i dobrze rozumiane, a nie tak powinno być. Aby zrozumieć metodę NIA muszę wyprostować i uszczegółowić przyczyny, które są trochę inne niż to, co podaje Dr Ashkar, bo inaczej nie zostanę zrozumiany. Nie dziele opisów na części dla przyjemności tylko robie to, bo jedna cześć zajmuje mi około 3 godzin (aby napisać ją tak aby wszyscy to zrozumieli), daje ludziom partie materiału do przemyślenia bo inaczej coś może zostać źle zrozumiane. Mi zajmuje post kilka godzin a ktoś w parę minut zaneguje coś i jest zadowolony. Martwi mnie to, że dużo zarobkowiczów dobiera się do tej metody, przez co może zostać źle rozpowszechniania. A to spowoduje, że nikt z niej nie będzie korzystał. Przydziela się certyfikaty za to, że ktoś potrafi wykonać zabieg a nie potrafi zinterpretować reakcji. Już niektóre Spa i inne studia urody prowadzą turnusy za wiele tysięcy złotych z metodą NIA. Dystrybutorzy suplementów, (którzy ludziom robią więcej złego chemicznymi ekstraktami witamin) zaczynają propagować NIA. Pierwsze zepsuć zdrowie a potem pokazać metodę jak do zdrowia powrócić. Słyszałem, że nawet Kwaśniewskiego od DO chcą w to włączyć (jedno zaprzecza drugiemu). Wyraziłem tylko swoją opinię ze względu na rekcje niektórych. Dopisze za niedługo resztę i znikam z tego forum. Szkoda, aby taka metoda się zmarnowała przez niewiedze. Przejdźmy do NIA. Organizm działa w taki sposób, że toksyny stara się skoncentrować w naczyniach limfatycznych tyle ile się w nich zmieści (oczywiście, co się da usunąć przez wątrobę i nerki to usuwa). Jeżeli już się nie mieści to zaczyna umieszczać w innych tkankach. Robi to, dlatego bo liczy na to, że zostaną usunięte z tych miejsc przez gruczoły łojowe i potowe. Jeżeli są tam skoncentrowane i nie zostają wydalone to powodują one osłabienie tkanki (niszczenie komórek). Osłabienie tkanki powoduje, że w tym miejscu zaczynają się tworzyć ropnie powodowane przez bakterie bytujące na skórze (bakterie oportunistyczne, które normalnie żyją w organizmie człowieka i okresowo stają się chorobotwórcze w naszym znaczeniu oczyszczające organizm), których celem jest usunięcie chorej tkanki razem z zanieczyszczeniami. Takie oczyszczanie powoduje stany chorobowe (organizm oczyszcza się przez chorobę), bo z naszych zanieczyszczeń powstaje ropa, która jest produktem wydalanym przez bakterie. Dlatego ropnie ich wygląd zależy od tego, jaka bakteria tam bytuje. Czyraki – gronkowce lub paciorkowce, jęczmień – gronkowiec, liszaje i ropne rany itd to wszystko objawy usuwania zanieczyszczeń i martwych i chorych komórek z organizmu. Aby nie zablokować oczyszczania nie można działać środkami do zwalczania bakterii, ale środkami do przyśpieszenia ropienia. Często takie rany ropne otwierają się i zaczyna się wylewać ciągła ropa. Wynika to z tego, że do organizmu dostały się bakterie, które żywią komórkami krwi razem z odpadami, które się przy nich znajdują (toksynami, kancerogenami). Organizm pozwala na to, bo to jest jedyny sposób oczyszczenia. Występuje on u ludzi z poważnymi dolegliwościami wtedy takie rany nie goją się latami i cały czas sączy się z nich ropa. I tu następna błędna teoria Dr Ashkary, że przyczyną chorób są bakterie i wirusy. Przyczyną chorób są toksyny, które uszkadzają komórka a które stają się pożywką dla patogenów. Pozbawiając organizm toksyn pożywki nie zostaniemy zaatakowani przez bakterie ani wirusy. One bytują na naszej skórze i w organizmie i zawsze dają nam znać, kiedy w naszym organizmie wartość toksyn przekroczy dopuszczalne normy. Dodatkowo pozwolą nam je usunąć. Wirusy i bakterie atakują tylko chorą tkankę, bo zdrowa daje sobie z nimi zawsze rade. Organizm specjalnie dopuszcza do choroby, aby pozbyć się patologii. Odchorowywanie chorób infekcyjnych wirusowych typu grypa, przeziębienie, rotawirus to naturalny sposób pozbywania się toksyn i chorych komórek z organizmu, jeżeli jest blokowany lekarstwami lub nieodchorowywany to szkodzi nam podwójnie i staje się inicjacją promotora (według mnie głównego). Znam wiele osób oczyszczających się przez choroby (gdzie pozbyli się dużych schorzeń) i znam wiele osób blokujących choroby lub którzy nigdy nie chorowali, którzy cierpią na raka. Naturalny sposób wywoływania NIA to właśnie nie blokowanie ran ropnych, które powstają na skórze. Inny sposób dawno stosowany do leczenia nerwobóli był taki, że pokrywało się szmatkę świeżym rozgniecionym czosnkiem i przykładało się do miejsca blisko bolących nerwowych na noc. Rano się ściągało i powstawał pęcherz. W pęcherzu zbierała się ropa. Pęcherz się przekuwało igłą, aby ropa wypłynęła i czekało się aż znowu się nazbiera i znowu się przekłuwało. Taki proces się powtarzało aż bule ustąpią. Szczegółowo o samej NIA Utworzenie sztuczne rany powoduje, że do rany przedostają się bakterie głównie bakterie oportunistyczne, które bytowały na skórze a teraz stały się bakteriami chorobotwórczym. Reakcja obronna organizmu powoduje, że w to miejsce wysyłane są krwinki białe (granulocyty, makrofagi itd.) W przypadki metody NIA bakterie nie dostają się od razu do rany, bo rana jest dezynfekowana. To powoduje, że ropa pojawia się dopiero za parę dni. Wtedy do rany dostają się bakterie, które zaczynają zjadać martwą uszkodzoną tkankę i zaczynają przedostawać się do organizmu. Głównymi bakteriami powodującymi powstawanie ropy są paciorkowce, które bytują na skórze, jeżeli tkanka jest nienaruszona. Jeżeli powstaje rana infekują ranę i przedostają się do wewnątrz organizmu powodując stany zapalne. Reakcja immunologiczna powoduje, że po pewnym czasie bakterie zostają usunięte. Ciało obce w ranie zapewnia to( cieciorka nie jest tu niczym specjalnym, ma tylko zdolności do pochłaniania i pęcznienia) , że organizm dopuszcza bakterie, aby usunęły komórki wokół ziarenka, aby można go było wydalić razem z ropą. Niestety ziarenka nie można wydalić, bo jest zablokowane. Zgromadzona ropa powoduje rozrost bakterii i wymusza reakcje immunologiczną organizmu przechodzą do węzła limfatycznego po to, aby się namnożyć i przekazać informacje o zakażeniu innym komórkom. Później wracają w miejsce zakażenia aby zadziałać na bakterie. Bakterie paciorkowce łatwo przenikają do tkanki łącznej gdzie mogą oddziaływać na komórki, komórki chore i słabe. To powoduje, że reakcja immunologiczna powstaje w różnych miejscach. Ciągłe wchodzenie bakterii do wnętrza organizmu powoduje, że komórki makrofagi i monocyty odbijając się od ścian bakterii są stymulowane do produkcji cząsteczek białkowych o nazwie TNF-α które pobudzają komórki NK, które są komórkami skierowanymi przeciwko komórkom nowotworowym. Dodatkowo same cząsteczki białkowe TNF-α również działają przeciwnowotworowo wywołują rekcje powodujących zmiany w naczyniach krwionośnych nowotworu zmuszając je do apoptozy (zaprogramowanej śmierć komórki) lub zablokowania rozrastania się takiej komórki. Dlatego przy krótkich infekcjach to nie działa, ale działa przy długim stymulowaniu organizmu. Znikają komórki nowotworowe i znika rak. A pozostałości po raku i toksyny (kancerogeny są wydalane przez ranę) W mózgu komórkami odpornościowymi są makrofagi dlatego one mają możliwość wyprodukowania TNF-α i zadziałania na komórki rakowe. W mózgu nie ma innych komórek odpornościowych. To, że jakieś miejsce puchnie w organizmie oznacza, że bakterie wyprodukowały toksyny, które powodują reakcje obronne organizmu takie same jak przy alergenach, które wtargnęły do wewnątrz. To, że ropa śmierdzi bardziej lub mniej wynika z tego, że ropa wydzielana przez paciorkowce śmierdzi. Późniejsza ropa może już być produkowana przez komórki organizmu, które usuwają komórki, które zostały doprowadzone do śmierci. Wszystkie choroby infekcyjne, bóle okresowe zaburzenia pojawiają się dopiero jak zaczyna się oczyszczać tkanka inna niż krew i limfa. Wtedy do krwiobiegu trafiają różne odpady, na które organizm reaguje jak na ciała obce i wydala je w postaci choroby. Choroba to proces oczyszczania organizmu z patologii i zanieczyszczeń. Blokowanie objawów chorobowych powoduje powiększenie patologii. Dlaczego organizm zaczyna być silniejszy przy wylewaniu ropy z rany? Bo wszystkie zanieczyszczenia z krwi i limfy są wydalane przez ranę. Nagle największe magazyn toksyn jest pusty. Pokarm dostarczany do organizmu dochodzi do komórek i nie jest tracony na walkę z toksynami (większość substancji odżywczych z pokarmu jest zużywana na walkę z toksynami, dlatego organizm jest słaby niedożywiony). Jeżeli nie ma toksyn organizm nie potrzebuje dużo środków odżywczych, aby działał sprawnie. Ja bym powiedział nawet, że organizm pozbawiony toksyn sam jest wstanie ponaprawiać wszystkie uszkodzenia i nieprawidłowości w organizmie (przynajmniej wiem to po sobie). Kiedy ta metoda nie zadziała lub będzie słabo działała. Kiedy środowisko bakteryjne zostało zniszczone przez jakieś środki chemiczne i na naszej skórze nie ma odpowiednich bakterii. Takimi ludźmi są ludzie chorzy na łuszczyce i ludzie, którym pot wcale nie pachnie. Są to ludzie którzy pracowali przy jakiś chemikaliach lub innych substancjach "dziwnych”. Łuszczyca i brak zapachu potu jak się człowiek mocno spoci (biegiem, wysiłkiem, pracom) oznacza, że toksyny kumulują się pod skórą i nie ma bakterii, które mogłyby to wyciągnąć. Może również nie zadziałać na tkankę, na której rośnie grzyb candida który jest antagonistom (blokuje) bakterie aby zadziałały na daną tkankę. Przy słabym krążeniu krwi oczyszczanie również może być słabe i wolne. To można poprawić, aby lepiej działało. Miałem nie dzielić, ale podzielę. Napisze jeszcze, co da się tym leczyć a czego się nie da tym leczyć i czym to można wspomagać Jak pisałem o przyczynie chorób, podawanych przez Dr Ashkar jako wywoływaną przez bakterie i wirusy to nie chodziło mi o raka ale o choroby infekcyjne. Dr Ashkar twierdzi, że usunięcie komórek chorych nie usuwa przyczyny choroby infekcyjnej tylko usunięcie bakterii i wirusów. A ja twierdze, że jest odwrotnie. Czyli przyczyną chorób infekcyjnych są toksyny, które niszczą komórki powodując, że stają się one podatne na działanie bakterii i wirusów. A sam atak bakteryjny i wirusowy to objaw chorobowy, który tak naprawdę jest próbą pozbycia się tych chorych komórek i toksyn przy wykorzystaniu bakterii i wirusów. Gdyby zrobić tak jak zaleca Dr Ashkar że należy usunąć bakterie z organizmu to metoda NIA nie działała by na nikogo. Organizm oczyszcza się przez choroby infekcyjne. Każda choroba infekcyjna odchorowana (grypa, przeziębienie, rota wirus) oczyszcza organizm z chorych, patologicznych, rakowych komórek. Natomiast choroba infekcyjna leczona lub nieodchorowana produkuje jeszcze większą ilość komórek, które w przyszłości staną się rakowe. Skąd biorę wiedzę? Uczyłem się dużo o zdrowiu a nie o chorobach. Ucząc się o zdrowiu mimowolni poznaje się przyczynę wszystkich chorób, sposoby ich powstawania i sposoby ich cofania. Podstawowym błędem wszystkich metod leczących raka jest to, że zakładają, że na raka każdy może zachorować. Każda z metod zna odpowiedz jak uleczyć raka i dorabia sobie ideologie powstawania raka, każda błędną. Ja odchorowuje wszystkie choroby mam zamknięte drzwi przed toksynami i nie wpuszczam ich do krwioobiegu (większość wydalam). Ale o tym napisze na końcu. A co z rakiem jaka jest przyczyna raka? Z rakiem jest tak, że każdy chce znaleźć przyczynę raka i chce się stać sławny. Chemik udowodni, że przyczyna raka to problem chemiczny, fizyk udowodni, że przyczyna raka to problem fizyczny, medyk od bakterii, że raka wywołują bakterie, medyk od grzybów, że raka wywołują grzyby, dystrybutorzy leków, że przyczyną raka jest brak wczesnych badań i brania leków, dystrybutorzy suplementów, że przyczyną jest niezażywanie suplementów, brak picia noni, inni, że to sprawa genetyczna. I wszyscy mają jedną rzecz wspólną. Patrzą na raka po tym jak się już utworzył i badają go i każdy widzi to, co chciał zobaczyć (to na czym się zna). I widzą to, bo w raku zachodzą zmiany fizyczne, chemiczne, komórka wygląda jak niedożywiona, niedoleczona, genetycznie zmodyfikowana, na niej żerują bakterie i grzyby. Każdy ma coś dla siebie. Potem zaczyna się określanie jak można zlikwidować daną część zmian. Takie kombinowanie powoduje, że każdy z nich natrafia na to samo, czyli albo na stymulacje bakteryjną albo na stymulacje wirusową (lub związkami, na apoptoza) które powodują, że rak znika. Problem w tym, że nie rozumieją tego, co zrobili i dorabiają błędną teorie zgodnie z nauką, którą znają. Czy myślicie, że medycyna nie zna sposobu stymulacji bakteryjnej do pozbywania się raka? Znają udało im się wyleczyć raka pęcherza moczowego stosując serie szczepionek BCG, które zawierały bakterie prątka gruźlicy. Takie zabiegi przeprowadzono już w latach 1998 ale nie wiedzą do teraz dlaczego komórki rakowe znikają – tłumaczą to „że komórki rakowe głupieją i ulegają samounicestwieniu” A co jest przyczyną raka, to samo, co innych chorób, czyli toksemia. Toksyny uszkadzają komórki, które stają się podatne na infekcje, aby organizm mógł się ich pozbyć. My namiętnie blokujemy infekcje, przez co doprowadzamy organizm do raka. I tu jest cała filozofia. Rak to jest choroba niewiedzy o zdrowiu. Kto nie ma wiedzy o zdrowiu ten choruje na raka. Sam fakt, że po usunięciu raka metodą NIA rak po jakimś czasie powraca oznacza, że metoda działa objawowo. Usuwa objaw toksemii, jakim jest rak. A organizm dalej jest zanieczyszczany. Do naszego magazynu (krwiobiegu) drzwi dla toksyn są otwarte i wpadają do niego w dużych ilościach a chodzi o to aby były zamknięte. Wtedy organizm nie choruje na nic bo nie ma toksyn a to powoduje że nie ma chorych komórek. Aby metoda NIA była skuteczna i nie trzeba było jej już nigdy powtarzać trzeba podejść do problemu raka kompleksowo. Czyli usuwanie toksyn o komórek rakowych z organizmu jest już włączone. Teraz trzeba uszczelnić nabłonek i odchorować resztę chorób oczyszczających organizm. Co to znaczy uszczelnić nabłonek? To znaczy zagoić wszystkie nadżerki. Najlepszą metodę jaką poznałem to stosowaną przez ludzi z tego forum (robi się ją w domu z oleju, cytryny i soku z aloesa) http://bioslone.pl/forum2/index.php opis mikstury http://www.bioslone.pl/mikstura oraz wiedza o tym jak powstają choroby http://bioslone.pl/forum/?qs=forum Od nich również się dużo nauczyłem. To pozwoli zatamować dopływ nowych toksyn. Gdyby metoda słabo działała to można by zastosować do tego metodę Gersona lub zażywać Detox+ na pobudzenie apoptozy. Pisze o tym wszystkich dlatego bo jeżeli na kogoś metoda NIA nie zadziała to nie znaczy że ona nie działa tylko że coś źle robimy. Wtedy można dołożyć dodatkowe elementy z innym metod. Aby pobudzić krążenie wystarczy co wieczór po umyciu lub kąpieli nogi do kostek polewać prysznicem zimną wodą przez minutę. Dodatkowo zimna woda ma takie właściwości, że jak się nią polewa miejsce chore (tak samo jak przy stopach) to bakterie i wirusy w pierwszej kolejności idą w to miejsce, aby go oczyścić. Na co trzeba uważać w tej metodzie. 1. Bakterie – swoje bakterie są zawsze dobre. Problemem są bakterie obce, które dla naszego organizmu są bardziej zjadliwe i mogą wywołać inne reakcje chorobowe. Dlatego należy unikać osób, którzy z zewnątrz mają pokrytą skórę, twarzy lub to, co widać krostami ropnymi lub innymi, bo to znaczy, że tam są bakterie. Pobyt w szpitalu również nie jest dobry, bo tam jest dużo bakterii. 2. Suplementy, noni, alveo i inne dziwne wspomagacze ogłupiają organizm dając mu dziwne złudzie zdrowia. TO powoduje, że sobie lepiej radzą z bakteriami a przez to rak nie znika. Żadnego sztucznego ogłupiania organizmu. 3. Stosowanie lekarstw przeciwbakteryjnych i wirusowych osłabia całą kuracje. 4. Chemioterapia osłabia działanie makrofagów, przez co NIA w połączeniu z chemioterapią nie działa. Co z innymi chorobami. AIDS AIDS to choroba wywołana przez wirusa HIV. DO półki ten wirus jest w fazie utajonej i znajduje się wewnątrz krwinek czerwonych to człowiek nie choruje. Jeżeli następuje osłabienie organizmu to wirus zaczyna atakować organizm i wywoływać chorobę AIDS. Przy infekcji bakteriami paciorkowca organizm dostarcza zainfekowane krwinki do miejsca infekcji. Toksyny paciorkowca niszczą krwinki czerwone a w nich wirusa HIV, który nie zdąży się aktywować. RZS Wszystkie procesy usuwania chorych komórek z organizmu polegają na tworzeniu się ropy, która jest wydalana przez kaszel lub trafia do krwiobiegu, z którego musi być usunięta przez skórę lub przez nerki. Jeżeli blokujemy choroby infekcyjne to ropa nie wydostaje się na zewnątrz a odkłada się w stawach powodując ich stałe niszczenie. To powoduje stany zapalne, które powoli zaczynają usuwać chore komórki. Z tego robi się proces przewlekły. Po otworzeniu rany ropa jest usuwana prze ranę, przez co cały proces RZS jest wstrzymywane. Stymulacja układu odpornościowego a szczególnie makrofagów powoduje że odbudowują się miejsca uszkodzone. Dlatego w przypadków urazów kręgosłupa, kolan powinny wystąpić regeneracje. Powinno zadziałać na cukrzyce typu 1, astmę i inne podobne choroby gdzie potrzebna jest wymiana komórek chorych na nowe. Na co nie zadziała Na choroby spowodowane przez lektyny, które uszkadzają komórki (receptory komórek) powodując że organizm traktuje je jako komórki obce powodując choroby autoimmunologiczne. Stały dopływ lektyn głównie glutenu, (rakowcy powinni zrezygnować z glutenu w czasie choroby) powoduje, że choroba postępuje. Choroby takie jak hashimoto, żylaki odbytu, celiakia itd. No to tyle z mojej strony. Dbajcie o to forum aby inni mieli z niego pożytek i dokumentujcie swoje osiągnięcia. Ja znikam tak jak obiecałem. Koniec wypowiedzi Namira.""""""" To się odnosi do strony http://www.forum-onkologiczne.com.pl/forum/rak-sutka-piersi-vt911.htm?sid=8455a387f278c27f48a9f51f72ead8d1#14571

Jacek, 2 luty 2010

Dzien dobry."Dlaczego oni wszyscy są tacy bladzi i smutni?" otoż niestety ci ludzie stracili nadzieje,medycyna nie może im nic zaoferować co prowadzilo by do wyleczenia - wiedzą o tym i lekarze i pacjenci,dlatego ci ludzie niszcza się jeszcze bardziej ,są zdezorientowani ,przerażeni,nie wiedzą co robić.polegają na lekarzach bo tak ich nauczono.ufają im bo nie mają sie do kogo zwrocic,poza chemioterapia nic im nie jest oferowane od kilkudziesięciu lat,prawda jest niestety brutalna - lekarzom zależy na tym aby ludzie chorowali - może to szokuące ale system ochrony zdrowia na tym się opiera.im więcej chorych tym więcej zysków i więcej pieniążków płynie szeroką rzeką.Nigdy nie miałem może bezpośrednio doczynienia z rakiem ale wyleczyłem się z innej pozornie "nieuleczalnej" przez akadamickich lekarzy choroby - mianowicie z dość poważnej wady wzroku-krótkowzroczności i astygmatyzmu.to co bylo tu kluczowe to zdanie sobie sprawy ,ze okulary nic nie dają ,"leczą " skutek a nawet go nie leczą gdyż ich noszenie powoduje coraz to większe słabnięcie wzroku.Po zastosowaniu bardzo prostej metody ćwiczeń Dr Bates'a(uważam go wraz z Gersonem za najwybitniejszego geniusza medycyny) dzis mam sokoli wzrok bez okularów.dokoalem tego naprawde blyskawicznie,juz pierwze cwiczenia po 2 godzinach poprawily mi znacznie wzrok - nie musialem nosic okularow - to byl dla mnie szok.zachęcilo mnie to do dalszej pracy i po krótkim czasie osiągnolem normalna ostrość wzroku co wg akademickich lekarzy przy krotkowzrocznosci jest nieodwracalne.Mysle ze podobnie jest z rakiem ,sa dobre metody jego leczenia ale propagowanie ich przynioslo by spadek zyskow koncernow medycznych i są blokowane.podobnie bylo z chorobą szalonych krów,czy ptasiej grypy A1Nh1 :D. gdzie sie podzial teraz ten wirus?? zniknol i go nie ma ? jakoś cicho się o nim zrobilo? to media kreują epidemie i ludzie masowo na to reagują ,biznes się kręci i kasa leci.chodź ta ostatnia "epidemia" im sie za bardzo nie udala - ludzie zorjentowali się o co chodzi i zaczęli oskarzac koncerny farmaceutyczne o oszustwa.To dobry znak - społeczeństwo nie jest już ociemniałym ludem tylko myśli i wyciąga wnioski.Coś się zmienia ,coś sie ruszyło.może ktoś następnym razem się 2 razy zastanowi zanim zacznie wciskać kolejną ciemnotę.Dlatego prawdę powiedział kiedyś Gerson :"że człowiek chory na raka jest osamotniony ze swoją chorobą"-wszyscy inni go już spisali na straty.to powoduje ze bardzo ciężko jest przeprowadzić naturalne leczenie gdy zewsząd ogarniają cię ludzie mówiący : to nie zadziała,tylko medycyna naturalna może coś pomoc,idź do "prawdziwego" lekarza-skazuje to człowieka na laskę innych,których może nawet obchodzi twój los ale nie są w stanie ci pomóc gdyż blędnie ich nauczono ,że ta choroba jest nieuleczalna. Dlatego wielu ludzi nie podejmuje innych prób leczenia, a niekiedy podejmuje ale zawraca w pół drogi gdyż ciągle szłyszy swoich doradców mówiących "to nie zadziała" idż do "prawdziwego "lekarza.Ludzie gdzie my żyjemy?? przecież mamy wolność ,demokrację ,każdy ma prawo być leczony tak jak tego chce(a nawet do tego nie mamy prawa-w USA zapadł sądowy wyrok na kobietę stosującą naturalne metody dla swojego nieletniego synka i nakaz zwrócenia się do metod akademickich - TO SIĘ W GŁOWIE NIE MIEŚCI ale to niestety fakt).tymczasem na osobę stosującą inne metody niż konwencjonalne rzuca się tysiąc "znawców" ktorzy wybijają jej to z głowy.Macie przyklad na różnych forach ,nie można napisać czegoś poza utartymi schematami.po co w takim razie to forum?? nie możesz wyrazic swego zdania bo zaraz cię "zjedzą".uwidacznia się tutaj matarializm innych ludzi."człowiek dla człowieka wilkiem" stare powiedzenie a jakże prawdziwe,chcą abyś cierpiał,chcą abyś umarł... Dlatego tak ciężko jest wdrożyć poprawne leczenie naturalne szczególnie w domu,nie dlatego ,że nie wiemy jak je przeprowadzać ale dlatego ,że otaczający nas ludzie negatywnie do tego leczenia nastawieni próbują zmienić nasze myślenie.pozdrowienia Pani Jolanto i po raz kolejny napiszę to co w tym jest najważniejsze"wytrwalości aż do ostatniego zwycięśtwa" ps.beda Panią atakować z różnych stron , z internetu , lekarze w poradni , na konsultacjach czy nawet bliska rodzina ,proszę ich nie słuchać i dalej robić swoje.

Jolanta, 3 luty 2010

Panie Jacku! Moim największym szczęściem jest rodzina. Oni mnie popierają we wszystkich moich zamierzeniach. Albo tak mi ufają albo ja mam taką siłę przekonywania. Robię swoje, wierzę w to co robię i będę informować Państwa o dalszych postępach.

Irena, 10 luty 2010

Podyiwiam! Moja córka jest po operacji tarczycy 5 lat temu i teraz zaczęła jej odrastać na dodatek dostała cukrzycę. Ma la 27 i czyta pani wszystkie problemy razem ze mną wspieramy Tą Panią w bólu i cierpieniu i życzymy jej dużo zdrowia i jesteśmy razem z Nią aby się nie poddawała. Dobrze, że ma tk kochanego męża i jej to wszystko przygotowuje. Pozdrawiamy. Moja córka też założyła dziś wieczorem czosnek i będziemy śledzić co się dzieje, Mam wielki strach o nią i boję się jak ta rana po zakonczeniu będzie się u niej goiła. proszę nam też coś napisać z własnego doświadczenia.

Jolanta, 16 luty 2010

Ja cieciorkę założyłam 21 grudnia 2009 r. i na jednej nodze miałam kilka tygodni. Trafiłam w złe miejsce i miałam potworne bóle. Zmieniłam nogę i teraz jest bez problemów. Tamto miejsce mam już prawie zagojone (kupiłam w aptece preparat, który dezynfekuje i przyspiesza gojenie). Nie chciałam aby długo to trwało. Myślę, że nie ma problemu z gojeniem rany, jeżeli zachowamy higienę - tak jak przy każdej innej ranie. Teraz wszystko mam wzorcowo - jak u Ashkara!

Jacek, 17 luty 2010

Dzień dobry ponownie.Jak tam Pani Jolanto ? jak przebiega terapia? jak się Pani czuje i jak znosi kuracje? pozdrowienia Jacek

Jolanta, 19 luty 2010

Witam! Czuję się znacznie lepiej, ponieważ trochę odpuściliśmy. To znaczy dalej stosuję dietę Gersona, ale w "mniejszym" wydaniu. Nie 5 lewatyw dziennie a tylko 3, soków połowę - już nie 13, posiłki normalnie za to jem więcej sałatek owocowych lub kromkę pieczywa żytniego na zakwasie. Chyba przedobrzyliśmy i po tym jak straciłam przytomność zmieniliśmy taktykę. Nie ściśle wg książki ale z dostosowaniem do mojego organizmu. obiłam teraz odtruwanie wątroby i zaczęłam od wczoraj stosować LIV.52 - mam nadzieję, że będzie dobrze. Ja czuję się doskonale, bardzo silna. Jedyne co mnie martwi to bóle głowy (ale te zawsze mi towarzyszyły), pobolewanie wątroby (ale 1,5 roku temu miałam usunięty pęcherzyk żółciowy), więc ma prawo przy takiej mocnej detoksyzacji organizmu. Drenaż wg Ashkara ma się świetnie. Zrobiła się piękna dziurka i ziarenko ma wygodnie. Wycieki też mam książkowe, więc się cieszę. Dzisiaj mocno bolał mnie brzuch ze śmiechu jak przeczytałam http://www.iwoman.pl/na-serio/kariera/urzad;pracy;zaoferowal;bezrobotnej;striptiz,122,0,584570.html zapraszam wszystkich smutasków. Przed chwilą oglądałam naszą kochaną Justynkę Kowalczyk i bardzo się zasmuciłam, że płakała. Jest cudowna i bardzo waleczna! Jutro Małysz - jestem Jego najwierniejszym fanem, jeszcze nigdy w niego nie zwątpiłam i denerwują mnie wszyscy przeciwnicy-zazdrośnicy. Jak Adam skacze to ja zawsze robię sobie wolne, oglądam wszystkie Jego skoki od 10 lat, nieraz nawet na żywo! Przepraszam za te wstawki nie na temat, ale czuję się dobrze (kolejny kryzys za mną), nasi odnoszą sukcesy to i humor dopisuje. Będę pisać jak będzie dalej. Wszystkich, którzy są ze mną pozdrawiam z całego serca i dziękuję za wsparcie!

Jacek, 20 luty 2010

TAK JEST I O TO CHODZI!!! Nasz Adaś znów na medal ,trzeba się cieszyć z całego serca , takie chwile umacniają nas ,że wszystko jest możliwe i jeśli się mocno wierzy to to się spełni. Pozdrowienia Jacek

Jolanta, 21 luty 2010

Witam, Pani Jacku! Od kilku dni czuję się świetnie, Małysz ma kolejny medal, Justynka jeszcze będzie biegła ... a my razem z nią. Wiara góry przenosi, trzeba kochać ludzi i starać się pomagać innym. Ja dlatego zdecydowałam się pisać o sobie, ponieważ jeżeli mogę pomóc to zrobię to z całego serca. Nigdy nie dzieliłam ludzi wg rasy, poglądów, wyglądu, wykształcenia itp. Jedyne moje kryterium było - dobrzy lub źli! Często poznawałam tych drugich, którzy tylko patrzyli jak oszukać. Chwilami nie wiedziałam już co się z tymi ludźmi dzieje, dlaczego tak jest? Wiedziałam, że mogę liczyć tylko na najbliższych, chociaż kiedy tylko mogłam zawsze pomagałam nawet tym, którym nie było warto. Tak myślałam, aż do teraz.... Kiedy zachorowałam okazało się, że jest dużo ludzi dobrych, szczerych i z otwartym sercem. Naprawdę pozytywnie mnie to zaskoczyło i .... nawet nie wiecie jak się cieszę.

Jolanta, 26 luty 2010

Witam! W dniu wczorajszym robiłam badanie USG, ponieważ bardzo byłam ciekawa efektów moich starań. Wynik (25.02.2010 r.) - 12x13x12 mm, dla porównania: 1. mammografia z 16.11.2009 r. - 15 mm 2. USG - 19.11.09 r. - 12,5 mm 3. USG - 02.12.09 r. - 12x13x10 mm 4. Biopsja w USG (instytut Onkologii) - 18 mm. Myślę, że to jest sukces, ponieważ jest to bardzo złośliwa bestia a nic nie urosła. Pani doktor cały czas powtarzała, że jest to guz stabilny! W opisie też napisała "stabilny". Dzisiaj jest 63 dzień stosowania metody Ashkara i 52 - Gersona. Faktem jest, że w między czasie robiłam oczyszczanie wątroby i od dwóch tygodni dietę tę zmodyfikowaliśmy. To znaczy - cały czas stosujemy się do jej zaleceń, ale dodaliśmy trochę siadłego mleka i białego serka (wszystko własnego wyrobu, z mleka kupowanego od rolnika na bazarze), a także kromkę chleba żytniego na zakwasie. Mniejszą ilość soków i lewatyw. Czuję się znacznie lepiej, nie mam kryzysów. Może bez tych odstępstw byłoby lepiej, ale ja już nie wytrzymywałam tego reżimu. Dodatkowo przez cały czas biorę 2 x dziennie algi, 3 x dziennie sok z jagody acai, 3 x dziennie potas, 1 x dziennie Longevity i 2 x dziennie po 5 kropli wyciągu z lawendy, pestki z moreli oraz od kilkunastu dni 3 x 1 B17, a od wczoraj 3 x 2. Do tego soki (owocowe, warzywne i zielone!!!!), te ostatnie okropne ale za to bardzo zdrowe. Jeżeli ktoś może odpowiedzieć mi czy po 2 miesiącach stosowania tych wszystkich zabiegów guz (bardzo złośliwy) nie urósł to jest sukces czy i bez tego mogłoby tak być. Pan doktor twierdzi, że tego rodzaju guzy szybko rosną, dlatego jestem ciekawa opinii osób doświadczonych! Proszę piszcie jeżeli możecie coś doradzić.

Jolanta, 4 marzec 2010

Widzę, że nikt tego nie czyta albo nie ma nic do powiedzenia. SZKODA! Pomimo wszystko dodam coś niecoś! Witam serdecznie wszystkich, którzy czytają to co dotyczy walki z rakiem! W tej chwili wróciliśmy z mężem od lekarza, który przyjmuje w klinice przy Klasztorze Bonifratrów. Pani doktor, bardzo sympatyczna osoba, po zapoznaniu się ze wszystkimi moimi wynikami, historią choroby oraz tym co stosujemy - co chwila powtarzała "rewelacja". Od pół roku wszystkim chorym na raka poleca dietę dr Gersona, ale jak powiedziała, jesteśmy pierwszymi, którzy z tego co wie - ją stosują. Ona uważa, że jest to najlepsze dla organizmu, a jak jeszcze poinformowałam, że mam założony drenaż Ashkara - to w ogóle była zachwycona. Powiedziała, że mam jak najszybciej założyć na drugą nogę, powtórzyć odtruwanie wątroby (robiłam dwa tygodnie temu), dalej brać to co biorę wspomagająco. Ze swojej strony dała nam zioło, które muszę pić 3 x dziennie na pół godziny przed każdym posiłkiem oraz Befungin (wyciąg z huby brzozowej). Następna wizyta jak skończą się zioła, tj. za około 1 do 1,5 miesiąca. Mamy "tak trzymać", nie odpuszczać. Jutro mija 2 miesiące diety Gersona i 2,5 drenażu Ashkara. To, że guz nie urósł przez ok. 3 miesiące to potwierdziła, że jest ogromny sukces. Piszę to wszystko po to, aby osoby chore na raka miały możliwość swojego wyboru. Proszę pamiętać, NIGDY NIKOGO NIE NAMAWIAM (To jest mój wybór i moje zdrowie lub życie), ale jeżeli komuś mogę pomóc, to dlaczego nie? Ja robię jeszcze jedno, stale kontroluję (w miarę moich możliwości) rozwój guza, nie uciekam od medycyny konwencjonalnej, ale też i za nią nie tęsknię. Po prostu zrobię wszystko, aby to było OSTATECZNOŚĆ!!!!

Piotr, 4 marzec 2010

Witam Panią i zapewniam, że wiele osób Z zapartym tchem śledzi wyniki terapii. Chciałbym przy okazji zapytać czy stosuje Pani płyn Lugola, ten roztwór potasu i te wszystkie dodatki o których mowa w terapii Gersona. A jeśli je Pani stosuje to chciałbym wiedzieć gdzie je Pani kupuje. Serdecznie pozdrawiam

Jolanta, 5 marzec 2010

Dziękuję, ogromnie dziękuję za te wszystkie mądre, pełna dobroci i bezinteresownej życzliwości. Nie ukrywam, że mnie rozczuliły. Jeszcze raz dziękuję! Oczywiście, że mogę napisać i będę pisać i wyjaśniać wszystkim ile tylko trzeba. Może nieraz czuję się słabiej i mąż nie daje włączać mi komputera tylko chce abym odpoczęła, poleżała lub pospała, ale jak tylko mam siły od razu odpiszę. Na marginesie mówiąc, Pani dr w dniu wczorajszym powiedziała, że mam cudownego męża i że po wyjściu mam Mu gorąco podziękować. Ale ja Mu stale dziękuję, a On prosi abym tego nie robiła, ponieważ wiązał się ze mną ponad 30 lat temu "na dobre i na złe" i zawsze na Niego mogę liczyć. Wiem jak to jest dużo, a napisałam o tym tylko dlatego aby wiedział ile dla mnie znaczy i doceniam Jego ogromny trud. Ale wracając do Gersona. P. dr pytała skąd my wiemy i dlaczego stosujemy, kto nam powiedział? Ja odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nikt, że sama szukałam w wyszukiwarkach internetowych haseł: rak piersi, samoleczenie itp. Różne hasła, ale najczęściej pokazywało mi dietę Gersona. Zamówiłam książkę na Allegro (najszybciej i najtaniej) i dostałam ją przed samą Wigilią (wszystko zamawiałam przed świętami, ponieważ kilka dni wcześniej dowiedziałam się od lekarza telefonicznie a dzień przed Wigilią w gabinecie tylko potwierdził). Ja nie czekałam nawet godziny, od razu założyłam Ashkara (tylko po obejrzeniu filmu w internecie http://lekarstwonaraka.com.pl/index.htm). Oczywiście zamówiłam książkę i CD (uzupełniają się - też na Allegro). Przeczytałam ją w czasie świąt - mąż również. Moja rada do Ashkara - ja robię troszeczkę inaczej, ponieważ miałam małe wycieki a teraz mam duże. Kładę do ranki ziarenko, przykrywam malutkim kawałeczkiem kapusty (mięciutkim), takim może 3 x 3 cm, na to dopiero chusteczkę higieniczną i bandaż. Kilkakrotnie bandaż zsunął mi się, więc kupiłam opaskę na nogę (w sklepie z tanimi rzeczami po 5 zł za komplet, na Allegro też są tanie tylko dochodzi wysyłka) i na bandaż naciągam tę opaskę. Kapusta "obklei" ziarenko dookoła tak nieprzemakalnie i jak ją zdejmuję to wychodzi od razu z ziarenkiem. Bandaż i opaska daje i komfort zabezpieczenia i ciepło, więc podwójna korzyść! I jeszcze jedno - nigdy nie czekam na zmianę drenażu 12 godzin, po prostu jak zaczyna mnie boleć to wiem, że muszę zmienić!! Bardzo rzadko jest są to dwie zmiany na dobę, często 3 a nawet 4 (i samo wychodzi), a miałam też i wiele sytuacji, że zmieniałam i 5 raz w ciągu nocy. ALE MÓJ ORGANIZM SIĘ CIESZY, ŻE MOŻE TO WYWALIĆ!!!! Sama radocha!!! Wracając do Gersona to przez 1,5 miesiąca stosowaliśmy bardzo rygorystycznie. Najlepiej kupić sobie książkę, ponieważ jest tam dużo wiadomości, przepisów, różne przypadki i co robić w takich sytuacjach itp. Proszę mi wierzyć pierwszy raz czytaliśmy ją z mężem w święta, a później ja tylko sporadycznie, ale mój mąż z nią się nie rozstaje. Pomimo, że to już dwa miesiące (dzisiaj), to ciągle zagląda, czyta nowe przepisy itp. I tylko po przeczytaniu tej książki (wcześniej obejrzeliśmy filmik http://www.youtube.com/watch?v=tY-HsoJ0gr0) od razu zdecydowałam się. Mąż w pierwszym momencie do końca nie był przekonany i o diety i do lewatyw z kawy (5 dziennie), ale im więcej czytał książkę i śledził wpisy i opinie w internecie tym bardziej w to wierzył). To jest okropny "zapieprz", od rana do nocy. Ale walczy się o coś konkretnego - czyli zdrowie a nawet życie najbliższej osoby. Coś za coś! Ja zawsze była "gorąca głowa", ta która ciągle coś nowego wymyślała, ruszała nowe wyzwania, a mąż zawsze mi pomagał i kontynuował. Taki jest nasz tandem. Ja oglądając te dwa filmiki - wiedziałam od razu, że chcę i że są dla mnie i nie było takiej siły na świecie, która by mnie od tego odciągnęła. Pomiędzy świętami a Sylwestrem znalazłam hurtownię w Warszawie, która mi dowozi owoce i warzywa znacznie taniej niż w sklepie i z dowozem do domu! Przez pierwszy okres 1,5 miesiąca było to ponad 250 kg miesięcznie! Skąd u mnie się wziął taki właśnie przedział czasowy? Ja po prostu już tego wszystkiego nie tolerowałam. Kawa, którą wcześniej uwielbiałam teraz jak mąż ją gotuje do lewatyw i mi podaje to jest mi niedobrze. Zadaję sobie pytanie - JAK JA TO MOGŁAM PIĆ!!!??? Lubiłam herbatę - teraz raz spróbowałam i ... nie smakowała mi!!! Na każdym kroku łapię się na tym, że wszystko się zmieniło. Ciągle odbiegam od tematu - dlaczego? Taki mam natłok wiadomości i myśli, którymi chciałabym z Państwem się podzielić, że palce są za wolne. Wracając do Gersona - KONIECZNA JEST KSIĄŻKA - BEZ TEGO NIE ZACZYNAJCIE. My nie mieliśmy nic więcej i ... ruszyliśmy. Proszę przeczytać mój początkowy wpis - napisałam dokładnie, a jeżeli jest mało - dopiszę. Po 1,5 miesiącu po południu zaczęło mi spada ciśnienie a puls rósł! Jak doszło do 65/45 .... niczego dalej nie pamiętam. Straciłam przytomność. Dlaczego? Nie wiem! przyczyn może być więcej, ale mąż zaczął podawać mi więcej potasu (wcześniej 1 x dziennie - teraz 3 x). Chciał dzwonić po pogotowie - nie dałam, ponieważ wiedziałam, że od razu dostanę zastrzyk i kroplówkę i .... moje sześciotygodniowe wysiłki pójdą na marne, a nie po to to robiłam aby teraz zaprzepaścić! Mąż ocucił mnie, a ja chciałam.... kawę i miskę. Trzy łyki i trzy razy troszeczkę żółci, które ze mnie zeszła. Poczułam się lepiej (ale o tym pisałam chyba wcześniej). Od tego czasu dietę trochę zmodyfikowaliśmy. Natychmiast zrobiliśmy oczyszczanie wątroby (wczoraj Pani dr kazała powtórzyć na razie raz na 2-4 tygodnie). Bóle wątrobowe niemalże ustały + LIV.52 - 2 tabletki 3 x dziennie przed posiłkami. Jest lepiej. PROSZĘ PAMIĘTAĆ O OGROMNYM DBANIU O WĄTROBĘ!!! W TYM CZASIE!!!! Ludzie chorzy na raka, pomagający sobie różnymi metodami powodują to, że nie dbając o wątrobę, która musi to wszystko przerobić, A KAŻDY CHORY NA RAKA MA CHORĄ WĄTROBĘ - INACZEJ NIE MIAŁBY RAKA!!! powoduje, że może dojść do śpiączki wątrobowej i zgonu!!! Odchodzą nie na raka tylko na wątrobę!!! Nawet nie wiem czy w tej walce wątroba nie jest na 1 miejscu a rak na drugim!!!Chociaż oba są prioritetami!!! Internista kazał mi brać Essentiale Forte - ale po przeczytaniu ulotki nie zdecydowaliśmy się - po pierwsze jest soja, która jest całkowicie ZAKAZANA!!!!!! Proszę przeczytać w książce Gersona jak jedzenie jej może spowodować raka!!! po drugie - są tam jakieś składniki chemiczne, a ja nie po to odtruwam organizm i dietą i metodą Ashkara, aby teraz mu dokładać!!! Od czasu kiedy wiem, że ma raka nie kupię niczego bez dokładnego przeczytania ulotki!!! Pasta do zębów - bio i bez fluoru!!! szampon do włosów - bio i bez składników chemicznych!!! mydło arganowe - naturalne, ręcznie robione. (Wszystko kupuję na Allegro) do tego olej lniany Bio (muszę też zamówić, bo można go używać po otwarciu tylko przez 3 tygodnie). Znajoma poleciła mi najlepszy jaki tylko jest - muszę poszukać gdzieś strony producenta - jak będzie potrzeba to zamieszczę - mam nadzieję, że nie będę posądzona o reklamowanie produktu dla kasy!!! ONI NAWET MNIE NIE ZNAJĄ, JESTEM JEDNYM Z WIELU KLIENTÓW!!! O DEZODORANCIE I FARBIE DO WŁOSÓW - to możecie zapomnieć na całe życie. Nawet nie wiedziałam mnóstwa rzeczy, takich podstawowych, a które stosowałam idąc za głupimi i szkodliwymi reklamami lub tradycjami. Nigdy nie mogłam obejść się bez dezodorantu i ta wysokiej klasy, z pięknym zapachem!!!! No i to czego to mnie doprowadziło??? Pani dr powiedziała wczoraj, że najwcześniej za 2 miesiące będę mogła włączyć ryby, a o czerwonym mięsie to mam zapomnieć już do końca życia. Ale ja już nie wiem za czym ja tęsknię a za czym nie. Gerson dopuszcza kromkę chleba żytniego na zakwasie. Ja o nim marzyłam przez wiele dni. Kupiliśmy taki, myślałam, że nie dojadę do domu, tak bardzo chciałam go zjeść. Mąż ukroił mi kromkę, ja ugryzłam i ... to nie było to o czym marzyłam. Wiem, że jest pyszny, ale dla mnie był inny w smaku i kwaśny. Teraz kupiłam mąkę żytnią i prawdziwy zakwas na Allegro (jeszcze nie dotarł) i będziemy piekli sami bez soli. Ja kiedyś wszystko soliła, teraz nieraz jeszcze mi brakuje przypraw, ale soli całkowicie nie wolno!!!! Mąż robi mi kwaśne mleko i twarożek (wszystko z wiejskiego mleka kupionego na bazarze od chłopa, z którego ściąga śmietanę) - to są te odstępstwa od Gersona, ale jakie to pyszne!!!!! Kiedyś nawet nie wiedziałam, że żytni chleb i biały twaróg mogą stanowić szczyt moich marzeń. Teraz już wiem, że chciałabym sama robić wyroby (wędliny) i odżywiać się prostym, tradycyjnym pokarmem. Wszystko w sklepach to chemia i mocno przetworzone - wygląda ładnie, kiepsko smakuje, wbija nas do trumny! Teraz muszę już kończyć, idziemy na spacerek, ale później jak wrócę i odpocznę mogę odpowiedzieć na nurtujące Państwa pytania. Przepraszam, za taki ogrom "materiału", ale roznosi mnie energia i chęć pomocy wszystkim, którzy o to proszą!!!!

Pawel, 5 marzec 2010

Witam serdecznie Pani Jolu wiele osób czyta ale niekoniecznie komentują (jak np ja) Zainteresowałem sie pani opisem i sledze z wielką ciekawościa poniewaz sam szukajac pomocy dla osoby mi bliskiej chorej na raka drobnokomorkowego płuc zaproponowalem taki sposób leczeni czyli metodę Gersona i jednoczesnie Ashkara, pózniej znalazem pani wpis i ciesze sie nie bylem jedyny który wpdł na taki pomysł:) NIestety w moim przypadku osoba nie wytrzymała rezimu i zrezygnowała z metod po ok 2 tygodniach, jeszcze żyje ale to tylko kwestia czasu , chociaz mam malutką nadzieje ze moze jeszcze powróci to tych terapii i pozwoli sobie pomoc. Bede sledzil Pani wyniki i jezeli tylko bede mógł cos dodac od siebie to napewno sie odezwe. Zycze ZDROWIA i wytwałosci Pawel

pawel, 5 marzec 2010

Chcialem jeszcze tylko dodac że moim zdaniem ESSENTIALE to rewelacyjny i jedyny skuteczny srodek w tabletce na regeneracje uszkodzonej wątroby, mysle ze Gerson wprowadziłby go gdyby istnial w jego czasach zamiast wyciagu z wątroby To ze jest pozyskiwany z soi chyba jednak z soją jako ziarnem ma niewiele wspolnego Oczywiscie trzymaj sie swojego zdania bo zawsze moge sie mylic ;) pozdrawiam P

DN, 6 marzec 2010

Czytanie tego zajęło mi prawie 2 godziny. :) Pozdrawiam i życzę wytrwałości w dążeniu do równowagi w zdrowiu. Mam kilka "logistycznych" pytań ale to nie w tej chwili. Tymczasem :)

Jolanta, 6 marzec 2010

Dzisiaj po raz drugi robię odtruwanie/oczyszczanie wątroby. Dostałam ją od dr medycyny, ale znalazłam w internecie tę samą metodę, więc podaję link do niej http://www.paramed.waw.pl/index.php?menu=2&mid=27&conid=238 sami zobaczycie jak dużo musiałabym przepisywać! Pozdrawiam i trzymam kciuki!

Elzbieta, 10 marzec 2010

Pani Jolu-po raz pierwszy uslyszalam o metodzie ashkara dzisiaj w rozmowie z moim dawnym znajomym z Polski.Tlumaczyl mi na czym ta metoda polega jakie ma znaczenie dla organizmu w wielu perspektywach.Maja wlozone z zona ziarenka ciciorka juz od 2 miesiecy/ ale zrobili to w innym celu niz pani/.Po zakonczeniu rozmowy trafilam na pani strone i jestem pod wrazeniem,bardzo podziwiam was oboje.Bede sledzic pani strone zyczac wygranej.Mam w srod moich najlepszych przyjaciol czlowieka ktory zostal zdiagnozowany w pazdzierniku 2009 na raka watroby z przerzutami do pluc albo odwrotnie.W tej chwili jest juz po pierwszej chemoterapi.Ale dlaczego to pisze, poniewaz jemu pomaga zona ,walczy o jego zycie.Zmienil calkowicie sposob odzywiania na warzywno-owocowy i pompuje tego maxymalne ilosci.Sprobuje odeslac ich na wasza strone i na informacje o tej nietypowej metodzie z wytworzeniem rany-napewno ich to zaintereseje.A tak apropo czy pamieta pani metody stare jak swiat o upuszczaniu krwi-mialo to rowniez na celu odbudowanie nowych komorek i pobudzenie systemu obronnego.Pozdrawiam i do uslyszenia

Jolanta, 12 marzec 2010

Dziękuję Mężowi! Witam! Poniżej podaję link do fotografii moich obiadków (robione w tajemnicy przed mężem), ponieważ on nie lubi rozgłosu. Ale ja te arcydzieła chciałam utrwalić. http://pl.fotoalbum.eu/DUELLL/a437863 Pozdrawiam
Zapomniałam napisać, że przy raku powinno się jak najwięcej dodawać do pokarmów kurkumy. Kurkuma + pieprz. Poczytajcie na ten temat w internecie, To jest bardzo dobra mieszanka antyrakowa. Wszystkim życzę duuuuuużo zdrowia. Pozdrawiam - Jolanta

Jacek, 13 marzec 2010

Pyszne! Witam ponownie Pani Jolanto.Te obiadki to istne arcydzieło , wyglądają naprawdę smakowicie :) Widać ,że mąż je "upiększa" aby były kolorowe ,grunt ,że są zdrowe :) pozdrowienia i najlepsze życzenia dalszej udanej walki.

Ewa, 14 marzec 2010

Pani jolu. Ja stosuje metodę dr Ashkara od polowy stycznia 2010. Widzę,że mijałyśmy się w tym samym czasie w centrum onkologii. Dopiero zamierzam zastosować dietę Gersona, stąd potrzebuję od Pani adres hurtowni, i wielu informacji, ponieważ w Warszawie mieszkam od niedawna. Proszę się ze mną skontaktować. Zdana jestem tylko na siebie w walce z chorobą. Ewa

Jolanta, 14 marzec 2010

Witam! Panie Jacku! Dziękuję, ale ta jest bardzo miłe, kiedy po ponad 30 latach wspólnego życia człowiek wie, że może zawsze liczyć na kochaną osobę. NIGDY SIĘ NA MĘŻU NIE ZAWIODŁAM, zawsze wiedziałam, że mogę na Niego liczyć.

Jan, 18 marzec 2010

Każda większa choroba  niosąca zagrożenie życia to wielki wstrząs w naszym życiu i może również refleksja, co mamy zmienić jak postępować dalej, gdy dane nam będzie otrzymać łaskę uzdrowienia. Czy kiedykolwiek cieszylibyśmy się tak bardzo zdrowiem nie mając doświadczenia zawieszenia nad przepaścią, jak wówczas kiedy powracamy do życia?
Nawet mnie , osobę zdrową, radością napawa fakt, że Pani Jolanta powoli, ale sukcesywnie powraca do zdrowia i wierzę, że wiele zmieni się w Jej życiu.

Polecam również ciekawy blog poświęcony tym tematom na stronie: [url=http://rakrdzeniasty.blog.onet.pl/]http://rakrdzeniasty.blog.onet.pl/[/url]
I nas spotkał podobny problem

Ewa, 19 marzec 2010

Bardzo się z Panem zgadzam. Właśnie w poszukiwaniu wyjaśnień na temat przyczyn raka, ostatnio znalazłam książkę którą połknęłam za jednym przysiadem. Autorem książki jest Andreas Moritz a książka nosi tytuł "Rak nie jest chorobą". Nie mam już żadnych wątpliwości, że to co przedsięwzięła z tą sytuacją Pani Jola oraz ja sama, przyniesie pozytywne efekty. Serdecznie pozdrawiam Panią Jolę i wszystkich czytających. ewa

Jolanta, 19 marzec 2010

Pani Ewo! Bardzo Pani dziękuję za wiarę w nasze wyzdrowienie. Ja w to również gorąco wierzę, ale wspólnymi siłami jest i łatwiej i milej. Dużo zdrówka i proszę się odzywać - Jola

Napisane przez Beata, 20 marzec 2010

Bardzo sie ciesze, ze dzieli sie Pani z nami swa walka. Mysle, ze robi Pani tym bardzo wiele dobrego. Dziekuje :) Natknelam sie przypadkiem na terapie dr Gersona i choc nie mam jeszcze powaznych problemow, postanowilam zmienic zywienie calej mojej rodziny,oraz wyeliminowac toksyny z domu. Wszystko jest teraz bio i choc maz troche sie smieje,( nie mowiac o znajomych) nie przeszkadza. Odnalazlam zapal i energie, ktorej od dawna mi brakowalo.(mimo coraz to nowych witamin) Pani mnie jeszcze bardzie utwierdzila, ze to co robie ma sens. Raz jeszcze dziekuje i trzymam kciuki!!! Specjalne pozdrowienia mezowi :)

Jolanta, 20 marzec 2010

W tym celu to robię! Dzielę się moimi doświadczeniami i przemyśleniami właśnie po to aby wiele osób żyło świadomie. Ja wcześniej właśnie żyłam nieświadomie i dopiero teraz widzę moje błędy. Ale nie trafiłam na nikogo kto byłyby w stanie mi to uświadomić. A szkoda! Nagle RAK! Nie wpadałam w panikę tylko usiłowałam zakasać rękawy i co z tym zrobić. Walczyć! Wygra silniejszy. Czy wszystko robię tak jak trzeba - pewnie nie, pewnie jest wiele jeszcze innych rzeczy, które byłyby pomocne a ja ich nie stosuję. Dlaczego? Po pierwsze - nie o wszystkim wiem, Po drugie - trzeba na coś postawić i być konsekwentnym w działaniu, przecież łapanie stu srok za ogon nic nie da, a w takim przypadku potrzeba wielu miesięcy lub lat, aby przekonać się o ich skuteczności, Po trzecie - stosując kilka metod nie zawsze jest to dobrze - nieraz jedna zaprzecza drugiej. Ja wybrałam Gersona i Ashkara, nie przeszkadzają sobie, a obie powinny być pomocne. Proszę pisać, ja będę również na bieżąco informować o swoich "postępach". Za życzenia dla męża bardzo dziękuję, to bardzo jest miłe gdy ktoś docenia starania drugiej osoby. Ja bardzo! Jeszcze raz dziękuję - przekażę!

Beata, 21 marzec 2010

Pani Jolu! Spedzilam wieczor na poznawaniu metody Ashkara i mam pytanie. Wiem, ze za pierwszym razem trafila Pani na zle miejsce i bol byl okropny. Czy ta druga proba od poczatku przebiegala lepiej? Chodzi o to, ze duzo pracuje i jestem w ciaglym ruchu i boje sie, ze to mnie zablokuje. Chcialabym zrobic to na sobie, by moc pozniej przygotowac na to mame, ktora jest po usunieciu piersi i wezlow chlonnych (nie zgodzila sie na szczescie na chemie).Chcialabym, zeby sprobowala. Pozdrawiam :)

Jolanta, 21 marzec 2010

Dla wszystkich http://angelsms.pl/sloneczko/102697.html Miłego dnia! Pozdr. Jolanta

Jolanta, 21 marzec 2010

Pani Beatko! Z tym to byłabym ostrożna. Ja za pierwszym razem dosłownie wyłam z bólu, garściami połykałam tabletki przeciwbólowe i całe noce nie spałam. Drugi raz jest dużo lepiej, są też dni gdzie mocno odczuwam ten drenaż, ale to już nie przeszkadza tak jak poprzednio. Mój mąż też chce założyć, ale dopiero jak ja zakończę, ponieważ boi się, że nie będzie w pełni dyspozycyjny, a pracy przy mojej diecie ma bardzo dużo. Jeżeli nie ma Pani pracy gdzie dużo trzeba stać to można założyć. Chociaż każdy ma inne predyspozycje. Pomimo bólu, szczególnie na początku zawsze trochę boli, to warto. Nie chcę aby zabrzmiało to tak, że Panią odwodzę. Ale wiele rzeczy bardziej w życiu boli.....

Ewa, 23 marzec 2010

Przypadkowo natrafiłam na Pani stronę i nie mogłam się oderwać, aż przeczytałam od początku do końca. Mocno trzymam za Panią kciuki i proszę o dalsze relacje. Jestem pewna, że pokona Pani tego "łobuza" i życzę tego z całego serca. Przekazuję również słowa uznania dla Pani męża- to wyjątkowy człowiek(mój po 37 latach jest bardzo podobny), to wielkie szczęście mieć obok siebie Anioła. Obejrzałam zdjęcia obiadków - wyglądają ślicznie:) Pozdrawiam i na pewno jeszcze nie raz zajrzę do Pani:) Ewa

Teresa, 24 marzec 2010

bardzo Ci współczuję że przechodzisz takie katorgi ale jest taki specyfik skoncentrowany FLAVON który zastępuje wszystkie owoce i warzywa które musisz zjadać w tak wielkich ilościach /wystarczy 2-łyżeczki dziennie /jeśli możesz to napisz do mnie i podaj swój telefonu to zadzwoni do Ciebie moja koleżanka która ma niesamowite wiadomości w tej kwestii i pozytywne wyniki tej suplementacji diety kuracja którą stosujesz jest rewelacyjna i bóle które odczuwasz muszą być ale możesz brać tabletki p/bólowe jak mówi sam twórca metody dr Ashkar wczoraj pozdrawiam

Olek, 6 kwiecień 2010

Pani Jolu, zaniepokoiło mnie długie milczenie Pani. Aż ciarki przechodzą po mych plecach, że może być coś nie tak. Z drugiej strony moje drugie ja podpowiada mi, że ta długa przerwa to chwile tryumfów wielkiej wygranej i brak ochoty powrotów do tego tematu. Pozdrawiam Olek

ewa, 7 kwiecień 2010

Pani Ewo, ten "łobuz" jak go Pani nazwala, jest tylko objawem sygnalizującym, lub wołającym o przemyślenie, że coś w organizmie dzieje się nie tak. Że jakieś parametry w naszej fabryce biochemicznej (bo do takowych można zaliczyć nasz organizm) są zaburzone. Raka można przyrównać do "posłańca" oznajmiającego złe wieści. Więc raczej należałoby się zastanowić na co on wskazuje,szukać przyczyn, niż z nim samym walczyć. Gdyby tak było, wystarczyłoby go wyciąć i byłoby po kłopocie. Właśnie metody niekonwencjonalne (odważnie) zastosowane przez Panią Jolę, są poszukiwaniem przyczyny, aby w wyniku ich stosowania objaw sam chciał ustąpić. Bardzo ciekawie na ten temat napisał Andreas Moritz w swojej książce "Rak nie jest chorobą". Pozdrawiam wszystkich ewa

Jolanta, 7 kwiecień 2010

Nie odzywałam się, ponieważ przez ponad tydzień nie było takiej możliwości, zawirowania z operatorem, ale już wszystko jest o'k. Minęły święta w gronie najbliższych. Kilka produktów sama przygotowałam, mąż pozostałe + posprzątał cały dom. Ja chciałam, aby na naszym stole gościły same produkty ekologiczne i bez konserwantów. Upiekłam najwspanialszy jabłecznik "skubaniec", schab karkowy (wg własnego przepisu - jest rewelacyjny), pasztet i ogórki małosolne. Szynkę bez konserwantów, swojską - z pewnego źródła. Jajka też były wiejskie od kur wolno chodzących po podwórku - od Pani z bazarku - sprawdzone. Mąż nie dawał mi nic robić, ale tak bardzo chciałam aby wszystkim było miło. Sam przygotował wszystko pozostałe. Moi goście zajadali się, aż miło mi było na sercu. Ja czuję się dobrze, ale jedyne odstępstwo od diety Gersona jakie zrobiłam to odrobinka samego białka z jajka, kiedy dzieliliśmy się jajeczkiem. Moja rodzina zajadała śniadanie - ja płatki na wodzie z jabłuszkiem i sokiem z pomarańczy, oni coś do kawy a ja 1/2 grejfruta z wodą z cytryną, oni na obiadek indyka a ja zupkę Hipokratesa i drugie przygotowane przez męża, oni kawę z mazurkiem lub szarlotkę z lodami a ja sałatkę z owoców, wieczorem oni jedli mięsną kolację a ja swoje "pyszności". W między czasie cały czas miałam 8 soków i 3 lewatywy - żadnych odstępst! Muszę przyznać, że nie ciągnęło mnie do ich jedzenia, no może troszeczkę jak ładnie pachniała, ale to mi nie przeszkadzało. Czy to nie sukces!!!!??? Wczoraj zaczęłam czwarty miesiąc diety Gersona i ... jestem potwornie konsekwentna, oczywiście dzięki mężowi. Sama pewnie już dawno o niej bym zapomniała, ale mąż wszystko robi, pilnuje godzin posiłków, soków i lewatyw. Wygrałam los na loterii mając takiego męża i cały czas dziękuję za to Bogu. On jeszcze bardziej o mnie walczy niż ja. Ja tylko jem lub piję, biorę leki lub lewatywy, ale widzę ile Go to kosztuje. Jest potwornie zmęczony, ale nie chce się o tego przyznać. Pamiętajcie, że dieta Gersona to prawdziwa harówka! Teraz wcale się nie dziwię, że 6 dni pobytu w szpitalu w Meksyku kosztuje 5.600 USD, trzeba wykupić minimum 2 x po 6 dni + przejazd. Tragedia. A co to jest niepełny tydzień? Zawsze było wiadomo, że trzeba być bogatym aby chorować! To jest potwornie niesprawiedliwe i bolesne. Dostałam fajny link http://jogin.hopto.org/forum/viewtopic.php?f=62&t=326 Będę w stałym kontakcie na Forum, a jeżeli ktoś chce dowiedzieć się czegoś więcej - niech pisze, odpiszę możliwie najszybciej. Pozdrawiam - Jolanta

Jolanta, 7 kwiecień 2010

Witam ponownie! Dopiero teraz zobaczyłam, że dosyć długo nie mogłam zamieszczać swoich wypowiedzi na Forum. W dniu 24 marca robiłam badania markerów nowotworowych, moje wyniki: - CA 15-3 - 14,49 Norma 0 - 30 - CEA - 1,01 Norma 0 - 2,3 (dla niepalących - jak ja) W lutym ubiegłego roku, po śmierci na raka mojego Tatusia, robiłam kontrolnie badanie markerów CEA (jeszcze nie wiedziałam, że mam raka) i wynik był 0,85. Czyli w normie, ale na forach medycznych cały czas mnie straszą, że pewnie mam już przeżuty, że lekceważę swoje zdrowie, że.... że... że..... Dzwonili ze szpitala i kazali się zgłosić dzień po świętach, przesunęłam na 20 kwietnia, ponieważ chcę przed tym terminem ponowić badania USG, a operacji unikam jak diabeł święconej wody. Oczywiście usłyszałam, że mój stan jest bardzo poważny, że już dawno powinnam być po operacji, że sobie lekceważę, że może już być za późno itp. a ja po prostu podchodzę do tego bardzo poważnie i nie chcę "iść pod nóż" - czy to dziwne? Z osoby mięsożernej stałam się wegetarianką - nie z wyboru tylko z konieczności i nawet nie podejrzewałam, że wytrzymam. Dodatkowe skutki "uboczne"? Pomimo mocnego obżerania się (nie mam kiedy zgłodnieć) - 10,1 kg jest mnie mniej. Ale mam z czego chudnąć więc jeszcze jest trochę "pracy". Mąż się śmieje, że jestem "opalona" od marchewki i robi się ze mnie "laska", ale on stara się aby mi było miło. W najbliższy weekend zrobimy ponowne oczyszczenie mojej wątroby. Trzeba robić co 2-3 tygodnie przy raku i zdrowym też polecam! Leki, toksyny i nieodpowiednie żywienie daje "popalić" naszej wątróbce, a mamy ją tylko jedną i trzeba o nią dbać. Po takim oczyszczeniu czuję się jak nowo narodzona, więc ... do dzieła. Pozdrawiam - Jolanta

Jolanta, 15 kwiecień 2010

Witam! Przed chwilą wróciłam od lekarza, robiłam kolejne USG. Nie ukrywam, że potrafi super człowieka zdołować. Jak zobaczył wyniki biopsji to zaczął mojego złośliwca "naciągać". Nie mierzył jego od krawędzi do krawędzi tylko z dużym zapasem. Piszę dużym, bo ok. +-2 mm z każdej strony. Mając 12-13 mm, zrobił mi 12x18 mm dodając po 2 mm z każdej strony. Może komuś wyda to się drobiazgiem, bo co to jest 2 mm, ale dla mnie - osoby, która walczy o każdy milimetr - to dużo. Dlaczego tak opisał? Rozpoczynając badanie najpierw szukał tego guza jeżdżąc po piersi i dodając żelu, a jak go znalazł powiedział, że jest taki jaki był. A u niego miałam badanie w listopadzie 2009 r. (od razu po wykryciu) i było 12x13 mm). Jak zobaczył wyniki biopsji, w której było napisane 18 mm to od razu zaczął dodawać 12x17 mm(wyraźnie to widać na zdjęciu), a w opisie jeszcze dodał na 18mm. Wygląda to tak, jakby ten złośliwiec rósł w jego oczach, a właściwie w trakcie badania. Dowiedziałam się, że nie operując tylko robiąc kolejne badania kontrolne szykuję sobie trumnę. Mój mąż, który był ze mną w gabinecie stwierdził, że to asekurant. Nie może być nic inaczej niż ich nauczono. To przykre.... Nie uświadamiałam go o metodach przeze mnie stosowanych, pewnie miałabym mocny wygawor. Od tego całego zamieszania boli mnie głowa i mocno mnie zdołował, ale ja jestem jak skała. Nawałnica przeszła, mnie też już przeszło. Teraz jak u Młynarskiego "róbmy swoje..." Piszcie co o tym sądzicie i jak w tytule tego mojego wpisu - czy jest gdzieś lekarz mądry, dobry i z szerokimi horyzontami? Czy taki się jeszcze nie urodził? Uciąć i dać chemię to każdy potrafi, ale tak od serca pomóc i zająć się tym chorym, który tego potrzebuje to już zbyt dużo! Czy ktoś czyta to forum? Jeżeli tak to odzywajcie się, abym wiedziała, że nie piszę sama dla siebie!

Jacek, 16 kwiecień 2010

Witam serdecznie Pani Jolanto.Tak jak napisalem jakiś czas temu "będą panią próbować zdołowac,atakowac straszyć ,że bez wycinania ,chemioterapii ,radioterapiii itp. inne bzdury" grunt to się tym nie przejmować i dalej z konsekwencją upartego osiołka robić swoje.Gdy zobaczył poprzednie wyniki to nie mogl w tym opisie odjać wymiarów bo wg nich guz nie ma prawa się skurczyć więc dodał i zaczoł straszyć.Niech Pani postara sie nie myśleć o guzie czyli o skutku i dalej stosuje terapie.Ważne jest to jak się Pani ogólnie czuje i jak reaguje na terapię. I najważniejsza rada : nie sluchać lekarzy !!! oni zamist leczyć to dołują czlowieka a to jest najgorsze rzy chorobach nowotworowych.Pozdrowienia i sukcesów ,życzy Jacek.

Jolanta, 16 kwiecień 2010

Bardzo serdecznie dziękuję za słowa otuchy! Cieszę się, że zagląda Pan tutaj i podtrzymuje mnie na duchu. Pozdr. Jolanta

Jacek, 17 kwiecień 2010

Tak, zaglądam tu codziennie i myśle ,że nie tylko ja.pozdrowienia

Beata, 18 kwiecień 2010

Pani Jolu, z cala pewnoscia nie pisze Pani sama dla siebie. Zagladam tu systematycznie i z wielkim oddaniem trzymam kciuki.Przychodzi mi do glowy,czy nie moze Pani zarobic USG w innym gabinecie, dla porownania ? Pozdrawiam goraco :)

Jolanta, 21 kwiecień 2010

Witam Panią, Pana Jacka i inne osoby, które mi "kibicują"! Jak 16 listopada 2009 r. mammografia wykazała pewne zmiany, natychmiast robiłam USG, oczywiście w innej klinice niż mammografię. Dlaczego? Mammografię robiłam w jednym z najlepszych, ale uważałam, że nie chcę "powiązań", a klinika ma system komputerowy i wchodząc do jakiegokolwiek gabinetu, oni już wszystko o mnie wiedzą. Na początku powtarzałam trzykrotnie mammografię, za każdym razem w innej klinice, aby lekarz miał na mnie "świeże spojrzenie". Tak samo było kilkakrotnie w tym roku. Wszystkie USG - inne gabinety. Taka była moja polityka. Jednak Mąż i Mama sugerowali, że może lepiej powtórzyć u lekarza, który już raz robił, ponieważ wówczas będzie mógł stwierdzić czy rośnie czy maleje. Uznałam, że może oni mają rację i raz tak zrobiłam. Warunek! Trafić na uczciwego lekarza. Ja miałam pecha. Wiele się słyszy o solidarności lekarzy i tak też było w moim przypadku. Wynik mam ponaciągany z każdej strony. Jeżeli walczy się o każde 0,5 mm to szok. W dniu wczorajszym byliśmy ponownie u Pani doktor u Ojców Bonifratrów, miałam nowe badania krwi (moje wyniki dot. wątroby ogromnie się polepszyły, w lutym próby wątrobowe miałam trzykrotnie ponad normę, teraz niewiele normę przekraczają!!!!) - jeżeli ktoś będzie chciał je zobaczyć, proszę napisać a będę skanować i pokazałam ostatnie USG. Pani doktor też była zszokowana nieuczciwością lekarza. Co najgorsze to nawet wynik wydrukowany na zdjęciu (zawsze miałam robione 3 zdjęcia teraz tylko jeden, zawsze płaciłam 100-120 zł teraz zapłaciłam 180!!!) OSZUST!!!! Wszystko co związane z medycyną, lekarzami jest dla mnie przerażające. Milion za dobrego, mądrego lekarza medycyny naturalnej!!! Wyniki krwi - dobre lub bardzo dobre, najgorszy mam cholesterol. Ponad normę. Kiedy odżywiałam się w sposób tradycyjny, zawsze miałam cholesterol w normie, a jak zaczęłam stosować Gersona, przekracza normę. (Norma do 200, w lutym miałam 218 teraz 222). Mąż "biegał" po internecie i książce Gersona + to co wczoraj potwierdziła Pani doktor - organizm oczyszcza się i wyrzuca wszystkie złogi. Taką przynajmniej mamy nadzieję. Od kilku dni dostarczam jeszcze organizmowi kapsaicynę - poleciła mi Pani mgr z apteki homeopatycznej (1 kg najostrzejszych jakie się kupi papryk, pokroić jak najdrobniej z pestkami i zalać 1 l najlepszego oleju lnianego lub z pestek winogron. Wstawić do lodówki i codziennie kilkakrotnie maserować - mocno wstrząsać. Po 7 - 10 dniach zlać olej i pić 3 x dziennie po łyżeczce na 1/2 godziny przed posiłkiem. Od razu popić chociaż odrobiną siadłego mleka lub kefiru - troche pali, ale jest smaczny. Pozostałe papryczki używać do sałatek, twarożku. Mąż mi dodaje do wszystkiego co pasuje - jest to smaczne chociaż ostre). Dodatkowo do wszystkiego mąż mi dodaje mnóstwo kurkumy, pieprzu, czosnku, szczypiorku - może dlatego nie przeszkadza mi brak soli, a potrawy nie są jałowe. Trzymajcie za mnie kciuki! W piątek mam wizytę u onkologa, którego "załatwiła" mi Mamusia. Czy mi pomoże czy zdołuje? Mąż się boi, że to drugie, ale Mamusi bardzo zależy więc zaryzykuję! Dlaczego mąż się boi? Jestem silną psychicznie kobietą i staram się znajdować ze wszystkim same dobre strony, ale po każdej dołującej wizycie potrzebuję chwili aby się podnieść. Nie trwa to długo, może kilka godzin, ale zawsze mężowi szkoda tej mojej energii i wiary, która jest zabrana z tej, która ciężko pracuje nad regeneracją! Może śmiesznie to brzmi, ale nie wiem jak innymi słowami to wyrazić! Nie należę do kobiet, które się zamartwiają i dołują z byle powodu. Nawet teraz staram się nie myśleć o chorobie, żyć w miarę normalnie, śmiać się i być otwartą na ludzi i gdyby nie mój mąż, który co chwila stoi nade mną z sokiem, posiłkiem lub lewatywą, to może bym i zapominała. Ale on jest niestrudzony, dla niego wszystko co robi musi być punktualnie co to minuty, niczego mi nie odpuszcza. Śmieje się jak mówię na niego KAPO! Jestem Mu bardzo wdzięczna, bo sama dawno już bym pewnie odpuściła albo padła skonana. To jest prawdziwa harówka! Jeżeli jadę np. do lekarza, soków niestety nie mogę zabrać ze sobą, ponieważ trzeba je wypić natychmiast po przygotowaniu, więc wizytę ustalamy tak, że ja piję w domu sok, natychmiast wsiadamy do samochodu i jak wracamy a nigdy nie mieścimy się w jednej godzinie, to następne soki dostaję np. co 50 minut, aż nadrobimy to co straciliśmy! Teraz już wiem, że ma sens ten humor o żonie, która wyszła z kuchni bo miała za długi łańcuch! Ja też na takim chodzę! Do tego mój mąż mnie rozśmiesza z tą swoją punktualnością, bo ja nie widzę problemu jeżeli coś mam opóźnione o kilka minut. Raz po obiedzie na moment usnął w fotelu (a mamy wielki i wygodne) i zaspał 2 (słownie: dwie minuty), to jak się zerwał i zobaczył na zegarek to mało zawału nie dostał. Wyglądało to bardzo śmiesznie, ja dostałą ataku śmiechu, ale Jemu wcale nie było wesoło! Denerwował się, że zaspał, a ja chciałam aby odpoczął. Taki jest mój mąż! Ja śmiałam się jeszcze długo, aż mnie brzuch rozbolał! A śmiech to zdrowie! Tylko dlaczego Jego to nie rozśmieszyło?....
Nie stosujcie Gersona, jeżeli nie jest możliwe aplikowanie lewatyw, a takie mam zapytania od osób niechodzących, ponieważ bez lewatyw rozwalimy wątrobę i przyspieszy to tragedię. Jeżeli mogę coś doradzić, to proszę przeczytać to co napisałam poniżej, ale ostateczna decyzja musi należeć do Was. Dwa dni temu na programie "Twój Styl" była seria filmów pod tytułem "Nieuleczalni". Nagrałam to i w tej chwili mój mąż oglądał. Tam kobieta z USA, która miała najgorszą odmianę czerniaka i maksimum pół roku przed sobą, opowiada o sobie po 20 (!!!!) latach stosowania tej diety. Jakiej? Zaraz napiszę! W między czasie urodziła czwarte dziecko i pomaga innym. Była załamana, ważyła 40 kg i wiedziała, że umrze. Nie wierzyła w tę dietę, ale jej brat ją ubłagał aby spróbowała i ... dzisiaj jest zdrowa. Dieta, którą stosujemy uzdrawia nasze ciało. Jest to DIETA MAKROBIOTYCZNA, czyli powrót do korzeni. Tak jak odżywiali się ludzie pierwotni. Ok. 60-70 % ziarna, fasola itp. (wszystko nie przetworzone) i 30-40 % warzywa. On (jej lekarz) zakazuje owoce i wszystko pozostałe. Oczywiście do tego dochodzi wiara w to, że będzie dobrze. U niej już po miesiącu dużo się polepszyło i zaczęła w to wierzyć. Ja szukałam po internecie i trochę znalazłam, ale jeszcze sami poszukajcie i wyślijcie do mnie. To co znalazłam to podsyłam: http://www.poradnia.pl/porady/640 ; http://www.repka.pl/Sylwetka/Diety/Urodowe/dieta-makrobiotyczna/Artyku-y/Przech odzenie-na-diete-makrobiotyczna.aspx Dieta ta jest mniej kłopotliwa niż Gerson, wiele ma wspólnego i wiele innego, ale myślę, że każdy znajdzie dla siebie i wybierze to co mu najbardziej odpowiada i pasuje. Jedno jest ważne i wspólne dla wszystkich diet uzdrowieńczych: RAK UWIELBIA CUKIER, MIĘSO - GŁÓWNIE CZERWONE I PRODUKTY PRZETWORZONE (NP. BIAŁA MĄKA) ORAZ CHEMIA WE WSZYSTKIM CO SPOŻYWAMY! Staram się na bieżąco dzielić z Państwem wszystkim czego uda mi się dowiedzieć. Ja dalej stosuję Gersona, ale tamta dieta też jest doskonała. Jej podstawą jest aby nie dostarczać rakowi tego co lubi, ale "zagłodzić" go. Dużo wytrwałości i zdrowia dla wszystkich.
Chyba nie mogę się z Wami dzisiaj rozstać, ale ciągle coś mi się przypomina (skleroza), a chciałabym doradzić z całych sił i serca: Co do "kolesia", to mamy ze sobą pojedynek. Walczymy na co się da i zobaczymy komu w udziale przypadnie zwycięstwo. On czy ja? 3,5 miesiąca Gersona, czuję się znakomicie i nawet wczoraj Pani dr u Ojców Bonifratrów cały czas powtarzała zaskoczona, że mam tyle energii i tak dobrze się czuję! A ja mogę góry przenosić. Dodatkowy bonus - 11 kg mniej (a mam z czego!). Moi przyjaciele - Ashkar i Gerson! Że mnie nie znają? Trudno, ale ja ich doskonale poznałam i noszę głęboko w sobie (jednego w żołądku a drugiego w nodze!!!) Przypominam o oczyszczaniu wątroby, przy raku to OBOWIĄZEK!

ad-astram, 24 kwiecie� 2010

Pełna szacunku i podziwu! Poczytałam, Jolu, o Tobie i Kapo... hihihi... Jesteście wprost nie z tej Ziemi... Cieszę się , że nie musisz przechodzić tego, co dane mi było na przełomie 2006/2007 roku i efektów... które odczuwam do dziś...! Żyję, a co ważniejsze - mam możliwość zmian- szukam innych sposobów niż codzienna tabletka- podtrzymująca efekty amputacji, chemii...Gdybym wiedziała w 2006r. to,co wiem dziś... nie pozwoliłabym na tamto"leczenie"!!!!!!!!!! Wierzę,że pokonasz .... POKONACIE intruza... Podziwiam determinację w stosowaniu diety Gersona i wymogów z nią związanych... niewiele osób stać by było i finansowo, i siłowo... Też o niej myślałam...ale do walki staję sama, a i mogę działać ciut inaczej. Wolę nie wypowiadać się na ten temat na forum, by nie wzbudzać zbędnych komentarzy i emocji...Chętnie podzielę się swymi doświadczeniami z Wami- będę w Warszawie 8 maja... A co do metody NIA...cieciorkuję się piąty miesiąc- noga boli cyklicznie... czasem ból jest na 9 w skali od 1 do 10 ! Zrobię badania niebawem - w maju i opiszę skutki moich starań...Astma, wiosenna alergia, rak, zmiany " poleczeniowe" w stawach- ustawiczny ból od 2lat, kamień w nerce- urósł w tak zwanym międzyczasie...jest nad czym pracować, by życie miało jakość...i bym codziennie odczuwała jego sens, miała poczucie spełnienia i radowała się... czyli : pogoda ducha i uśmiech od uch do ucha! Czego i Wam życzę!

Ewa, 26 kwiecień 2010

Pani Jolu, opowiedziałam o Pani i kuracji jaką Pani stosuje, mojej bratowej, która jest bardzo chora. Może zdecyduje się na metodę NIA  :)
Pozdrawiam Panią serdecznie i czekam na dobre wieści :)
Dziękuję Pani Ewo!

Jolanta, 26 kwiecień 2010

Pani bratowej życzę bardzo dużo zdrowia. Czy jest coś ważniejszego? NIA jest bardzo dobrą metodą, ale dla osoby bardzo chorej to mało. Sądzę, że Pani bratowa powinna założyć na dwóch nogach ale musi również zmienić sposób odżywiania. Gersona nie polecam, chociaż jest bardzo dobry. Dlaczego? Musi przy chorym być ktoś na stałe, sama niech nawet nie zaczyna. Wiem to z doświadczenia. Trzeba mieć przy sobie kogoś na pełen etat, a nawet dwie osoby - też będą miały co robić. Uważam, że bardzo dobrą metodą jest dieta makrobiotyczna (pisałam wyżej). Czytałam również wpisy osób, które ją stosowały i są pod wrażeniem. Nieraz po prostu zaczyna brakować konsekwencji, a nie każdy ma przy sobie kogoś takiego jak mój mąż, który zawsze mnie mobilizuje i ... nie odpuszcza. Osoby nie chodzące będą miały również problem z lewatywami i bieganiem do toalety. Prawie wszystko co się dzieje z naszym zdrowiem wiąże się ze sposobem odżywiania. Zmieniając je - zdrowiejemy. Trzymam kciuki i przesyłam pozdrowienia dla Pani i Pani bratowej - Jolanta
Odp: Zaczęłam stosować metodę dr Ashkara i dr Gersona - Tak trzymaj!

Ewa, 26 kwiecień 2010

Bardzo dziękuję Pani za radę, jest ona b. cenna, przekażę te informacje mojej bratowej. Obecnie jest ona na etapie zapoznawania się z metodą NIA, ale sama musi zdecydować, czy spróbuje. Na czerwiec ma wyznaczony termin operacji.
Serdecznie pozdrawiam i życzę dobrej nocy :)

Jolanta, 26 kwiecień 2010

Każdy komentarz, który zaistnieje na tym forum bardzo mnie cieszy. Dlaczego? Ponieważ wiem wówczas, że ktoś tu zagląda, czyta, że "strona żyje". Jeżeli niczego nie ma, nawet nie chce mi się pisać. Ja staram się radzić co tylko mogę z całego serca. Sama jadę na tym wózku i czy ja mam rację czy lekarze, którzy mnie "ścigają" i bardzo krytykują - zobaczymy. To jest moje zdrowie, a nawet życie i NIKT dosłownie NIKT nie może mi niczego narzucać, jedyne doradzać. Dlatego ja też nigdy nie mówię co robić, mogę radzić. Rozumiem jak nieraz jest ciężko podjąć decyzję, tym bardziej, że nie wiemy czy robimy słusznie. Ja w to wierzę, przyzwyczaiłam się już do "tych badyli" jak mówi moja Mama. Na pewno wiem i z doświadczenia i z różnych publikacji, że już nigdy nie będę mogła jeść mięsa (głównie wieprzowiny i wołowiny), soli, wyrobów z mąki pszennej, żywności przetworzonej ale naszym wrogiem nr 1 jest CUKIER!!!! Ja uwielbiałam to wszystko co niezdrowe, teraz nie jem ich od 6 stycznia i .... wcale już za nimi nie tęsknię. Nawet ostatnio zastanawialiśmy się z mężem czy w ogóle by mi smakowały. Pewnie nie! Raz mąż mi zaparzył herbatę - łyk i ... niedobra! (a była owocowa). Kawa też paskudna (a uwielbiałam waniliową, bio, prosto z Brazylii - wydawała się najlepsza jaką można kupić w Polsce). Pani dr u Ojców Bonifratrów powiedziała, że nigdy już nie wrócę do "normalnego" (czytaj: poprzedniego) żywienia i ... ja Jej wierzę. Raz, że nie wolno, dwa, że mi już nie smakuje. Mąż może jeść mięso, pić kawę itp., mnie to zupełnie nie przeszkadza, moje smaczniejsze. Mąż wymyśla nowe przepisy, są pyszne (np. sałatka z różnych warzyw - zmienia - z surowym brokułem i dresingiem z jogurtu BIO, beztłuszczowego) - PYCHA!!!! Frytki - pieczone (też pyszne), wcześniej za frytkami nie przepadałam. A serek wiejski (robiony przez mojego męża z mleka prosto od krowy - odtłuszczonego) m.in. z ogórkiem, rzodkiewką, czosnkiem, szczypiorkiem, pieprzem, kurkumą, papryczkami pikantnymi z oleju, z olejem lnianym (tłoczonym w temp. poniżej 10*C) i z chlebem żytnim na prawdziwym zakwasie bez soli (wypiek mojego męża) - to poezja! Nie zamieniłabym za nic innego. Smaczne i zdrowe. Kiedyś nawet bym nie spróbowała, dopiero teraz widzę jaka ja byłam zakwaszona! Mądry Polak po szkodzie!

Ewa, 27 kwiecień 2010

Witam, Pani Jolu!
Pisała Pani, że w piątek wybiera się Pani do onkologa, którego załatwiła Pani Mama - ciekawa jestem, czy wizyta doszła do skutku i co powiedział lekarz. Bardzo czekam na optymistyczne wiadomości, np. że operacja nie będzie już potrzebna, że guz się zmniejsza.... Mocno trzymam za Panią kciuki, dlatego tak czekam na dobre wieści :)
Serdecznie pozdrawiam - Ewa

Jolanta, 27 kwiecień 2010

Wizyta doszła do skutku, ale jedyne czego się dowiedziałam to to, że mam natychmiast iść pod nóż. Natychmiast - dosłownie natychmiast, ponieważ kazał mi się zgłosić następnego dnia w prywatnej klinice na wypełnienie wszystkich dokumentów - oczywiście zostałam uprzedzona, że będę miała stos dokumentów do wypełnienia, a operacja będzie refundowana!!! Ale pociecha!!!! Operację miałam mieć pojutrze. Czy ja nigdy nie trafię na dobrego, mądrego człowieka (czytaj: lekarza)?! Oczywiście nawet nie zawracałam sobie głowy tym rozwiązaniem i ... od razu wyrzuciłam z pamięci, dlatego zapomniałam napisać. Widzę, że Pani ma doskonałą pamięć, za co dziękuję, ponieważ staram się informować o moich "pieriepałkach" na bieżąco. Mama cały czas dopytuje co teraz będę robić, ponieważ jest nastawiana przez lekarzy, że tylko operacja. Ona się nie zna na medycynie i wierzy każdemu kto ma biały kitel. Uważa, że robię źle, ale całe szczęście, że bardzo mocno nie naciska, ponieważ co chwila coś Jej drukuję z internetu na ten temat. Chce dobrze, to wiem, ale to jet moje zdrowie i życie. Nawet mąż zawsze się pyta - jak czuję i co mówi mi moja intuicja. NIGDY, JAK DO TEJ PORY, MNIE NIE ZAWIODŁA. Jak pierwszy raz czytałam o diecie Gersona i metodzie Ashkara - od razu wiedziałam, że to dla mnie. Operacji nie chcę, ale na razie moja intuicja jest uśpiona. Robię swoje, piję soki, jem "badyle" jak mówi moja mama, mam lewatywy... Widocznie mam okres przejściowy, mam to robić dalej, więc nie mam wewnętrznego przekonania, że coś mam zrobić. Stagnacja! Próby wątrobowe są prawie idealne, a w lutym trzykrotnie przekraczały normę. W maju mam USG narządów wewnętrznych - głównie wątroby, a kolejne USG piersi będę robiła w maju lub czerwcu. Ja to bym najchętniej codziennie biegała robić to badanie, ponieważ jestem istotą bardzo ciekawą, ale wiem, że tak nie można, więc muszę brać na wstrzymanie. Tak mi wszyscy mieszają w głowie, że już chwilami mam miks różnych myśli w głowie, ale ja jestem uparta (w końcu urodzona jestem pod znakiem LWA i to dosłownie w czepku). Sama już nie wiem czy ten czepek był szczęśliwy czy jakiś wadliwy!!!! Proszę się nie martwić, to nie było czarnowidztwo, ale żart - niekoniecznie dobrej jakości. Pani Ewo! Proszę napisać jaka jest decyzja Pani bratowej? Pozdrawiam i życzę jak zawsze dużo zdrowia - Jolanta

Trochę humoru...
Jolanta, 27 kwiecień 2010

Zapomniałam napisać, że moja Mamusia rozmawiała na mój temat z pewnym lekarzem i oczywiście też kazał natychmiast iść na operację. Z kim rozmawiała? Z WETERYNARZEM..... naszych piesków!!! Widocznie tę lwicę to on wziął dosłownie...

Jacek, 28 kwiecień 2010

Witam Pani Jolanto, widzę ,że humor dopisuje-tak trzymać.Mówi Pani ,że mieszają w głowie :) ,tak jak pisałem jakiś czas temu proszę sobie nie brać tego do serca.Najważniejsze to dalej z uporem kontynułować kurację.Ważne jest to jak się Pani czuje a nie jakieś tam mało ważne objawy w postaci guza.Stosuje Pani kurację już kilka miesięcy i stan Pani jak wynika z opisów jest znakomity.Chodzi głównie o stan psychiczny i stan wątroby.Niech sobie Pani sprobuje wyobrazic jak by wyglądał Pani stan dziś gdyby poddalka się akademickim kuraciom.Pewnie była by Pani juz po operacji usunięcia piersi,po kilku cyklach szalenie toksycznej chemoterapii i radioterapii i bez nadzieji na dalsze życie.Dlatego jeszcze raz życzę gorąco wytrwałosci, ZDROWIA i siły dla Pani i przedewszystkim Męża.grunt to pozytywne myślenie ale ja nie muszę tego Pani uświadamiać ,Pani wie to lepiej niż ja.pozdrowienia .
Odp: Zaczęłam stosować metodę dr Ashkara i dr Gersona - Tak trzymaj!

Ewa, 2 maj 2010

Witam Pani Jolu! Mam nadzieję, że wszystko u Pani w porządku i miło spędza Pani majowy weekend, chociaż nie rozpieszcza nas ciepłem i słońcem:) :)
Zauważyłam, i na pewno nie tylko ja, że od kilku lat długi majowy weekend nie należy do najcieplejszych, w ogóle maj się "popsuł", a kiedyś w maju było zawsze b. ciepło, czasami nawet upały. Moja bratowa bardzo zainteresowała się metodą NIA, czyta na ten temat w internecie co tylko się da, ale stwierdziła, że operacji raczej się podda,a ewentualnie potem zastosuje "cieciorkę". Twierdzi, że sam autor tej metody, gdy wykryto u niego raka trzustki, najpierw zgodził się na operację, a dopiero później przeprowadził udaną kurację przy pomocy ciecierzycy. Nie wiem, czy ma rację, czy nie, ale to jej decyzja.
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego majowego wypoczynku  :)

bebilo333, 8 maj 2010

Pani jolu, szanowny Pani maz! Nie tylko ja was podziwiam ale kazdy kto ma okazje wejsc na wasza strone i poczytac co wy tam robicie i z jaka determinacja i z jaka troska jednym o drugim! niestety nie bylo mi dany miec podobnie milujacy i kochajacy partner zyciowy. gratuluje pani takiego meza i zycze aby wasze wysilki zaowocowaly jak najlepiej. jestem lekarzem i zawsze wierzylem ze dieta jest podstawa naszego zdrowia i w naszej rodziny wolimy dobrze jesc i wydac pieniadzy na jedzenie niz je placic lekarzom. Ale zarazem chce powiedziec ze dziwny jest swiat diety! jedni opisuja diety warzywno-owocowa jako znakomita a inni opisuja diete wysoko tluszczowa jako rewelacyjna i nie zastapiona. osobiscie Pani jolu jestem na diecie dr. kwasniewskiego od 8 lat i nic mi do tej pory nie dolegalo i czuje sie swietnie a kondycje mam niesamowita. jest to dieta dawnych czasow! bo moj ojciec ktory dozyl 95 lat stosowal ja intuicyjnie bo tak sie jadlo w tym czasie. Moja matka zas wielbicielka owocow zyla 72 lata. w ostatnich latach swojego zycia miewala demencja a ja ja wyleczylam dieta kwasniewskiego ina przestrzni jednegomiesiaca wrocila dosiebie jakby nigdy nic: zdowa i logiczna w swoich zachowaniach. zmarla z kolej kiedy juz wrocila do diety owocowej a ja juz nie moglerm nia zajmowac bo ona zyla w innym kraju a ja w Polsce. znam diete dr.Gersona. Jest ona uciazliwa w stosowaniu ale jakie ona daje efekty nie wiem. NIA dr.Askhara jest to metoda stosowana przez bedouinow na bliskim wschodzie od pokolen ale czy ona naprawde jest skuteczna w leczeniu raka? tez nie wiem. Ale zastanawia mnie czy ty dwie diety nie dzialaja przeciwko sobie i utrudniajaja pani terapie? NIA odprowadza nadmiar plynu tkankowego z organizmu a pani sokami dr. gersona przeciaza swoj organizm plynami z dodatkiem szkodliwych cukrow ktory nasilaja przede wszystkim uczucie bolu. Nie chce tu rozpisac na ten temat. Ale czy prypadkiem nie dlatego pani lepiej zaczela sie czuc kiedy pani zaczel zmniejszac udzial sokow w pani diecie? prosze nad tym zastanawiac sie. jako lekarz prowadze diete mojego znajomego, lat 66 przy leczeniu glejaka mozgu( bardzo zlosliwy rak). stosuje diete dr. kwasniewskiego. zamiast 8 miesiecy zycia ktoremu pozostaly, John zyje juz 25 miesiecy zupelnie zdrowo i bez chemio. od 8 miesiecy.Po takimokresie poprawy rozluznilemmu diete w ostatnich 2 miesiecy i znow odnowa guza widoczna w rezonansie mag. to badanie bylo wczoraj.wiec ponownie scisla dieta i donastepnego rezonansu za miesiac.za miesiac odpisze i zycze wszystkim duzo zdrowia.

Malinka, 9 maj 2010

Pani Jolu jak sie Pani czuje ? mam chore stawy :( Pani blog wydaje mi sie najbardziej wiarygodnym opisem stosowania cieciorki i JEDYNYM.Pozdrawiam M.
Jedynym (WIARYGODNYM jak na moje oko) jaki napotkałam w necie, nie licząc "oficjalnych" stron zapraszających na kurs... ja tylko na takie trafiam (?)

beata, 11 maj 2010

No nie wiem, ale na moje oko dieta Kwasniewskiego zdrowego zwali z nog :) Codziennie podroby, ogony i uszy, golonka itd ??? Co pani na to pani Jolu? Pan weterynarz pewnie by poparl ;) Pozdrawiam goraco i mam nadzieje, ze u Pani i meza wszystko dobrze.

Jolanta, 12 maj 2010

Moi Kochani! Jak czytam te wszystkie wpisy, to aż łezka się w oku kręci! Czy trzeba poważnie zachorować aby odkryć jak wiele osób, które żyją obok nas są życzliwe i bardzo kochane. Te wpisy, które Państwo zamieszczacie podtrzymują mnie mocno na siłach i dają wiarę w drugiego człowieka. Ja zawsze byłam ludziom życzliwa i chociaż wielokrotnie się w życiu sparzyłam to wiedziałam, że nie każdy jest wilkiem. Teraz mam na to wiele dowodów i bardzo Wszystkim dziękuję. Od maleńka brzydziłam się kłamstwem, ponieważ uważałam, że jest to bardzo poniżające, a ja zawsze byłam dumna, że jestem człowiekiem i mam odwagę, nawet gdy było to niepopularne. Jeżeli do czegoś miałam przekonanie, to nie było takiej siły aby przeciwstawiła się swoim zasadom. Może dlatego ten mój blog jest prawdziwy. Staram się pisać tak jak jest, często obnażam się i wyciągam sprawy intymne, ale wiem, że tylko tak mogę być autentyczna i jeżeli komuś to pomoże to będę robiła to dalej. Ja się nie wstydzę i nie ukrywam, że jestem chora na raka. Dlaczego? Dlatego, że nie zrobiłam nikomu niczego złego, więc nie mam się czego wstydzić. A że pewnie sama sobie "dołożyłam" i przyczyniłam do tego, to już inna sprawa. Ale robiłam to nieświadomie. Teraz jestem mądrzejsza i dużo mądrzejsza. Jakbym teraz popełniała te błędy, to już byłoby jak samobiczowanie. Teraz postaram się odpowiedzieć na Państwa wpisy! Tak, zawsze wiedziałam, że mój mąż jest dobrym człowiekiem i że mogę na Niego liczyć, że "na dobre i na złe" i na zawsze, ale teraz przechodzi samego siebie. Po całym dniu ma mocno napuchnięte kostki i od szorowania warzyw i od stania. Cierpi, ja to widzę, ale nie chce się do tego przyznać. Ostatnio tylko powiedział, że Jego największym marzeniem jest jednego dnia pospać dłużej a nie raniutko zrywać się na budzik. Na moją propozycję, że sama rano wezmę, słyszę jak ze śmiechem mówi "Ty nie umiesz". Lubi wszystkiego dopilnować i być pewnym, że dostałam na czas. Trzy dni temu przygotował mi kawę do lewatywy i po 21,00 poszedł się położyć. Ja mam brać o 22,00, ale zasiedziałam się przy komputerze i ... przybiegł ok. 22,30 (mamy dwa piętra, więc sobie nie przeszkadzamy). Natychmiast musiałam wyłączyć komputer i zabrać się za "kawkę". Teraz pilnuje mnie. Ale człowiek jest tylko człowiekiem i chyba takie małe opóźnienie nie stanowi problemu na skalę międzynarodową, ale dla mojego Męża tak jest. Co do diety dr Kwaśniewskiego. Zawsze byłam osoba mięsożerną, mogłam jeść w dużych ilościach (i jadłam). Kiedy dowiedziałam się o niej, powiedziałam sobie "wreszcie coś dla mnie". Chętnie bym stosowała tę dietę, jednak jak kilka lat temu siedzieliśmy na niej przez kilka dni (byliśmy nawet kilkakrotnie w klinice dr Kwaśniewskiego po poradę), to mój organizm to odrzucił. Przez dłuższy czas na wiele rzeczy nie mogłam patrzeć. Widocznie nie była mi pisana. Dieta Gersona - kiedy o niej czytałam - wydawała mi się, że tak! jest dla mnie! Ashkar też! Ja czytając książki i oglądając film o tych metodach - czułam intuicyjnie, że muszę zacząć to stosować. Jak już Państwo wiecie, początek był trudny, nawet bardzo trudny. Noga nieziemsko bolała, napuchła, ja dosłownie wyłam z bólu, aż w końcu w nocy "wydrapałam" to ziarenko. Rano mąż założył mi na drugiej nodze. Początkowo też bolało, chociaż znacznie mniej, już nie musiałam brać środków przeciwbólowych, które i tak nie pomagały. Jak ono się już "zadomowiło" wszystko doszło do normy. Są dni, że prawie nie czuję, że je mam, są dni, że trochę pobolewa. Może mam gorszy dzień, może więcej biegam, może.... Nie wiem dokładnie jakie są przyczyny, jedno wiem, że wycieki mam duże. Trochę inaczej robię niż zalecał Ashkar. Ja wkładam ziarenko, na to przykładam kawałek liścia kapusty i dopiero chusteczkę higieniczną i bandaż! Kapusta "oblepi" szczelnie ziarenko i bardziej pracuje. Takie mam wrażenie! I tak po 12 godzinach jak zmieniam to chusteczka jest brudna, przecieka. Jak lawa z wulkanu, jak strumyk ze skały, moje ciało wyrzuca te świństwa. Czy Ashkar i Gerson wykluczają siebie? Nie wiem! Jak mam wrażenie, że nie. Jednak nie jestem lekarze i mogę się mylić. Myślę, że soki usuwają toksyny, ciecierzyca też. Uważam, że jedno drugiemu pomaga w szybszym procesie oczyszczania. Ale jaka jest prawda? Przekonamy się za jakiś czas. Czy ja wszystko robię dobrze? Kto to wie? Chciałabym aby tak było. Moje samopoczucie jest teraz znacznie lepsze niż było, wydaje się mi, że mogę góry przenosić. Jestem silna. O dziwo nie tęsknię już do mięsa, chociaż zdarza się mi, że jak Mąż przygotowuje sobie posiłek i poczuję te zapachy to... są takie piękne. Ale zaraz zastanawiam się, czy jakbym zjadła czy by mi smakowały! To jest niesamowite, że to co kiedyś lubiłam teraz mi nie smakuje. Jak rozpoczynałam dietę Gersona 6 stycznia br. to myślałam, że jak wytrzymam kilka dni to już będę bohaterem. Mięso, słodycze, kluski, kawa i .... to wszystko kochałam, uwielbiałam jeść wszystko co lubiłam, a to co zdrowie, pozostawiałam innym. Nawet współczułam im, że muszą to jeść. Wydawało mi się, że może z chytrości ktoś coś piecze. Bo po co to robić, jak można kupić świeżutkie, gotowe. Sama piekłam tylko mięsa, ponieważ moje są najlepsze. Teraz widzę jaka była głupia. Teraz z niesmakiem spoglądam na tych co stoją po chemiczne ciastka, wędliny itp. Mąż mój piecze chleb (teraz to już mistrzostwo świata), dodaje mnóstwo kminku, ziaren słonecznika i siemię lniane - PYCHA! Śmiał się jak przed wczoraj powiedziałam, że ten chleb jest pyszniejszy niż ciastka. Ale tak uważam. Słodyczy też mi nie brakuje, ponieważ po południu dostaję codziennie sporą miskę sałatki owocowej. Pyszne, słodkie, zdrowe. Na drugie śniadanie czerwonego grejfuta, bez cukru, ale słodki. Jak ktoś mówi, że nie wytrzymałby na tej diecie, to odpowiadam, że nieprawda. Jak ja wytrzymuję to i Ty wytrzymasz. Mój Mąż wielokrotnie mówił mi, że bardzo mnie podziwia i jest dumny ze mnie, ponieważ zna mnie od ponad 30 lat i wiedział, że miałam skrajnie przeciwne poglądy! Teraz wszystko na opak! Teraz jak ludzie kupują wędliny, kurczaki z rożna, chemiczne sosy do sałatek to... chciałabym krzyczeć - CO WY ROBICIE!!! Jak przygotujesz sam to będzie i zdrowiej i smaczniej. Dlaczego kiedyś nie byłam taka mądra? Nie było nikogo kto by mi to uświadomił, dopiero taki jeden raczek.... Może musiałam zachorować, aby wstrząsnęło to mną i wywróciło może życie do góry nogami! Może to był ostatni dzwonek na opanowanie się. Może gdyby nie to, dopadło by mnie coś gorszego. Może nie siedziałabym tutaj i nie pisała. Może.... Nie wiem co by było! Ale jedno wiem, że czuję się dobrze, że do poprzedniego stylu życia już nigdy nie wrócę, że można żyć bez produktów, które wcześniej wydawały mi się podstawą. Są różne diety: Gersona, Kwaśniewskiego, Makrobiotyczna i wiele innych. Która jest dla nas najlepsza? Uważam, że każdy powinien sam podejmować decyzję. Jeżeli pomaga i czujemy się świetnie, to najważniejsze. Ja mam bardzo mocno rozwiniętą "babską intuicję". Wiele razy w życiu mi pomogła. Pewnie Państwo też "tak macie". Coś czujemy, coś nas pcha... Może nawet podświadomość, ale ona jest też ważna. Może to nasz organizm zmaltretowany przez naszą głupotę sam chce ratunku. Spróbujmy! Może nieraz metodą prób i błędów, ale warto! Wreszcie trafimy na to co dla nas jest najlepsze i sami Państwo zdziwicie się, jak kiedyś mogłam/mogłem to czy tamto. Pozostaje niesmak! To my tacy mądrzy, tacy wspaniali, odkrywamy całą prawdę o sobie, że nikt nas nie musi mordować, sami się zabijamy. Podam Państwu taki przykład z najbliższej rodziny. Moja Babcia, która uwielbiała dobrze jeść (była osoba zamożną), u której zawsze uginały się stoły od samych smakołyków, żyła tylko 65 lat, chociaż pochodziła z rodziny długowiecznej, gdzie prawie wszyscy dożywali setki. Jej siostra, która była od niej kilkanaście lat starsza, której się dobrze nie powodziło chociaż nie była biedna, to na wszystkim oszczędzała, ponieważ zawsze pomagała bardziej potrzebującym, a jej samej zostawało niewiele. Oszczędzała na jedzeniu i Babcia zawsze ją zapraszała, ponieważ wiedziała, że to będzie Jej prawdziwy posiłek. U siebie jadła wszystko co chude i mało! Babcia wcześnie umarła, mając otłuszczoną wątrobę, a Jej siostra przeżyła Ją o kolejne kilkanaście lat. Szczupła, zwinna, nie chorowała. Umarła ze starości. Geny miały takie same i chociaż była dużo starsza to przeżyła moją Babcię. Łącznie żyła ponad 30 lat dłużej. Ale ja nie zastanawiałam się wcześniej nad tym i chociaż te fakty były mi znane to jednak przyjmowałam je do wiadomości, ale nie wgryzałam się w to głębiej. Dopiero teraz! Nawet ostatni i mojemu Mężowi przyszło to do głowy, że pewnie ta choroba, chociaż poważna i może nawet straszna, ale była dla mnie takim poważnym ostrzeżeniem. Widocznie na słabsze "dzwonki" ja nie reagowałam, musiało mną poważnie "tąpnąć". Teraz troszkę humoru, aby nie było tak bardzo poważnie. Śmiejemy się z Mężem, że u nas w domu kawa jest do d.... Kiedy Mąż mi przynosi kolejną lewatywę pytam: dlaczego gorzka i bez śmietanki? Codziennie duży garnek, jak na stołówce! I gdzie ja to mieszczę?.... Takich ilości nie "przerabiałam" nawet jak byłam zdrowa. Byłam żarta, ale żeby aż tak?! Teraz już na poważnie! Ostatnio od przesympatycznej młodej dziewczyny dostałam wizytówkę jasnowidza, który podobno jest bardzo dobry. Czy ktoś w to wierzy czy nie - to Jego indywidualna sprawa. Ale nie to chciałam napisać.Poradziła mi, żebym się z nim skontaktowała to on powie czy mi może pomóc czy nie. Oczywiście wizyta kosztuje. Ile? 108 zł! Kolejne pieniądze, które wydać można z różnym skutkiem. Nawet do Niego zadzwoniłam, ale jeszcze nie umówiłam się na spotkanie. Zastanowiło mnie coś zupełnie innego! Kiedy weszłam na Jego stronę znalazłam promocję! Na czym to polega? Trzeba przesłać e-mailem swoje zdjęcie (każdy może), bez makijażu i okularów i na tej podstawie on określi nasze choroby. To wszystko za darmo! Chcę spróbować, ale zapomniałam poprosić męża aby zrobił mi bieżące zdjęcie. Cóż skleroza! Dopiero teraz sobie o tym przypomniałam. Później możemy zastanowić się co z tym robić dalej! Ona polecała Jego, ponieważ razem z Mamą są jego stałymi pacjentkami - oczyszczają się! Dla wszystkich kto chciałby skorzystać podaję adres strony: www.ayurvedacenter.pl (mam nadzieję, że dobrze napisałam). Po lewej stronie proszę otworzyć czerwoną zakładkę "PROMOCJE". Teraz kończę, wszystkich cieplutko pozdrawiam i pędzę spać! Zdrowia, zdrowia, zdrowia!!!

obserwator chorego systemu tak zwanej wolności (demokracji), 12 maj 2010

dzięki za to co robicie ,pewnie pomoże to wielu przejrzeć na oczy,wiem jak jest u mnie w leki które zrobiły z matki kalekę dalej wszyscy wierzą ,naturalne wspomaganie organizmu traktuje się z uśmiechem na ustach ,a przecież gdyby to nie działało ludzkości by nie było,jak by ludzie przetrwali setki tysięcy lat bez jakiejkolwiek pomocy medycznej gdyby natura nie leczyła

joanna22, 16 maj 2010

Kochani czy ktos moze mi jak dziecku)) napisac jak mam zrobic sobie rane do czosnku tzn gdzie najlepij jak duza ma byc ta rana i czy musze miec jakas obroczke ??? nie wiem czy dam rade sobei to zrobic sama prosze opiszcie to dokladnie a moze jest jakis film ktory pokazuje jak to rozbic .pozdr joanna

Jolanta, 16 maj 2010

http://lekarstwonaraka.com.pl/index.htm Proszę zapoznać się na tych stronach. Pozdr. Jolanta

HURRRRRRRRRRRRRRA!
Jolanta, 17 maj 2010

Witam! Dzisiaj rano robiłam badania markerów. Moje wyniki: - CA-15-3, DZISIAJ - poniżej 2,0; NORMA 0 - 30,0; DWA MIESIĄCE TEMU MIAŁAM 14,49 !!!!! - CEA; DZISIAJ 0,9; NORMA 0 - 2,3; DWA MIESIĄCE TEMU 1,01 !!!!!!! - AFP, DZISIAJ 3,05; NORMA 0- 10,9 (POPRZEDNIO NIE ROBIŁAM, CHCIAŁAM WIEDZIEĆ!!! Robiąc dzisiaj te badania Pani, która pobierała mi krew zobaczyła, że cała jestem w mocno żółtych plamach, więc od razu poprosiłam o zrobienie bilirubiny, mój wynik - 0,3; NORMA 0,2 - 1,3. Wygląda na to, że wyniki są dobre !!!!!!!!! W normie!!!!! Z CA 15-3 różnie bywa, nie zawsze pokazują prawdziwy stan, więc do końca nie wiem czy mam się cieszyć czy nie!!!!!!!! Przez te kilka godzin czekałam z niecierpliwością na te wyniki, ale są znacznie lepsze niż dwa miesiące temu!!!!! Nie ukrywam, że łezka zakręciła mi się w oku!!!! Jak mam nie kochać Gersona i Ashkara??? DALEJ BĘDĘ SIĘ Z NIMI PRZYJAŹNIĆ!!! Przypominam: 16 listopada 2009 r. mammografia coś wykazała, od listopada do 22 grudnia kilka USG i dwie biopsje (cienko i gruboigłowe), 22 grudnia - rak, najbardziej złośliwy. 21 grudnia założyłam Ashkara, od 6 stycznia br. dieta Gersona z lewatywami i sokami. Wyniki są lepsze niż były! W międzyczasie kilkakrotne odtruwanie wątroby i wiele suplementów + antyoksydanty. Co o tym sądzicie????
Zapomniałam napisać, że żółte dłonie (wewnątrz) + plamy mogą być od "hurtowych" ilości soku z marchewki. Jednak chciałam się upewnić, dlatego robiłam badania!

Z FORUM MEDYCZNEGO:
Jolanta, 17 maj 2010

OTO JAKIE POCIESZENIE PRZED CHWILĄ DOSTAŁAM - NA ZAMIESZCZONE POWYŻEJ WYNIKI: Witaj Duell, z radości, która przemawia w Twoim poście widać, że opierasz się tylko i wyłącznie na wynikach z markerów a to POWAŻNY BŁĄD. Według Rekomendacji Organizacji Międzynarodowych: "Panuje zgodność opinii pomiędzy ASCO, NACB i EGTM odnośnie braku przydatności wyników oznaczeń CEA i CA 15-3 w badaniach przesiewowych, czy rozpoznawaniu nowotworu. ASCO nie zaleca również oznaczania tych markerów podczas kontroli chorych bez oznak reaktywizacji procesu nowotworowego po leczeniu podstawowym. Odmienny pogląd prezentuje EGTM wskazując na celowość oznaczeń CA 15-3 u chorych bezobjawowych po operacji co 2 do 4 miesięcy przez okres 5 lat, przez kolejne 3 lata co 6 miesięcy; a następnie raz do roku. W opinii tych badaczy uzyskane wyniki ułatwią wczesne wykrycie wznowy i/lub odległych przerzutów, a wdrożone leczenie w momencie wzrostu stężenia markera przed wystąpieniem objawów klinicznych mogłoby przyczynić się do poprawy przeżycia chorych. ASCO neguje ponadto użyteczność oznaczeń CA 15-3 w monitorowaniu leczenia chorych na zaawansowanego raka piersi. NACB i EGTM przeciwnie, zalecają wykorzystywanie u chorych na zaawansowanego raka piersi oznaczeń CA 15-3 celem monitorowania chemioterapii." Czekamy również na wyniki badań obrazowych, a najbardziej chyba na wynik hist-pat po operacji :--: Rozumiem, że leczenie chirurgiczno-onkologiczne i wskazania lekarzy onkologów poszły w kąt?? Duell czy dobrze pamiętam, że kolejny termin operacji minął?? _________________ DOBRO POWRACA

Jacek, 20 maj 2010

Witam Pani Jolu.wyniki są godne podziwu.wszystko w normie ,to niezbity dowód ,że terapia przebiega doskonale i Pani ogranizm reaguje odpowiednio na obie terapie.Już za niedługo poł roku stosowania terapii i to jest teraz okres zmian w ktorych najwiecej się dzieje myślę ze po kolejnym pol roku wyniki beda dalej doskonale i guz znacząco się zmniejszy.pozdrowienia Jacek ps.niech Pani unika for medycznych :)
Odp: Zaczęłam stosować metodę dr Ashkara i dr Gersona - Tak trzymaj!

Ewa, 25 maj 2010

Witam, Pani Jolu  :)
Jakiś czas nie zaglądałam na Pani forum, bo byłam na urlopie i tym większa była moja radośc, gdy po powrocie przeczytałam informację, że wyniki Pani badań się poprawiły. To świetna wiadomość, bardzo sie cieszę i życzę dalszych sukcesów w powrocie do zdrowia. Serdecznie pozdrawiam, Ewa :)

Jolanta, 26 maj 2010

Nie wiem czy dzisiaj mam powód do cieszenia się. To tak jak na huśtawce, są dobre i gorsze dni. Dzisiaj robiłam USG jamy brzusznej i od kilku godzin nie jest mi do śmiechu. Jak Pani doktor jeździła mi po brzuchu i mówiła, że wszystko w porządku to byłam bardzo szczęśliwa. Począwszy od wątroby, na której mi najbardziej zależało, poprzez inne narządy i prawą nerkę. Było fajnie, ostatnim narządem była prawa nerka i... No właśnie. Nigdy nie może być zbyt dobrze. Coś znalazła, powiedziała, że to nic takiego, ale jak sprawdziliśmy w internecie - to miny nam zrzedły! Przytoczę dosłownie to co napisała: "... Nerki w prawidłowym położeniu, prawidłowej wielkości: prawa 109 mm, lewa 109 mm. W lewej nerce w dolnym biegunie torbiel 14x15 mm. W cz. środkowej nerki l. hiperdensyjna zmiana ok. 8mm - prawdopodobnie angiolipoma. UKM nerek nieposzerzone. W polach nadnerczowych nieprawidłowych odbić echa nie spostrzega się. Pusty. Nie uwidoczniłam powiększonych węzłów chłonnych. Duże naczynia jamy brzusznej w normie". Tylko tyle i AŻ tyle! W internecie trafiam na słowa nowotwór - proszę!!!! Napiszcie jak najszybciej co o tym sądzicie? Czy dobrze my to interpretujemy? Już zapisałam się na piątek na kolejne USG, w innej klinice. W lutym w nerkach wszystko było dobrze. I teraz nie wiemy: czy to rzeczywiście coś złego (nawet nie chcę o tym myśleć), czy to, że trochę zjadłam przed badaniem i wypiłam szklankę soku z pomarańczy i olej lniany (zapomniałam o tym, że mam być na czczo i nie brałam Espumisanu), czy trzecia opcja, że organizm się oczyszcza. Mam ogromny ból głowy. Jeżeli tylko możecie to zinterpretować, bardzo proszę - zróbcie to jak najszybciej!!!!! W piątek chcę powtórzyć to USG, już się zapisałam. Mąż kupił mi Espumisan, jutro ograniczę niedozwolone produkty i .... zobaczymy! Proszę o interpretację!!!

Jolanta, 27 maj 2010

Nie wytrzymaliśmy! Jeszcze wczoraj zapisałam się na USG jamy brzusznej w innej klinice. Od wczorajszego popołudnia biorę Espumisan i nie piję dzisiaj soków z owoców, a wieczorem sama sałatka warzywna. Jutro na czczo! Zobaczymy....
Zapomniałam napisać - badanie mam jutro! Napiszę!

Jolanta, 28 maj 2010

Hurrrrra!!!!!!!! Podaję moje dzisiejsze wyniki: "..... Trzustka jednorodna, prawidłowej wielkości i echogeniczności. Węzły chłonne zaotrzewnowe niepowiększone. Śledziona prawidłowej wielkości i echogeniczności. Obie nerki prawidłowej wielkości i kształtu bez cech kamicy i zastoju moczu z prawidłową warstwą korową. Pola nadnerczowe obustronnie prawidłowe. Pęcherz moczowy słabo wypełniony. Przypęcherzowe odcinki moczowodów niewidoczne. Bez cech wolnego płynu w j. otrzewnej." !!!!!!!!!! I CO WY NA TO????? Pozdr. i czekam na opinię!!!!!!!!

Iwona, 28 maj 2010

Witam Dziś po raz pierwszy postanowiłam napisać,choć wchodzę na to forum ostatnio codziennie.Nie potrafię wyrazić swojej radości z powodu Pani wyników,dobrych wyników.Dowodzi to tylko,że metoda jest skuteczna.Osobiście nastawiona jestem anty do medycyny konwencjonalnej,bo wiem,że nie niesie nic dobrego,bo tak naprawdę nie ma skutecznych leków praktycznie na nic.Ulgę powodują tylko doraźnie. Jest Pani dowodem jak należy walczyć z choroba. Pozdrawiam serdecznie

Jolanta, 28 maj 2010

To miłe, a jednocześnie potwierdza się to w jakim celu piszę na tym Forum o swoich, nieraz bardzo intymnych sprawach. Kilka miesięcy temu zdecydowałam się od razu, ponieważ chciałam na bieżąco informować o mojej "walce z rakiem". Zdaję sobie sprawę, że jest to groźny i podstępny przeciwnik, ale ja też nie jestem słaba. Ja może mam jedną ogromną przewagę, on jest sam a ja mam wsparcie w mężu! Walczymy razem! Takie dni jak dzisiaj, dają mi siłę i potwierdzają słuszność wybranej drogi, a głosy takie jak Pani są cenne, gdyż wiem, że nie robię tego bezpodstawnie. Ja do końca nie wiem, kto ma rację, ja czy medycyna konwencjonalna. Ona jest bezduszna i jak fabryka: ciapnąć i nafaszerować chemia, a czy to coś da czy szybciej wykończy - to już nie ich problem. Czy ktoś widział lekarza, który przejmuje się losem chorego? Chyba, że to ktoś z rodziny lub .... z lekarzy w "Leśnej Górze"! Normalnie to my sami musimy o siebie zadbać. To tak jak z ZUS-em, płać potworne pieniądze przez całe życie, a jak Ci na starość nie starcza, to powiedzą - było zbierać przez 50 lat, a teraz to żyj krótko, bo nie mamy pieniędzy dla emerytów. Nikogo nie obchodzi, że to z Twoich pieniędzy oni żyją, że budują piękne gmach z marmurami. Czy nas na to stać? Ja do tej pory WSZYSTKIE, dosłownie WSZYSTKIE badania robię prywatnie. Dlaczego? Ja muszę kontrolować na bieżąco, a sami Państwo wiecie, ile trzeba czekać na wizytę w przychodni. Moja znajoma w USA mająca taki sam przypadek jak ja, MUSI być u lekarza dwa razy w miesiącu i to nie jest Jej wybór czy dobra wola. Automatycznie jest zapisywana co dwa tygodnie, nawet jak nie chce. Ale lekarze robią to samo co u nas - nóż i chemia. To jest niezmienne. Ostatnio koresponduję z przesympatycznym młodym człowiekiem, który przeżył śmierć Matki, również chorej na raka. Walkę przegrali, ale Jego zainteresowanie tym tematem pozostało, a nawet wzrosło w miarę upływu czasu. Nie zamieszczał swoich opinii i doświadczeń, ale wczoraj uzyskałam Jego zgodę. Opracuję to i zamieszczę lada moment, jak zdążę jeszcze dzisiaj. Ku przestrodze wszystkich zdrowych i chorych. Jeszcze raz dziękuję za każdy głos, który podtrzymuje mnie na duchu!

Obiecane informacje - cz. 1

Jolanta, 28 maj 2010

Poniżej cytuję obiecane wiadomości: Chcialem ten komentarz wkleic na forum ktore Pani zalozyla, ale z jakiegos powodu sie nie udaje. Dlatego pozwolilem sobie napisac do pani osobiscie. Przedewszystkim chcialbym napisac ze ogromnie was wspieram w waszej walce. 3 lata temu na raka jajnika zmarla moja matka. Wowczas szukalem dla niej ratunku ale ilosc informacji o alternatywnych terpiach byla znikoma. Przy pomocy chemii udalo jej sie zatrzymac chorobe, tylko po to zeby zaraz po jej odstawieniu nastapila lawinowa wznowa z przerzutami. Potem nic nie pomagalo i tak historia sie skonczyla. Jako ze zajmuje sie rynkami kapitalowymi, mialem tez stycznosc z branza farmaceutyczna, zaczalem dokladnie analizowac siec powiazan jakie tym biznesem steruja. I tu obrazek jest przerazajacy, a raczej PRZERAZAJACY. Z punktu widzenia firm farmaceutycznych zdrowy czlowiek jest absolutnie bezuzyteczny. Wiem ze wielu napisalo te slowa przedemna, sa cale ksiazki na ten temat. Jednak istota i sila dzialania tego mechanizmu przechodzi najsmielsze oczekiwania. Falszowane sa badania, dopuszczane do obrotu leki nieskuteczne lub wrecz szkodliwe, pacjentow sie nie leczy lecz uprawia, tak aby dawali najwieksza stope zwrotu dla akcjonariuszy tych firm. W naszej cywilizacji na kazda dolegliwosc przepisywane sa prochy. Dla firm wazne jest aby byly to rzeczy opatentowane i raczej niesktueczne. Jesli sa skuteczne w walce z jedna dolegliwoscia, najlepiej aby powodowaly jakas inna, wtedy pacjent wraca. Tak wlasnie jest z przemyslem nowotworowym - w ciagu 50 lat badan najtezsze glowy tego swiata nie znalazly na to lekarstwa. To graniczy z cudem. Owszem, umiemy guza przygasic, ale powodujac rozpad calego organizmu, oraz zapotrzebowanie na dziesiatki preparatow wspomagajacych, wszystko refundowane z budzetow panstw, czytaj: naszych podatkow. To trafia w rece imperiow finansowych i tak sie biznes kreci. Dlatego jeszcze raz chce wyrazic swoj podziw dla uporu jaki Pani, Pani Jolanto wykazuje w walce o swoje zdrowie i nie uginaniu sie klasycznie "wypranym" z samodzielnego myslenia lekarzom, ktorzy chetnie by cos wycieli albo przytruli. Nie sugeruje ze sa oni w jakims spisku. Jest to po prostu jedyna wiedza jaka mozna zdobyc ksztalcac sie w tym skorumpowanym przez wielki kapital systemie, bo to firmy finansuja badania kliniczne, a na ich wynikach budowane sa potem programy leczenia nauczane na powaznych uniwersytetach. Jest tez kilka ciekawostek na ktore natrafilem i ktorymi chcialbym sie podzielic, moze cos z tego bedzie mialo wartosc dla Pani, lub dla kogos czytajacego to forum. Pierwsza sprawa, to natknalem sie na szereg dokumentow i zapiskow na temat coraz bardziej glosnej substancji o nazwie amigdalina. Jest to obecna w przyrodzie (zaraz dopowiem gdzie), niepatentowalna substancja ktora wedlug niezaleznych (nie sponsorowanych przez wielka farmacje) wykazuje bardzo silne wlasnosci antyrakowe. Chemicznie amigdalina sklada sie z dwoch czastek glukozy, jednej czastki tzw. benzaldehydu oraz jednej czastki cyjanku. Te 4 czastki gdy sa polaczone razem, wykazuja znikoma aktywnosc chemiczna. Sam cyjanek jest silna trucizna, podobnie jak benzaldehyd. Z kolei cyjanek i benzaldehyd razem sa 100 razy bardziej trujace niz kazdy z osobna, z powodu zachodzacej synergi. I co ciekawe, w komorkach rakowych i praktycznie tylko w nich, jest wydzielany enzym ktory "rozpina" czasteczke amigdaliny, "wyjadajac" z niej glukoze, ktora komorki rakowe sie zywia. W tym momencie do nowototworowej komorki wydostaje sie cyjanek oraz benzaldehyd, mordujac ja na miejscu. Tak to w skrocie wyglada. Amigdalina jest obecna prawie we wszystkich gorzkich nasionach, w szczegolnosci pestkach moreli, brzoskwim, sliwek, wisni, jablek. Chodzi o jadro wewnatrz pestki, nie o jej drewniany pancerz oczywiscie. Znana jest rowniez pod nazwa witamina B-17, odkryta dawno temu, w latach 50 a w 70 zamieciona pod dywan przez wielka farmacje jako trucizna, wlasnie z powodu obecnosci cyjanku. Do teraz uczy sie dzieci ze pestki z jablek sa trujace. W ogromnych ilosciach byc moze tak. Jednak jedzac ich kilkanascie dziennie skutecznie "szczepimy" sie przed nowotworami. Jest o tym ksiazka pt. Swiat bez raka autorstwa Edwarda Griffina. Ew. jego wystapienie gdzie omawia swoja dzialanosc i wynik wieloletnich badan dziennikarskich na ten temat: http://www.youtube.com/watch?v=F2tAJC6GdGU Druga rzecz, niezmiernie wazna. Zakladajac ze metaboliczna koncepcja raka jest prawdziwa (o co chodzi trzeba sie dowiedziec w tym linku, lub czytajac ksiazke), mierzenie rozmiarow guzow moze byc mocno wprowadzajace w blad. Koncepcja ta mowi ze w wiekszosci przypadkow tylko mala czesc guza jest faktycznie zlosliwa, tzn sklada sie z komorek mnozacych sie w sposob lawinowy i zagrazajacych zyciu. Reszta jest obojetna, stanowi na ogol jakas pochodna tkanki na ktorej guz sie umiejscowil. Nie ma jednak wlasciwosci rakowych, mimo ze w badaniach i przeswietleniach jest widoczna jako fragment guza. Dlatego 100% wyleczenie nie musi oznaczac 100% znikniecia guza i jest to blad metodycznie powielany przez wspolczesnych onkologow, ktorzy pala chemia tak dlugo az guz zniknie calkiem. Pomijajac juz fakt, ze chemia w pierwszej kolejnosci usuwa z guza wlasnie komorki obojetne, gdyz nowotworowe sa duzo bardziej na nia odporne. Dlatego mozna sobie wyobrazic chemiczne "zmniejszenie" guza w 80%, ktore w rzeczywistosci oznacza zostawienie 20% najgrozniejszej tkanki oraz ekstremalne oslabienie organizmu. Pisze o tym dlatego ze byc moze Pani terapia jest daleko bardziej zaawansowana i bliska zwyciestwa niz to wynika z USG i badania rozmiarow guzow. Guz moze pozostac w organizmie na wiele lat po calkowitym wyleczeniu i wchlaniac sie jak blizna, lub jak blizna pozostac. Jego obecnosc nie musi oznaczac raka, pod warunkiem ze nie zawiera komorek faktycznie nowotworowych. Polecam doczytanie na wlasna reke. Amigdalina wystepuje pod nazwa Leatril (postac wyizolowana, skoncentrowana) lub witamina B-17. Wszystkie te hasla daja duzo wynikow w necie. I wazna rzecz - wszystkie oficjalne zrodla, tzn. zwiazane z agencjami rzadowymi i instytutami zdrowia twierdza zgodnie ze jest to oszustwo. pozdrawiam i trzymam kciuki za wygrana walke, (imię i nazwisko usunęłam, ze względu na zachowanie anonimowości autora)

Obiecane wiadomości - cz. 2

Jolanta, 28 maj 2010

............. Co do Pani prob z amigdalina, to faktycznie jest tak ze tabletki sa dosc obciazajace dla systemu trawiennego ze wzgledu na duza koncentracje czystej witaminy B17. Ta potrafi uwalniac sladowe ilosci cyjanku w jelitach, gdyz pewne procesy trawienne posluguja sie malenkimi ilosciami enzymow podobnych do tych "otwierajacych" w komorkach rakowych. Nasiona jednak, sa po pierwsze duzo tansze, a po drugie delikatniejsze i latwiej je rozsadnie dawkowac. Poza tym zawieraja mnostwo cennych mikroelementow i witamin z grupy B. Zeby nie byc goloslownym ja sam po smierci mojej mamy, po natrafieniu na informacje o B17 zrobilem na sobie doswiadczenia, zeby dowiedziec sie czy FDA faktycznie klamie odnosnie toksycznosci B17 jak przyjmowaly niezalezne zrodla, czy nie. Po prostu nie miescilo mi sie w glowie ze tak daleko posunelo sie lobby farmaceutyczne w USA. Z drugiej strony majac duzy kontakt z gieldami, rynkami finansowymi, jak rowniez w imie pamieci mojej mamy, chcialem to sprawdzic na sobie. Obecnie sam jestem w stanie zjesc 80 pestek dziennie i nic mi z tego powodu nie jest. Zamierzam je zreszta jesc, gdyz po przestudiowaniu tematu wierze ze jest to skuteczna szczepionka na wszelkie mutacje. Tylko nie az w takich ilosciach ;) Zgodnie ze skorumpowana przez lobby wielkiej farmacji, amerykanska agencja ds. norm zywienia (FDA) ktora zakazala pestek w USA chyba w 1995, powinienem po takim czyms 12 razy umrzec, bo na przestrzeni kilku dni tyle razy przekraczylem dawke smiertelna ;)))) Tak dla informacji odnosnie tego eksperymentu mam 36 lat i waze jakies 78kg - jako orientacja w dawkowaniu. Do takich dawek dotarlem powoli, jakies 3-4 tygodnie zwiekszac, zaczynajac gdzies od 30 dziennie. Zeby ulatwic przyswajanie tego (nie musiec gryzc wszystkiego zebami, bo to duzo roboty przy takiej ilosci), dobrze dziala mlynek do kawy. Mieli sie ziarna, okolo 15-20 za jednym razem, az zupelnie zamienia sie w lepki proszek. To trzeba wyskrobac lyzeczka do filizanki, dolac wody, tylko tyle zeby sie zamienilo w zawiesine (na 1-2 lyki) i wypic. Potem szybko popic czysta woda, bo smak rewelacyjny nie jest. To mozna robic co 2-3 godziny, czyli jakies 4-5 razy dziennie. Skutecznie przyjmuje sie w ten sposob duza dawke, porownywalna z tabletkami, za ulamek tej ceny i bez drastycznych efektow. Kolejna rzecza na ktora natrafilem jest pasta z pestek, aplikowana miejscowo w rejonie guza, pod lekkim opatrunkiem. To juz wiem tylko z relacji netowych, ale sprobowac nie zaszkodzi. Tak samo zmielone pestki miesza sie z niewielka iloscia oleju lnianego (takiego jak w diecie dr. Budwig ktora tez jest bardzo ciekawa) i powstala gesta paste naklada w rejonie zmiany. Sam olej przywraca gospodarke energetyczna ciala (dr Budwig okladala obloznie chorych przescieradlami nasaczonymi tym olejem i nierzadko samo to przynosilo poprawe), a do spolki z amigdalina - wiadomo. Amigdalina w naturalny sposob obniza tez cisnienie krwi, co dla jednych jest dobre dla innych mniej. Ostatnia sprawa to najskuteczniejsze i najmniej objawow ubocznych maja zastrzyki z tej substancji. Najtrudniej je zdobyc i sa najdrozsze. Jednak jest wiele anglojezycznych relacji w sieci w ktorych podobnie jak Pani, ludzie dziela sie historiami kompletnych wyleczen, wylacznie przy uzyciu pestek polaczonych z mniej lub bardziej radykalna dieta. Szalenie wazna rzecza jest wola, ma ogromny wplyw i chociaz tej Pani nie brakuje, to polecam ksiazke ktora naukowo wyjasnia jak to dziala. Ze wszechswiat jest jednoscia, polaczona szczegolnym polem, nieskonczenie szybko reagujacym na wszystko co sie w nim dzieje. Intencje, zamiary, zyczenia, mysli maja realny wplyw na to co nas spotyka. Tutaj link do tej ksiazki: http://www.dobreksiazki.pl/b12587-pole-w-poszukiwaniu-tajemniczej-sily-wszechswiata.htm Jako ze moj ojciec jest wykladowca fizyki na uniwersytecie, zapewniam Pania ze to co w tej ksiazce jest napisane to nie zadne ezoteryczne banialuki, tylko faktycznie nauka obecnie zajmuje sie zrozumieniem naszego zwiazku z rzeczywistoscia i wiele odkryc na ten temat jest absolutnie rewolucyjnych (np. czas niekoniecznie musi plynac do przodu, rzeczy moga byc w kilku miejscach na raz, mozna widziec cudzymi oczami czy zmieniac sila woli wyniki prob losowych itd. To wszystko wynika z wlasciwosci materii a nie z czarow czy urojen) Co do samych terapii, przemyslu i stopnia dezinformacji, to tak po prostu dziala kapitalizm. O tym bardzo duzo mowi Griffin w tej prezentacji, nie wiem czy obejrzala ja Pani, tam sa napisy po polsku, jej jest az 9 czesci, trzeba klikac kolejne linki z boku ekranu jak sie konczy kolejna. Wielki kapital znajduje taki punkt rownowagi w ktorym najwiecej zarabia. Z biegiem czasu jest w stanie wylobbowac w cholere wszelkie humanitarne regulacje, sfalszowac badania i stworzyc legislacje chroniaca jego interesy, wlacznie z zakazaniem pod byle pretekstem wszystkiego co im zagraza (stad w USA jest zakaz nie tylko sprzedawania pestek, ale nawet uprawy drzew gorzkich migdalow (!) ). Ale nie ma co sie poddawac temu terorowi, tylko oddolnie, dokladnie tak jak Pani robi, informowac ludzi o tym co jest mozliwe czy co pomaga a co nie. Laczyc sie w dobrej intencji, nie myslec o rzeczach zlych. Tylko tak mozna pokonac zarowno chorobe, jak i zmienic intencje wielkiej finansjery, bo w koncu na dobrych rzeczach tez moglaby zarabiac. trzymam kciuki i zycze zdrowia, prosze tez przekazac moje wyrazy uznania dla Pani meza, to wielki czlowiek. (podpis)

Obiecane wiadomości - cz. 3

Jolanta, 28 maj 2010

Pani Jolu, Oczywiscie, prosze swobodnie umiescic moje przemyslenia, ja nie bardzo mialem czas to zrobic bo jestem dosc mocno zajety. Jednak wolalbym zachowac anonimowosc, tzn. bez uzywania maila czy danych personalnych. Wynika to z mojej checi szerzenia tej wiedzy bez zadnych przesladowan ze strony moich bylych pracodawcow, jednego z wielkich koncernow farmaceutycznych. Od razu zastrzege tez ze wiedza ktora tu podaje nie pochodzi z mojej bylej pracy, lecz z moich wlasnych badan w tej dziedzinie. Nie mam rowniez wyksztalcenia w tym kierunku, bo pracujac w farmacji zajmowalem stanowiska zwiazane z oblsuga informatyczna, bazami danych, ewidencjonowaniem wynikow badan, jednak bez wnikania w ich zawartosc itp. Takze chce zeby bylo jasne jako kto wypowiadam sie w tych sprawach - zwykly czlowiek ktory straciwszy bliska osobe czul ze cos jest nie tak w sprawie terapii nowotworow, nie zaden ekspert w dziedzinie biochemii czy medycyny. To podejrzenie do spolki z moimi pozniejszymi dzialaniami na rynkach finansowych spowodowaly odkrycie calej tej paskudnej konspiracji. Co do Pani badan, to mam nadzieje ze to nic powaznego. Ja w ogole troche wychodze z zalozenia ze wole nie wiedziec o tym co dokladnie gdzie mam w ciele. Owszem, wsluchiwac sie w organizm, jesli przeczuwam ze cos jest nie tak, dzialac aby to sie zmienilo, duzo wiedziec o zdrowiu i jak ono dziala. Ale ciagle badania itp. to zycie w ciaglym strachu ze a noz cos gdzies rosnie. Az wreszcie mozna to sobie urosnac od samego myslenia. Rozumiem doskonale ze Pani sytuacja jest inna, bo problem powstal i trzeba sobie z nim radzic. Ale strach jest bardzo zlym doradca. Tak czy inaczej, zycze sukcesu i radze naprawde przyjrzec sie tym pestkom, bo to jest bardzo silna trutka na komorki nowotworowe, prosta w dzialaniu, wytlumaczalna niezbyt skomplikowana reakcja chemiczna. Warto tez podczas jedzenia pestek jesc duzo swiezych ananasow - zawieraja enzymy rozpuszczajace bialka otaczajace zmiany nowotworowe. Bialka te chronia guza przed naszym wlasnym systemem odpornosciowym. Enzymy te sa podobne do tych ktore naturalnie produkuje trzustka i sa bardzo cenne w walce z ta choroba. Dlatego nie warto jesc miesa, gdyz wowczas organizm zuzywa wiecej trzustkowego enzymu na trawienie bialka w miesie. Wowczas we krwi nie ma go wystarczajacej ilosci aby rozpuscic bialka chroniace guza przed atakiem normalnego systemu odpornosciowego. pozdrawiam mocno i prosze sie nie poddawac, bez wzgledu na badania. (podpis usunięty)

Obiecane wiadomości - cz. 4 (dzisiejsze)

Jolanta, 28 maj 2010

Brzmi jak "jest Pani zdrowa" :) Ja naprawde bym sie na Pani miejscu tak mocno nie martwil badaniami tylko robil wszystko co w Pani mocy zeby sobie pomoc, tak jak do teraz. Mocno sie trzeba wsluchiwac w organizm, on caly czas komunikuje czego mu potrzeba a czego nie. Czasem ma tez szkodliwe kaprysy, wtedy trzeba jak z dzieckiem, deliktanie ale stanowczo odmowic. A same badania czesto pokazuja rozne rzeczy, na korzysc, na niekorzysc itp. Czesc z nich tez jest dosc szkodliwa, np. biopsja narusza guza i powoduje ze zaczyna sie on "goic" w miejscu uszkodzenia. Czesc komorek moze sie tez wtedy oderwac i spowodowac wtorne ognisko. Kolejne dosc grozne badanie to PET scan gdzie wypija sie jakies promieniotworcze swinstwo. Po kilku takich badaniach zdrowy czlowiek moze sie rozchorowac. Calkowicie bezpieczne jest USG i rezonans magnetyczny. Wazne zebysmy trwali konskekwentnie na wybranej drodze i nie dali sie zmanipulowac czyjejs chciwosci, bo ta odbiera rozum. powodzenia i milego w-endu (podpis usunięty)

Cieszę sie,że ktoś w końcu o tym pisze
Iwona, 28 maj 2010

Dużo czasu poświęciłam na czytanie odnośnie witaminy B17 i niestety powyższe wiadomości potwierdzają moją wiedzę na ten temat.Pisze niestety ,ponieważ straszne jest to ,ze pieniądz rządzi światem.Firmy farmaceutyczne dążą wyłącznie do pomnożenia zysków.Im więcej chorych przewlekle tym lepiej.Tym większe pieniądze idą na leczenie.Jestem przerażona tym jak emeryci wydają na leki(które są mało skuteczne lub w ogóle )połowę swoich niewielkich dochodów,zamiast cieszyć się życiem,podróżami i robieniem tego na co nie miało się wcześniej czasu. Pani Jolu wierzę,że idzie Pani dobrą drogą. Wielu członkom mojej rodziny nie było dane dotrzeć do tej wiedzy.Wielu zmarło mając 40 lat.Nie jestem tu przypadkiem .Mnie też to dotknęło ale chyba ,ktoś czuwał nade mną.Dodam,ze nigdy nie poddałam się medycynie konwencjonalnej(zbyt dużo porażek w tej kwestii) Myślę,że nic nie dzieje się bez przyczyny ale to już odrębny i trochę intymny temat jak dla mnie. Życzę zdrowia i wytrwałości.Jest Pani osobą,która daje ludziom nadzieję. Pozdrawiam Iwona
Odp: Zaczęłam stosować metodę dr Ashkara i dr Gersona - Tak trzymaj!

Ewa, 29 maj 2010

Witam Pani Jolu w piękny sobotni poranek:)
I od rana tyle radości - świeci słońce, jest ciepło, zapowiada się piękny dzień, moja średnia córcia ma imieniny - Magdalena, a tu jeszcze takie wspaniałe wieści od Pani!!
Bardzo się cieszę i gratuluję, i Pani, i Pani Mężowi:)
Oby już tylko takie i jeszcze lepsze wiadomości zamieszczała Pani na tym forum:)
Bardzo mnie też poruszyła wypowiedź tego młodego człowieka, bardzo dziękuję, że Pani ją dla nas zamieściła. O wit. B17 słyszałam, choć od niedawna wiem, że tak się nazywa. Kiedyś przez jakiś czas mieszkałam w Armenii, a nie wiem, czy wiecie jest to kraj moreli. Tak pysznych, aromatycznych moreli jak w Armenii nie ma chyba nigdzie. I wtedy dziwiło mnie to, że Ormianie nie wyrzucają pestek moreli, tylko je zbierają, a jedzą tych owoców w sezonie ogromne ilości, potem łupią jak orzechy, zdejmują ciemną otoczkę i zjadają białe migdałowe jądro. Ja słyszałam, że w pestkach jest właśnie cyjanek i  miałam opory. Ale jak spróbowałam i stwierdziłam, że ziarko moreli jest b. dobre w smaku, też tak zaczęłam robić i robię nadal, gdy mam okazję "dorwać "się do moreli. Mam też zwyczaj rozgryzania pestek jabłek i połykania ich, choć nie wiedziałam o ich działaniu.
W poniedziałek lecę właśnie na 10 dni do Armenii i już żałuję, że to jeszcze nie jest sezon moreli. Jak znajdę więcej czasu to napiszę coś na temat chemioterapii z doświadczeń mojej ciotki po mastektomii.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wspaniałego weekendu :)
Ewa

Jolanta, 29 maj 2010

Pani Ewo! Pani zawsze pisze ciepło i z sercem. To bardzo miłe - dziękuję. Oczywiście, że przekażę pozdrowienia. W imieniu Panów również dziękuję. Teraz przede mną jeszcze środa, ważny dzień - USG piersi! Jestem bardzo ciekawa! Ciekawość to podobno pierwszy stopień do piekła, ale ja mam nadzieję, że od tego piekła powoli się oddalam. Z górki na pazurki.... Dzisiaj mam sympatyczny dzień. Po południu mam spotkanie z Joanną, kobietą ogromnego serca - wolontariuszką, która jakiś czas temu odezwała się do mnie na Forum. Z okazji Dnia Dziecka organizowana jest parada u nas w Warszawie na Nowym Świecie. Ona w niej uczestniczy, daje wiele radości chorym dzieciom i nawet w rozmowie telefonicznej wyczuwa się wielkie pokłady ludzkiej życzliwości. Proszę zauważyć, jak to w życiu jest! Zachorowałam na raka, sami Państwo wiecie, że bardzo poważną chorobę, tym bardziej, że mam najwyższy stopień złośliwości. Ale "dzięki" chorobie zyskałam i ciągle jeszcze zyskuję dużą ilość ludzi życzliwych, o wielkim sercu i dobroci. Zyskuję przyjaciół! Jest to coś czego NIKT mi nie odbierze i za co z całego serca dziękuję. A Pani, Pani Ewo! Życzę udanego wypoczynku i szczęśliwej podróży. Bardzo Pani zazdroszczę! Proszę odezwać się po powrocie! Pozdrawiam - Jola

NAJNOWSZE BADANIA USG!!!
Jolanta, 2 czerwiec 2010

Witam! W tej chwili wróciliśmy z badania USG piersi. Mój wynik: ... " w piersi prawej na godz. 11 nieregularny nieostro ograniczony guzek mieszany ok. 13/10 mm, z cieniem akustycznym - w usg obraz tu mal. Innych zmian ogniskowych nie stwierdzam. Węzły chłonne pachowe niepowiększone..." Ostatnio wpisywali mi trochę więcej, aby za wcześnie się nie cieszyć, biorę pod uwagę błąd pomiarowy, to jedno jest pewne: NIE ROŚNIE!!!!!!!!!! I to dzisiaj najmilsza wiadomość! Chyba moja przyjaźń z Ashkarem i Gersonem to już na lata! Pozdr. Jolanta

Dorota, 2 czerwiec 2010

Czytam o Pani walce od samego poczatku i ani przez moment nie watpilam ze ja Pani wygra.Rak nie ma z Pania i Pani wspanialym mezem zadnych szans.Sledze to forum poniewaz ja tez nie ufam konwencjonalnej medycynie i staram sie trzymac z daleka bo nigdy mi jeszcze skutecznie nie pomogla.Od kilku lat za to interesuje sie naturalnymi metodami leczenia i staram sie je stosowac.I musze powiedziec ze to naprawde dziala.Wyzbylam sie wielu dolegliwosci a nazbieralo sie kilka przez te 45 lat.Bardzo sie ciesze z Pani osiagniec i zycze dalszych.Pozdrawiam.Dorota.

Jolanta, 3 czerwiec 2010

Czy wygram? Cały czas mam nadzieję! Zawsze byłam optymistką. Na razie jeszcze siłujemy się z tym stworem. Teraz przynajmniej mam czarno na białym jaką klikę stanowią lekarze. Jak idę do zupełnie innej kliniki na badania i nie mówię prawdy gdy pytają mnie o ostatnie badanie, tylko mówię, że w listopadzie robiłam mammografię i coś tam się pokazało, ale zapomniałam wziąć ze sobą prześwietlenia, to szukają i ... znajdują. Oceniają wg tego co widzą. Jak pokazałam raz przez badaniem biopsję, to mi ponaciągał do jej wyniku. Na załączonej fotografii jest znacznie mniejszy niż w opisie. Ale przecież wg nich nie może maleć, więc trzeba potwierdzać to co wcześniej już wykazało. To okropne, gdy walczy się o każdy milimetr! Nigdy już nie pójdę dwa razy do tej samej kliniki, ponieważ przy obecnej komputeryzacji, nawet przy zmianie lekarza, już na wejściu mają moją wcześniejszą historię! To okropne i potwornie nieuczciwe! Płacę za badanie i mam prawo oczekiwać uczciwości, a nie potwierdzenia tego co inny lekarz napisał. Kolejna sprawa nikomu już nie mówię, że zmieniłam sposób odżywiania! Jak raz powiedziałam, że moja dieta opiera się wyłącznie na owocach i warzywach bio to pani doktor tak się zaczęła drzeć i wyzywać od idiotek, że w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, że sobie wypraszam. To moja sprawa i proszę nie krzyczeć tylko robić to za co Pani płacę! Ale i tak była nieprzyjemna do końca. To jest nasza polska medycyna, ta jedyna i prawdziwa. Aż robi się niedobrze. Nigdy nie miałam z lekarzami tyle do czynienia co w ostatnich miesiącach i dopiero teraz wiem co są warci. Wszyscy krzyczą jak mało zarabiają, a ja wiem ile kosztuje każda wizyta, a kolejki są długie. Wiem też, że w każdym zawodzie są różni ludzie i nie można generalizować, ale ja na takiego z prawdziwego zdarzenia jeszcze nie trafiłam. To tylko w "Leśnej Górze" przejmują się pacjentem! Dlatego od dawna już jego nie oglądam, bo to nudne i naciągane. Jedno wiem, że "mój" stwór przy całej swojej złośliwości przez okres 6,5 miesiąca nie urósł. Wyniki są dobre i ... walczymy dalej. Ja i mój mąż! Bo to w większości jego zasługa. Proszę jeszcze pamiętać jedno! Nikogo nie namawiam na odejście od medycyny konwencjonalnej, bo to każdego indywidualna sprawa, ja tylko na bieżąco opisuję moją walkę z rakiem. Jeżeli nie macie Państwo możliwości stosowania kompleksowego leczenia, jak w moim przypadku, nie stosujcie tego. Dieta Gersona bez lewatyw, jest niemożliwa do stosowania. Aby soki nie "rozwaliły" Wam wątroby, musicie stosować jedną lewatywę z kawy na trzy szklanki soku.!!! Pracując czy nie mając nikogo do pomocy, nie dacie rady. Proszę w ogóle nie zaczynać. Są inne diety, każdy ma prawo wybrać, a ja mogę coś podpowiedzieć. Im więcej w tym siedzę, tym szerzej otwierają mi się oczy! i więcej wiem! I będę polemizować z każdym kto powie, że podstawą zdrowia nie jest dieta! Bo jest! Tylko bardzo ciężko nam się do niej dostosować, bo człowiek jest i wygodny i łakomy! Sama to wiem z własnego doświadczenia! Nieraz trzeba aby coś nami tąpnęło, abyśmy zobaczyli to w innym świetle. Stąd też wzięło się powiedzenie, że "jesteśmy tym co jemy", ale to prawda. Mam też nadzieję, że coraz więcej osób szuka sposobu na dłuższe i zdrowsze życie. I CHWAŁA BOGU... Pozdrawiam - Jolanta

trzymam kciuki Pani Jolu
bebilo333, 3 czerwiec 2010

Dzien dobry pani Jolu, mam nadzieje ze dalej Pani bedzie sie czula dobrze itu chcialbym napisac pare slow na temat tych pestek morelii wit.17.otoz jak napisala pani Ewa wyzej istnieja pare odmian moreli: jedne maja slodkie pestki i mozna je jesc jak migdaly i oni prawdopodobnie nie maja tego leczniczego efektu.Inny odmiany moreli maja pestki gorzkie i wydaje mi sie ze ty sa najlepszy jesli Amigdalina decyduje o gorzkosci tych pestek. ty gorzkie jadra tych pestek tez sie je ale, po uprzednim ich moczeniu w wodzie. woda ta wymienia sie codziennie jeden raz gdyz gorycz z jadra moreli przychodzi do wody. po 7 do 10 dni jadra ty traca swoja gorycz i staja sie jadalne. I tu mi sie wydaje ze mozna wypic te wode z dnia na dzien? Pani Jolu wysylam moje serdeczny pozdrowienia i zycze duzo zdrowia i wytrwalosci dla Pani i pani meza.

super
Jacek, 6 czerwiec 2010

Miło czytać tu o Pani zwycięstwach i poczynionch krokach naprzód. "w piersi prawej na godz. 11 nieregularny nieostro ograniczony guzek mieszany ok. 13/10 mm" nieregularny znaczy ,że jego najwiekszy obwód to wlasnie 13/10 a reszta jest jeszcze mniejsza , znika w oczach!!! to jest naprawdę duży sukces,oby starczyło sił!!! ale tego jestem pewny.Teraz jest na pewno łatwiej,przyzwyczaila się Pani do surowej diety i zmiany ogólnych przyzwyczajeń więc wyleczenie musi być w 100%.tylko determinacja i nieustępliwość się liczy !!!!Naprawdę wiele lat szukałem po internecie opisów walki z rakiem dzieki tym metodom ...ale jakoś nie umiałem znaleść, teraz mam dowód ,że to naprawdę działa..trzeba tylko stosować sie w 100% do zaleceń a to naprawdę cieżka,codzienna niewygodna praca.99,9999% ludzi rezygnuje w połowie drogi,tu potrzeba niesamowitej wytrwałościi wiedzy i uparcia ponad wszystko.Ale najważniejsze ,że metoda działa ,zdrowia i dalszego zapału do walki dla Pani i Męża.Jacek
Odp: Zaczęłam stosować metodę dr Ashkara i dr Gersona - Tak trzymaj!

Ewa, 11 czerwiec 2010

Witam serdecznie :)
Pani Jolu, wróciłam z Armenii - było REWELACYJNIE !!!
Oczywiście szybciutko weszłam na Pani stronę i bardzo się ucieszyłam z wiadomości, jakie Pani zamieściła. Gratuluję! Bardzo, bardzo się cieszę i jestem pewna, że od tej pory będą już tylko dobre nowiny :)
Jak znajdę trochę wolnego czasu, prześlę Pani kilka zdjęć z mojej podróży. Ciekawa jestem jak Pani znosi te straszne upały? Na szczęście od niedzieli ma być trochę chłodniej. Pozdrawiam i życzę wspaniałego weekendu!
Ewa

Trzymam kciuki Pani Jolu
bebilo333, 14 czerwiec 2010

Trzymamy kcuiki Pani Jolu ale prosze sie odezwac. Pani posty zaczynaja nam brakowac. Pewnie Pani ma kolejna dobra wiadomosc! pozdrawiam.

Ewa, 14 czerwiec 2010

Obiecałam napisać o "przygodzie" mojej ciotki z onkologią, więc zabieram się do roboty :)
W 1997 r wykryto u niej guzek w lewej piersi, miała wtedy 55 lat. Po wszystkich badaniach, biopsji stwierdzono, że to nowotwór złośliwy i wyznaczono szybko termin operacji. W lipcu w szpitalu na Wawelskiej usunięto jej całą pierś i węzły chłonne. Po badaniu histopatologicznym okazało się, że nie musi poddawać się chemioterapii. Moja ciotka regularnie robiła badania i wszystko było w porządku ... do 2009 roku:(
Na wiosnę wyczuła jakiś guzek w prawej piersi, szybko - badania, które wykazały: nowotwór złośliwy i znowu operacja w tym samym szpitalu, nawet ta sama pani dr operowała i znowu latem. Ciotce usunięto drugą pierś i węzły chłonne. Po pierwszej operacji dośc szybko doszła do siebie, rana ładnie się zagoiła. Tym razem było dużo gorzej. Ciocia źle się czuła, rana paskudziła się, wszystko bolało, jednym słowem: masakra. Pani dr też nie była juz taka miła, jak za pierwszym razem. No i naznaczono ciotce chemioterapię w postaci jakichś tabletek, które miała łykac każdego dnia. Moja ciotka b. źle się czuła po tych lekach, ciągle była rozdrażniona, wybuchowa, zaczęły wypadać włosy i jak się okazało po badaniu USG, w macicy zaczął sie zbierać jakiś płyn, co b. zaniepokoiło lekarzy. Chemioterapeutka zleciła zmianę leku. Ciocia zaczęła przyjmować te nowe tabletki i zaczął się koszmar - jeszcze gorszy niż poprzednio. Wpadła w depresję, miała myśli samobjcze, w domu była nie do zniesienia. Co prawda ilość płynu w macicy zaczęła się zmniejszać.
W międzyczasie moja ciocia w codziennej warszawskiej gazecie natknęła się na informację o jakimś uzdrowicielu - bioenergoterapeucie(nie pamiętam nazwiska, jeśli ktoś będzie zainteresowany, to zapytam ciotkę), który przyjmuje w Warszawie, w pobliżu pl. Unii Lubelskiej. Zdesperowana, zapisała się na wizytę. Na pierwszą wizytę pojechałyśmy z nią razem z moją siostrą. W poczekalni siedziało kilka osób. Kiedy nadeszła kolej na ciocię, weszła do gabinetu b. zdenerwowana. Wizyta trwała długo, ok. godziny. Ciotka wyszła z gabinetu w lepszym nastroju i podbudowana na duchu. Mówiła, że czuła mrowienie, drżenie, gorąco, gdy uzdrowiciel rzesuwał dłońmi wzdłuż jej ciała(nie dotykał jej), a potem strząsał dłonie, jakby zrzucał z nich jakiś negatywny materiał. Przeprowadził z nią dokładny wywiad, powiedział, że nie zna leku, który ciocia bierze, ale sprawdzi jego właściwości, no i zapisał ją na kolejną wizytę. To było pod koniec marca. Od tego czasu ciocia odwiedza go co tydzień we wtorki, a teraz wizyty będą rzadsze, raz na 2 tyg. potem może raz na miesiąc. Muszę jeszcze dodać, że po pierwszej wizycie u tego"magika" ciocia sama zdecydowała, że nie będzie brała chemii i odstawiła tabletki. Czuje się b. dobrze, minęła depresja, ma wreszcie chęć do życia, jest dużo silniejsza i wierzy w wyzdrowienie. Lekarzowi na Wawelskiej oświadczyła, że nie będzie brać tych tabletek, bo by wylądowała w psychiatryku, albo by sobie coś zrobiła. W międzyczasie wyczytała w internecie, że te tabletki już kilka lat temu zostały wycofane w Europie Zach. i w USA, a u nas nadal są testowane. Ciocia powiedziała, że nie będzie dłużej królikiem doświadczalnym. Nie wiem, czy ten bioenergoterapeuta rzeczywiście ma zdolności uzdrawiające, wiem jedno: wizyty u niego wróciły wiarę w wyzdrowienie mojej ciotce, a wiara,jak wszyscy wiemy, czyni cuda.
Gdyby nadal stosowała się do zaleceń onkologów i chemioterapeutów, którzy na jej rozpaczliwe prośby o jakiś inny środek na jej dolegliwości, tylko rozkładali ręce i mówili, że nic innego już nie ma, na pewno byłaby w opłakanym stanie, zniechęcona do życia i uprzykszająca życie domownikom z powodu depresji. Regularnie robi wszystkie potrzebne badania, odmówiła jedynie chemii.
Zastanawia mnie również fakt, dlaczego za pierwszym razem usunięto jej całą pierś i węzły chłonne, a nie zastosowano chemioterapii? Być może wtedy można było tylko wyłuskać guzek? Lekarze tak bardzo lubią kroić ludzi, a może czasami wystarczyłaby mniej drastyczna operacja?
Co o tym sądzicie? Gdyby ktoś się zainteresował, to nazwy tych leków, które podawano ciotce mogę się od niej dowiedzieć. W ulotkach do tych leków były podane skutki uboczne, które mogą one wywoływać  u pacjentów i było ich bardzo dużo. Moja ciotka podkreśliła te, które zaobserwowała u siebie, to gdy zobaczyłam tę ulotkę, to byłam przerażona, bo zakreślone było 80%.
Pozdrawiam, Ewa

Jolanta, 14 czerwiec 2010

Mam wiele wiadomości, robiłam nowe badania podstawowe i byłam na kolejnej wizycie u Pani dr u Ojców Bonifratrów. Badania ogólnie są w normie, trochę ponad normę cholesterol. Co jest bardzo dziwne, jak poprzednio "normalnie" się odżywiałam, to zawsze był w normie, a jak przeszłam na dietę Gersona to ciągle mam podwyższony, jednak z każdym badaniem ta nadwyżka spada. Mąż długo szukał po internecie i dowiedział się to, co później potwierdziła nam Pani Doktor tłumaczą, że ten, który gromadził się latami, teraz "schodzi", organizm się oczyszcza i wyrzuca stare złogi. Moje milczenie również spowodowane było tym, że mam coś nowego, co mnie absorbuje. ZDROWIE I PIENIĄDZE! Trzy tygodnie temu moja koleżanka z Chicago, która również ma raka piersi i jest po chemii mówiła mi, że jej lekarz poradził sprowadzenie z Kanady IMMUNOCOL-u. Jest to preparat bio, w 100% naturalny, wyprodukowany z serwatki mleka krowiego, (białko serwatkowe o maksymalnej bioaktywności, zawiera mniej niż 1% tłuszczu i laktozy), który w najnowszej edycji plebiscytu “Laur Konsumenta” został przez ankietowanych wyróżniony tytułem Odkrycie Roku 2009 - spowalniający procesy starzenia i profilaktyce chorób, którego skuteczność potwierdzają liczne badania kliniczne, ponad 80 tysięcy prac naukowych oraz 77 patentów w 28 krajach w tym Unii Europejskiej. Jego działanie jest niesamowite dla każdego człowieka od narodzin do końca. Stosuje się go praktycznie przy każdej chorobie i profilaktycznie dla osób zdrowych, a więc dla każdego. Ona go sprowadziła i .... efekty odczuwała praktycznie już po krótkim czasie. Twierdzą, że jest to naturalna chemia. Radziła mi abym zamówiła go jak najszybciej. Ja obiecałam Jej, że poszukam po internecie i poczytam na ten temat. I ku mojemu zaskoczeniu kilka dni temu osoba bardzo kompetentna, moja znajoma z Niemiec, która od wielu lat zajmuje się wszystkim co dotyczy zdrowia, poinformowała mnie, że na naszym rynku pokazał się nowy produkt IMMUNOCAl, który będzie rozprowadzany w sieci dystrybutorów. CZY TO ZBIEG OKOLICZNOŚCI? Możliwe, ale ja niekoniecznie w to wierzę. Pisze, że u jej małej córeczki, która ma cukrzycę I stopnia po trzech tygodniach stosowania z 12 dawek insuliny zmniejszyła do 2-3. Była w szoku! W czwartek było organizowane spotkanie w tej sprawie, na które pojechaliśmy z mężem. Ja, nastawiona w połowie pozytywnie w połowie nieufnie (czyli nie do końca przekonana), ale mój mąż całkowicie nastawiony nieufnie, ponieważ wiele rzeczy kupujemy i podejrzewał, że jest to kolejny produkt jakich wiele na naszym rynku. Spotkanie prowadził Doktor z Firmy, który przyleciał do Polski aby opowiedzieć o tym preparacie i jego właściwościach, człowiek, który pracuje nad badaniami na ten temat od kilkunastu lat, czyli osoba bardzo kompetentna. Co ja zauważyłam w czasie wykładu? Mój mąż coraz bardziej się przekonywał (przedstawiano nam wyniki badań), a w czasie przerwy indywidualnie rozmawiał na ten temat i jak Pan Doktor ustawił mi dawkowanie, od razu usiadł przy stole i wyliczył potrzebną mi ilość saszetek na trzy miesiące. Dostaliśmy materiały i w formie ulotek i w formie e-mailowej. Ludzie pytali o różne choroby i dawkowanie, każdemu Pan Doktor tłumaczył co i jak. Dlaczego jest to takie dobre? Postaram się wytłumaczyć to tak "łopatologicznie". Kiedy rodzimy się, jest to czas, kiedy praktycznie wszystko jest w normie. Z latami dobre tracimy a nabywamy złe. Skąd wiele chorób. Przy zastosowaniu tego preparatu każda komórka naszego organizmu odbudowuje się, a wszystkie śmieci zalegające w nas są usuwane. Badania przeprowadzane najpierw na myszach i te którym go podawali nie chorowały i żyły znacznie dłużej niż pozostałe. Zaczęli podawać ludziom i efekty są rewelacyjne. Teraz u nas w domu jest tak, że mąż od razu chciał to zamówić w hurtowej ilości a ja chcę dopiero za 2-3 tygodnie. Dlaczego? Czy nie wierzę w jego działanie? WIERZĘ!! I bardzo bym chciała, ale mam tyle różnych specyfików, które niedługo kończę, a chciałabym w tym czasie z niczym go nie łączyć, ponieważ wówczas będzie to najlepszym dowodem, że działa. Była kobieta, która w kilka tygodni pozbyła się reumatoidalnego zapalenia stawów, która brała sterydy i ... wyła z bólu. Teraz jest zdrowa. Ale ona jeszcze poznała preparat w USA. Co najciekawsze jest on refundowany pacjentom w USA. Dużo by mówić, JESTEM POD JEGO OGROMNYM WRAŻENIEM! Chcę zacząć go brać i działać. Jest to dla mnie super i jako pacjenta i jako osoby, która może zarobić dodatkowe pieniążki. Dla siebie będę kupować taniej, a firma udostępni mi swój sklep, gdzie każdy sam sobie zamówi, a ja dostanę prowizję. Nikogo nie namawiam na droższe ceny, każdy kupując taniej na potrzeby swoje i swojej rodziny też może zarobić lub być tylko klientem i kupować ze zniżką. Oczywiście można również sprzedawać po cenie detalicznej. Teraz jest on w niektórych aptekach lub sklepach ze zdrową żywnością, ale od września oni już nie będą mogli zaopatrywać się bezpośrednio w firmie tylko podpisując umowę dystrybucyjną z kimś z nas. Dlatego nie pisałam wiele, gdyż mam inny "ból głowy". Bardzo mnie to pasjonuje! Jeżeli ktoś chciałby zapoznać się z preparatem wyślę więcej informacji [email protected] Proszę pamiętać, że nie chodzi tu tylko o reklamę produktu, ale głównie o zdrowie. Jest to temat na którym skupiam się od kilku miesięcy. Dlatego uważam, że jeżeli chodzi o mnie to i produkt i możliwość zarobienia, pojawił się w najlepszym momencie. PANI EWO!! Bardzo się cieszę, że wyjazd się udał (ale tego byłam pewna) i ... czekam na obiecane zdjęcia. Pozdrawiam - Jolanta

Jolanta, 14 czerwiec 2010

Pani Ewo! Pisałam w czasie gdy Pani robiła nowy wpis. Mnie Profesor kazał przez 2 tygodnie brać 8 saszetek dziennie, przez następne 2 - po 6 i później 4 aż do wyleczenia. BĘDĘ JE BRAŁA!!! Proszę nie myśleć, że chodzi mi o zarobek, bo wiem że tak to może wyglądać, ale dla mnie nr 1 jest zdrowie, dlatego też zdecydowała się na prowadzenie tego Forum i opisywanie na bieżąco swojego przypadku. Odsłanianiu nieraz bardzo intymnych spraw, ale robiłam i robię to dalej bezinteresownie. A że przy okazji możemy zarobić, chociażby na preparat, to jest tylko to co zarobiły by na nas apteki. Tym bardziej, że polecam podpisanie umowy z firmą i każdy kupuje ze zniżką. CIOCI ŻYCZĘ DUŻO ZDROWIA I CHĘTNIE SPOTKAŁABYM SIĘ OSOBIŚCIE I Z PANIĄ I Z CIOCIĄ! Miłego dnia!

Ewa, 15 czerwiec 2010

Dzień dobry, Pani Jolu :)
A ponieważ dzisiaj Jolanty obchodzą iswoje mieniny, podejrzewam, że to również Pani święto :)
Z tej okazji życzę Pani wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim zdrowia i DUŻO radości oraz wytrwałości w walce, jaką Pani podjęła, a która na pewno zakończy się sukcesem. Życzę Pani tego z całego serca i cały czas trzymam kciuki.
Przesyłam moc uścisków i pozdrawiam serdecznie :) Ewa

Jolanta, 15 czerwiec 2010

Bardzo dziękuję za pamięć i życzenia. Miałam sporo telefonów i wiadomością i cały dzień szybciutko uciekł. Dopiero teraz na chwilkę usiadłam do komputera, ale zaraz mam lewatywę i mąż mi wyłączy komputer. Bardzo mnie pilnuje, szczególnie ostatnio jak usłyszał od Pana Doktora z firmy Immunocal, że każdy człowiek musi spać 9,5 a nie 8 jak błędnie nam podają, to jeszcze bardziej tego przestrzega. Tylko, że ja jestem człowiekiem żyjącym i ciężko mi tak długo spać. Ja lubię ruch! Zdjęcia obejrzałam, serdecznie dziękuję - są prześliczne, Pani też. Odpiszę na adres prywatny! Jeszcze raz dziękuję za pamięć i życzę miłej nocy. Pozdrawiam - Jolanta

Jolanta, 21 czerwiec 2010

Dzisiaj kupiliśmy duży zapas Immunocalu i od jutra zaczynam brać w dużej, uderzeniowej dawce. Jesteśmy bardzo ciekawi efektów tej "naturalnej chemii" jak mówią niektórzy. Jesteśmy pełni nadziei i wiary w jego skuteczność. Mojej znajomej z Chicago bardzo pomógł, więc dlaczego nie mnie.... Pozdr. Jolanta

Jolanta, 23 czerwiec 2010

Od wczoraj biorę Immunocal! Jestem pełna nadziei, zobaczymy! Na razie "robię" za królika doświadczalnego!

Ewa, 24 czerwiec 2010

Witam, p. Jolu :)
Ciekawa jestem jak się Pani czuje biorąc nowy specyfik, czy jeszcze za wcześnie na jakieś odczucia? Mam nadzieję, że to dobra decyzja, która przyspieszy proces powrotu do pełnego zdrowia.
Pozdrawiam serdecznie i życzę nam wszystkim błękitnego nieba i słoneczka,
wreszcie !
Ewa :)

Barbara, 13 lipiec 2010

Byłam na spotkaniu z dr.Ashkarem i mam książkę z dr. autografem.Dr. na spotkaniu zalecał usunięcie raka operacyjnie i nie brać chemii tylko stosować metodę NIA. Żeby zlikwidować ognisko raka to trwa długo i organizm dużo musi się napracować by go zlikwidować- a gdy operacyjnie raka usunie się, to organizm ma łatwiej oczyścić się do końca(to są słowa dr.które słyszałam na spotkaniu).Nie wiem czy należy stosować metodę NIA razem z dietą(przestawienie organizmu na inne żywienie też go osłabia- a przecież energii najwięcej daje Nam spożywanie mięsa). Ale na innym forum można uzyskać odpowiedź od dr.Ashkara-bo taką czytałam. Ja nie mam raka, ale bóle kręgosłupa i rwa kulszowa(obie nogi)nękały mnie od 30 lat, po tygodniu stosowania metody NIA ustąpił ból kolan a obecnie kręgosłup już nie dokucza - tabletek już nie biorę od stycznia br. Pozdrawiam i życzę wszystkim zdrowia.

teresa, 18 lipiec 2010

Serdecznie pozdrawiam! Droga Pani Jolu! Jak się Pani czuje? Mam Przyjaciółkę, która zaczęła stosowac metodę dr Gersona. Właśnie przesłałam jej wiadomośc o tej stronie. Życzę zdrowia.

Niepokoj
Gopi, 20 lipiec 2010

Szanowna Pani Jolu. Przecztalam Pani blog i Pani walke z choroba-jestem pod ogromnym wrazeniem. Mieszkam w Londynie, a moj maz choruje na gruczolaka pecherza moczowego i prawde mowiac nie chce slyszec o naturalnej metodzie leczenia. Ja natomiast jestem Pani zwolenniczka i mimo, ze na nic nie choruje to zamierzam odzywiac sie w sposob naturalny, chociaz jeszcze nie wiem w jakim stopniu moge wykorzystac obie metody. Moze to jest dobry pomysl na poprawienie jakosci zycia.Czekam z niecierpliwoscia na Pani dalszy kometarz. Bardzo serdecznie pozdrawiam Pania i Pani meza. Gopi z Londynu

Jolanta, 25 lipiec 2010

U mnie zaszły pewne zmiany, mam nadzieję, że na lepsze - więc proszę się nie niepokoić, a jednocześnie nie chcę wszystkich mi życzliwych "trzymać" w niepewności. Jednak w związku z tym, że ciągle mój blog na Bochenii był mocno zanieczyszczany śmieciami i ważne wiadomości w nich "ginęły" założyłam swój niezależny blog i niedługo Państwu podam link do niego. Tam też znajdziecie Państwo wiele nowych, ważnych informacji związanych z moją chorobą, bieżących wyników i sposobów, które stosuję. Z jakim skutkiem? Tam będzie wszystko uzupełnione. Za kłopot, który wynikł nie z mojej winy - serdecznie przepraszam. Proszę tylko o jeszcze odrobinę cierpliwości. Pozdrawiam wszystkich cieplutko - Jolanta

Metoda ANRY
JolaL, 28 lipiec 2010

Witam, Mam raka piersi,wykryty w kwietni br.Stosuje bioenergoterapię,Pau de Arco , Vilcacorę witaminę C / naturalną - można zjadać nawet 3 g a nawet trzeba/,zmielone pestki moreli.czekam na ANRY, które zamówiłam,bo po zapoznaniu się z materiałami i publikacjami na temat jego wynalazcy wierzę,że rak jest grzybem-pasożytem z rodziny Penicilium. Wraz ze stosowaniem Anry będę nadal brała moje suplementy/vilcacora jest detoksykanten i wit.C również.Oprócz tego odkryłam bardzo silny detoksykant jagodę liofilizowaną ACAI z Brazylii.Ma silne właściwości oczyszczające z toksyn a zarazem bogatą gamę składników odżywiających komórki i wzmacniających układ odpornościowy.W świecie otrzymała miano pożywieniem XXI wieku.Zakupiłam ja bezpośrednio od importera .Po tygodniu stosowania już czuję się wzmocniona i mam więcej energii.Zarówno Acai jak i Vilcacora będę neutralizować toksyny z rozpadających się komórek rakowych i w ten sposób wspomagając wątrobę. Zapomniałam napisać o ważnej rzeczy - od maja stosuję metodę NIA -czuję się dobrze i moja noga również, mimo że od czasu do czasu trochę boli,ale po 2,3 dniach przestaje.Sączy się z niej cały czas.Mimo rany chodzę w sukienkach a gdy znajomi pytają co mi się stało odpowiadam dosłownie " zrobiłam sobie dziurę" i już więcej nie pytają.Pozdrawiam serdecznie.

odtruwanie wątroby
alla salute, 29 lipiec 2010

Kochana Jolu, podziwiam Twój zapał i wolę walki, tak trzymać! Czy mogłabym poprosić o sprecyzowanie metody odtruwania wątroby, nie mogę znaleźć tych informacji na stronie paramed.waw.pl, którą podałaś, a bardzo mi na tym zależy. Wiem, że to podstawa walki z rakiem. Pozdrawiam ciepło.

Piotr, 9 sierpień 2010

Witam Panią Serdecznie!
Dzisiaj znalazłem opis Pani wzmagań i bardzo ciesze się, że ma Pani tyle zacięcia i chęci dzielić się tym z innymi i do samej walki z"tym złem"! Szukałem wiarygodnego źródła kogoś kto stosuje Gersona i lepszej osoby od Pani :) chyba znaleźć w sieci nie można! Pani walka trwa już sporo czasu z tego co wyczytałem i rozumiem, że nie zdecydowała się Pani na ostateczność czym jest operacja! Czytałem, że wyniki też się Pani polepszyły -szczerze gratuluje! Mam nadzieje, że naprawdę jest wszystko OK i tego Pani życzę. Pisałem do Pani dziś meila, skończyłem czytać forum i chce pogratulować Pani na łamach "publicznych" za wytrwałość! Pytanie, które muszę zadać, bo będziemy z tatą walczyli o życie mamy, czy metoda Gersona działa?? przy długim stosowaniu w końcu ma chodzić o to aby ten rak wymierał i umarł-ON! czy u Pani ten "gnojek" jest mniejszy? może go już nie ma? -a tego Pani życzę! :)

Jolanta, 10 sierpień 2010

Witam! Odpowiedziałam na Pana e-maila, proszę zajrzeć do skrzynki. A o Mamę proszę walczyć ze wszystkich sił, ja w czym będę mogła pomóc - POMOGĘ!!! Pozdrawiam - Jolanta
Witam!

Joanna, 10 sierpień 2010

Witam serdecznie, Strasznie się cieszę, że znalazłam Pani blog i mam nadzieję, że Pani mi pomoże, bo cholerni lekarze już liczą dni do końca mojemu tacie. Ojciec ma wielokomórkowego raka płuc. Na operacje się nie nadawał i dostał dwie różne chemie, które nic nie pomogły. O Metodzie Dr Ashkara tato dowiedział się od Pani z apteki zielarskiej, bo już szukał wszędzie możliwych sposobów. Stosuje tą metodę od marca tego roku i niestety Jego stan się pogarsza. Mieliśmy nawet osobiste spotkanie z Dr Ashkarem dwa miesiące temu jak był w Polsce pełni nadziei, że metoda ta jest w 100% skuteczna. Dziś tato był na USG brzucha, bo czuje się coraz gorzej bez leków przeciwbólowych ani rusz i w ciągu dwóch miesięcy schudł 14 kilo. USG wykazało niezliczone ilości guzów w tym największy 5 cm, a miał tylko lekkie zmiany na wątrobie. Nie wiemy co robić, Ashkar nie pomaga. I zastanawiam się, czy ta chemia po prostu go teraz nie zabija. Proszę o jakąkolwiek pomoc, bo już tracimy nadzieję. Tato się załamuje, a do tej pory trzymała go przy życiu tylko i wyłącznie ta metoda, jak widać nie jest skuteczna. Tylko pytanie dlaczego skoro niby tylu ludzi przeżyło... Pozdrawiam i życzę dalszej wytrwałości!!! Joanna

Jolanta, 10 sierpień 2010

Proszę o pilny kontakt ze mną pod adres e-mailowy [email protected] Nie mamy na co czekać, postaram się pomóc. Pozdrawiam - Jolanta

Podziwiam i pozdrawiam!
AgataN, 17 sierpień 2010

Witam! Pani Jolu, bardzo serdecznie pozdrawiam i życzę zdrowia i wytrwałości. 8 lat temu moja Mama zmarła na raka szyjki macicy. Mimo kontroli, badań cytologicznych i ciągłych wizyt u lekarza, nie "udało" się zdiagnozować choroby. Gdy okazało się,że to rak, było za późno. Ja osobiście kontroluję się u dwóch, trzech lekarzy równolegle - badania cytologiczne co pół roku. W tym miesiącu będę się szczepić. Pamietam ile wysiłku, pieniędzy i nerwów potrzeba, by się leczyć, dlatego trzymam baaaardzo mocno za Panią kciuki. I WIERZĘ, że pokona Pani tego dziada. Tak Trzymać! Agata.

sun, 17 sierpień 2010

Witam i serdecznie pozdrawiam. Widzę, że nawet w alternatywnych metodach leczenia powinno się łączyć metody aby efekt był trwały i skuteczny. Mam książkę napisaną przez Hedi Masafret (mam nadzieję, że nie pomyliłem nazwiska i imienia), w której opisuje ona bardzo dobre wyniki leczenia m. in. nowotworów przez masaż receptorów stóp z równoczesnym masażem punktów limfatycznych. Do tego oczywiście odpowiednia dieta. Masaż receptorów można stosować oczywiście także profilaktycznie. Myślę, że byłby on doskonałym uzupełnieniem metod stosowanych przez Panią. Życzę wytrwałości i zdrowia.

nowotwor a naturalne metody leczenia
Markra, 17 sierpień 2010

Witam wszystkich! Jestem zafascynowana, że są ludzie u nas co stosują naturalne metody odtruwania organizmu i ...nie pozwalaja się kroic i wykonczac przez onkologie, ktoa jest biznesem na wiele miliardow dolarow miesiecznie (wiecej filmy Teapia Gersona, Na surowo, itp.). Sytuacja jest taka, że całe spoleczenstwo jest trute zywnoscia, zwł. mieso (te zwierzeta sa karmione pasza GMO i sa nienaturalnie traktowane w "produkcji"), mleko krowie i jego produkty, sztuczne produkty jak biała mąka, biały cukier, biała sól, wszelki dodatki chemiczne dodawane do zywnosci, zywnosc przetworzona, pryskanie warzyw i owocow oraz woda do picia, ma serwowane przez rzady i wojska powietrze z Chemitralsem, wszystkie leki chemiczne, szczepionki, stresy, komorki, zycie w betonie, itd... Nasze zdrowie jest celowo osłabiane by korpoacje i koncerny mialy pieniadze, a rzad mial nas pod kontrola... Szczerze wierze, ze David Icke i inni prezentuja nam prawde, lecz to ludzie nie chca jej zobaczyc, ze pozwalaja by fukncjonowalo to co mamy jako "norme"... Piszcie wiecej, skad zdobywacie bio owoce i warzywa, i inne podukty, ktore sa podrobkami a ktore nie, jak owoce noni... Ciesze sie, ze Jola ma oparcie w bliskich, i miewa sie lepiej, oby trzymala sie tak wciaz i profilaktycznie męza wciagnela w ten styl zycia... Mnostwo teraz dzieci ma raka, widac skutki manipulacji ludzmi i ich niewiedze jak powinno sie zyc... a dzieci sa nic nie winne, sa zdane totalnie na doroslych, czesto onkologow co wcale nie wykluczaja im klasycznych metod "leczenia" nowotworu... Powinno sie publikowac nazwiska lekarzy ktorzy maja udzial w wyzdrowieniu pacjentow powyzej 5 lat po chemioterapii i nazwiska ich z iloscia osb "nieudanych" terapii... byłoby to uczciwe dla nas... i byłyby to dowody ze to jest skuteczne a to nie! nieprawdaz?

Jolanta, 25 sierpień 2010

Mam nadzieję, że zaglądacie Państwo na to Forum. Była długa przerwa spowodowana jakimiś uszkodzeniami technicznymi, ale mam nadzieję że to już ostatni raz. Widzę nowe wpisy, więc ktoś jeszcze o mnie pamięta, za co serdecznie dziękuję. Teraz już będę pisać na bieżąco, ponieważ chciałam stąd "uciec" ze względu na częste problemy techniczne ale przy takiej sympatii z Państwa strony i zapewnieniu administratora, że to były sprawy siły wyższej - zostaję. Dzisiaj już jest późno i jestem zmęczona, więc napiszę tylko kilka słów. Od dwóch miesięcy stosuję Immunocal w bardzo dużej dawce, najpierw 8, później 6 a teraz 4 saszetki dziennie. Czuję się rewelacyjnie, mam dużo siły, doskonałe samopoczucie i podobno, jak mówią moi lekarze medycyny naturalnej - jestem jego najlepszą reklamą, ponieważ jeszcze takiego rakowca jak ja nie widzieli. A ja... mogę góry przenosić. Mój mąż jest zaskoczony, on wieczorem ledwie nogi ciągnie na górę (oczywiście żartuję), a ja, jak on mówi: jeszcze drzwi z futryną bym wyjęła. Ale taka prawda! Warzywa, owoce - od 6 stycznia nie miałam żadnego odstępstwa od diety Gersona + Ashkar + różne suplementy i od dwóch miesięcy Immunocal. Niedługo będę robić badania. Później chcę jeszcze coś włączyć, już mam w domu, jestem na etapie czytania książki o tym, ale jeszcze nie chcę pisać co to jest, ponieważ nigdy niczego nie polecam czego sama nie próbuję. Jest wiele osób mi życzliwych i wiele niekoniecznie, ale ja piszę wyłącznie dla tych pierwszych, więc nikogo nie chcę zawieźć i polecać czegoś do czego nie mam przekonania. Ale to jeszcze trochę, jeszcze chwila i napiszę bez względu na efekty. Na razie wszystkim, których zainteresował Immunocal podaję stronę www.zdrowie-uroda.waw.pl lub www.rak-mojawalka.pl Tam znajdziecie państwo wiele wiadomości na jego temat oraz informacje jak można kupować go taniej. Ostatnio rozmawiałam z lekarzem medycyny naturalnej, który kupował dużą ilość dla swoich pacjentów i mówił mi, że studiował angielskojęzyczne strony dla lekarzy o nim i nie ma drugiego takiego secyfiku, który by tak odbudowywał wątrobę. Powtarzam to co usłyszałam od Niego. Proszę o ciągłe zaglądanie na to Forum, już na bieżąco możemy wymieniać swoje doświadczenia.

chciałabym pomóc koleżance
gosiek, 30 sierpień 2010

witam pani Jolu.Jak większość osób tu zaglądających podziwiam pani determinację w zwalczaniu choróbska co więcej jestem przekonana o wygranej na pani korzyść.Ma pani cudownego męża,który panią bardzo kocha.Ta stronę znalazłam dopiero w sobotę.Szukałam kogoś kto rzeczywiscie stosuję te metody,że nie są to książkowe banialuki.W tej chwili nie choruję jakoś poważnie chociaż różnie bywało.Uratowała mnie kochana pani Jagoda z Bydgoszczy,która stosuje oczyszczanie organizmu metodą dr Jonasza.oczyszczam się prawie 2lata.Gdyby nie to,to kto wie czy nie spotkałby mnie podobny los.Myslę,że to był ostatni dzwonek bo nie daleko czasem od dolegliwości do czekoś znacznie gorszego.Interesuje się ogólnie zdrowym trybem życia,wciąż udoskonalam to co już osiągnęłam wraz z moją rodzinką.Dodatkowo stosujemy odżwianie zgodne z grupą krwi,które ma na celu zredukowanie zatrucia organizmu i zapobieganie ewentualnych przyszłch zachorowań.Mąż i ja bardzo sobie chwalimy ten rodzaj jedzenia chociaz zdażają się nam przeszkody.Muszę sie pochwalić,że rownież mam cudownie kochającego męża,którego cierpliwosć,miłosć i wyrozumialość wiele mi pomogła.W zeszłym roku mój teść zmarł na raka trzustki.Długo nie dopuszczał myśli o chorobie i nie chciał się leczyć,w końcu gdy udało nam się go nakłonić praktycznie bylo za pózno.Chociaż może wszystko potoczyłoby sie inaczej gdybyśmy znali te metody?Usunęli mu prawie całą trzustkę,dwunastnicę ale okazało się,że zaatakowana była głowną żyła wątrobowa.początkowo czuł się dobrze do tego mieliśmy leki sprowadzane z Johanesburga RBT,odpowiednie suplementy ,ph basic,AKaktywny tlen i wiele innych. Pewnego dnia oznajmił,ze ma dość walki i ciągu 2mcy było po wszystkim.Mąż nie mógł po tym dojść do siebie.Stąd wzmożone wysiłki by chronić nas,jego przed podobnym losem.Praktycznie godzi się na wszystko co uznam za dobre i skuteczne.Drugim powodem mojego zaiteresowania jest to,że mam dwie znajome które chorują na raka i są po chemioterapi więc próbuje jakoś je wspomóc.Ta strona jest na tyle obszerna,że mam nadzieję.że będzie w stanie wlać w nie trochę nadzieii i optymizmu.pozdrawiam i życze dalszej wytrwałosci.gosia

Jolanta, 30 sierpień 2010

Jak zawsze dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają. To miłe, jak ktoś czyta to czym chcę się dzielić. Ja zawsze i chętnie!! Jak czytam o kimś kto docenia zdrowie gdy jeszcze je ma, to podziwiam. Ja taka nie byłam. Zawsze wydawało mi się, że jestem super zdrowa, że wszyscy na około tylko nie ja... Zawsze wszystkie wyniki badań miałam doskonałe. Ale okazało się, że tak nie jest, że to świństwo sobie rosło i miało się dobrze. Ale to tak bywa chyba u każdego, dobrze jeszcze że dorwałam go gdy był w fazie początkowej. Ale za to złośliwiec jakich mało! Cały czas walczymy, osiem miesięcy soków, lewatyw (których potwornie się bałam), suplementów, lekarzy i różnych dziwnych rzeczy. Moje życie stanęło na głowie. Nie skarżę się, inni mają jeszcze gorzej. Wielu rakowcom pomagam, kontaktujemy się i często są to osoby bardzo chore, samotne, porzucone przez wszystkich i co oni mają powiedzieć? Nieraz płaczę nad ich losem, ale jak mogę im pomóc? Często mieszkają na drugim końcu Polski, są biedni i bezradni. Wsparcie w najbliższych to największy skarb i nie zamieniłabym tego na żadne góry złota. Czy pieniądze dają szczęście? Oczywiście każdemu są potrzebne a w chorobie w dużej ilości, bez nich i chorować ciężko, ale chyba najgorsza jest samotność. Życie pisze swoje scenariusze, ale jeżeli jest jeszcze czas budujmy swoje życie osobiste. Zawsze śmiałam się do męża, że jak ma mnie to będzie komu ziółka mu parzyć, a nie wiedziałam że role się odwrócą. Jutro przede mną bardzo ważny dzień. Po ponad dwóch miesiącach idę robić badania kontrolne. Nie wiem co wykażą i jak to wszystko przebiega u mnie. Sama jestem bardzo ciekawa. Ale to na jutro. Dzisiaj trzeci dzień mój mąż stosuje terapię mms. Czy ktoś stosował lub słyszał o niej? Ma bardzo skrajne reakcje, ale czytałam całą książkę i jestem optymistycznie nastawiona. Jak wczoraj czuł się tragicznie i okupował toaletę z miską na kolanach to się spytał czy czasami nie chcę go otruć! Powiedziałam, że nie, bo drugiego takiego co mi to wszystko będzie robił szybko nie znajdę!! hihihihihi Mąż zaczął w piątek po południu (rano robił wszystkie badania) i jutro jedzie ze mną i również chce je powtórzyć - kolejna moja ciekawość! Ja miałam brać od jutra po badaniach, aby wiedzieć jak zadziałał na mnie Immunocal, ale teraz chyba nie zacznę, ponieważ okazało się, że mms i Immunocal to przeciwności i nie mogą być stosowane razem. MMS to oksydant - BARDZO SILNY, a Immunocal to Antyoksydant - również BARDZO SILNY! Zobaczymy jakie mąż będzie miał jutro wyniki. Jeżeli chcecie poczytać książkę o mms lub zapoznać się z kropelkami to proszę zajrzeć na stronę www.vita.natura24.pl Tam zamawiałam i książkę i kropelki i aktywator - cały zestaw, podobno to rewelacja! Tak słyszałam od kilku osób. Cena też nie jest wysoka, ponieważ przy profilaktyce buteleczka kropli mms starcza na 2 lata, a przy chorobach na pół roku! Także jutro wypuszczamy się, aby zaszaleć z Panią "wampirzycą" lubiącą cudzą krew! Ciekawi mnie i to co u mnie i to co u męża. W końcu trzeba się brać za siebie, a w tym wypadku za męża, bo ja to już osiem miesięcy, a on nie stosował niczego. A tak nie można. Pozdrawiam i ... trzymajcie kciuki za dzień jutrzejszy!

Napisane przez Jolanta, 31 sierpień 2010

Dzisiaj miałam zwariowany dzień i jestem "padnięta" więc napiszę więcej jutro, teraz tylko podzielę się moją radością w dużym skrócie. Dzisiaj robiłam USG piersi i jamy brzusznej. Jak wykryli u mnie raka podczas badania mammograficznego 16 listopada miał 15 mm, 8 grudnia (czyli za trzy tygodnie) miał już 18 mm. Dieta Gersona powstrzymała jego rozwój i ustabilizowała. Później był trochę mniejszy. Od dwóch miesięcy biorę duże dawki Immunocalu, o którym wielokrotnie pisałam i dzisiaj ma 7 x 7 x 11 mm !!!!!!!! OGROMNY SUKCES!!!!!!!!!!!! Pan doktor powtarzał cały czas - niewiarygodne, niemożliwe, niewiarygodne, niemożliwe......... A ja mało nie pękłam z dumy i radości, mąż też. Od razu u tego samego lekarza robiłam USG jamy brzusznej - w lutym było wątroba powiększona i mocno otłuszczona (piszę z pamięci więc może coś źle określiłam), a dzisiaj .... wątroba w normie i nie ma otłuszczenia!!!!!!!!!! Mówili mi, że jest to jedyny preparat regenerujący i odbudowujący wątrobę (a przy okazji wszystko), ale sama chciałam się przekonać. Jestem dumna, obdzwoniłam dzisiaj wszystkich i ... Pan doktor zakupił Immunocal i kilka osób (czytaj lekarzy), u których w międzyczasie się leczyłam, tym bardziej, że jest bardzo duża promocja cenowa. Ja też dzisiaj dokupiłam spory zapas! To niesamowite jak on działa, do tej pory mogłam mówić na podstawie różnych osób, które znam a od dzisiaj mogę pokazać swoje wyniki badań każdemu kto chce się przekonać!!!!! Idę spać, jutro mogę poskanować wyniki - dla wszystkich niedowiarków!!!! Dla nocnych marków więcej wiadomości na www.zdrowie-uroda.waw.pl

To wspaniale!
Dorota, 1 wrzesień 2010

Pani Jolu,to cudowna wiadomosc.Ja caly czas czytam to forum i bylam wrecz nieszczesliwa ze bylo tu tak cicho.Tak jak juz kiedys pisalam ani przez moment nie watpilam ze Pani ze swoim wspanialym mezem "zalatwi"tego drania.Ja jestem najbardziej pod wrazeniem dzialania diety Gersona,bo czytalam na jakims forum ze ludzie wyleczyli sie dzieki niej z raka i innych nieuleczalnych chorob.Pani jest dla mnie najlepszym przykladem jej dzialania.Ja "przez" Pania chcialabym jej sprobowac,profilaktycznie,zeby zapobiec chorobie poki czas.Ciesze sie wraz z Pania i zycze wytrwalosci i calkowitego wyzdrowienia.Pozdrawiam.

Antyoksydanty?
Mirosław, 1 wrzesień 2010

Pani Jolu mam pytanie? czy Jagoda Acai jest w proszku czy w soku jeśli w proszku to jak ją stosować i czy rzeczywiście jest tak skuteczna jak sie pisze ?

Jolanta, 1 wrzesień 2010

Kolejne miłe wpisy - dziękuję. Dzisiaj odebrałam wyniki badań krwi to wszyscy są w szoku - białych ciałek mam 9,36!!!! To niesamowite u rakowców! Badania doskonałe. Jak znajdę chwilkę to je zeskanuję, ale teraz mam urwanie głowy, ponieważ od piątku do niedzieli będziemy z Immunocalem na Targach Medycyny Naturalnej. Dowiedziałam się dzisiaj, że mamy taką możliwość, więc robiłam plakaty, jutro mnóstwo jeszcze innych spraw z tym związanych. Lubię jak się coś dzieje więc to zmęczenie też lubię. Co do jagody acai to piłam sok w butelkach, ale moim zdaniem nie spełnia oczekiwań, chociaż w proszku też brałam. Nawet później zorientowałam się, że Gerson zabrania owoców jagodowych przy raku. Ja mam swoje sprawdzone metody, ale jeżeli ma Pan ochotę brać jagodę to też można. Nieraz trzeba wypróbować na sobie. Według mnie to podstawą jest terapia Gersona, suplementy i Immunocal. Proszę mi wierzyć, że nie piszę dla reklamy, ale tyle ile ja mam pozytywnych wiadomości od zaprzyjaźnionych rakowców, to w głowie się nie mieści, a przecież to dopiero krótki okres czasu jak możemy go polecać. Takie jak moje wyniki lub jeszcze lepsze mają różne osoby. Ja im wierzyłam ale chciałam przekonać się na sobie! Czekaliśmy z mężem na nie z niecierpliwością przez dwa miesiące, teraz każdemu mogę pokazać różnicę i nikt mnie nie przekona, że szkoda pieniędzy. ZDROWIE JEST BEZCENNE!

gratulacje!
gosiek, 2 wrzesień 2010

Gratuluję wspaniałych wyników!Gdy to wszystko czytam to dosłownie mam ciary.Cieszę i ze względu na panią i iinych niedowiarków.Mam nadzieję,że teraz chociaż zastanowią się i sami spróbują!Pisałam ostatnio o moich dwóch chorych koleżankach,które nie mówiły nie ale przekonane nie były.Być może był to wynik zmęczenia ciągłą walką.Zabieram się własnie i zamierzam każdą odwiedzić i jeśli będzie trzeba zmusić do dalszego wysiłku.Trzeba walczyć!!!! Pani Jolu a gdzie można nabyć ten cudowny Immonocal i jaki jest mc koszt jego stosowania?pozdrawiam i cieszę się z panią

Ewa, 2 wrzesień 2010

Serdeczne pozdrowienia dla Pani Joli i jej wyjątkowego męża.
Jest Pani cudownym ciepłym życzliwym człowiekiem.

Jola2, 3 wrzesień 2010

Dzień dobry wszystkim i Panu Mirkowi
pytał Pan o jagodę Acai ,bo to ja a nie Pani Jolanta pisała o niej - mała pomyłka.Ja też niestety walczę z rakiem piersi od kwietnia br.I tak jak Pani Jolanta stosuję różne metody niekonwencjonalne,które skutkują / guz nie rosnie /.Oprócz cieciorki i vilcacory stosuje od miesiąca cudowną Jagodę Acai Liofilizowaną.Jest to odkrycie XXI wieku - jagoda posiada najwięcej antyoksydantów ze wszystkich do tej pory przebadanych roślin.Wymiata toksyny z organizmu i neutralizuje wolne rodniki,posiada Kwas Ellagowy,cystynę i argininę działające silnie przeciwnowotworowo.Tylko uwaga!! wielu jest oszustów handlujacych Acai na Allegro y Ebay jagodą suszoną w wysokich tempretarurach z dodatkiem maltodekstryny.Ta jagoda nadaje sie tylko do produkcji kosmetyków.Natomiast Acai liofilizowana zawiera 96-98% składników naturalnej jagody i jest skondensowana 7:1 / z 7 kilo jagody uzyskuje się 1 kg liofilizowanej/.Znalazłambezposredniego importera Acai liofilizowanej z Brazylii.Firma sprawdzona - posiada certyfikaty i pozwolenia. Acai świetnie współgra z cieciorką -podwójne oczyszczanie.Poza tym zauważyłam,że mam wiecej siły i jestem bardziej wytrzymała.W przyszła środę idę na USG .Napiszę o wynikach.Pozdrawiam wszystkich walczących.Jola2

Mirosław, 3 wrzesień 2010

Witam panie Jolanty . Dziękuję za informacje jak o Acai tak i o immunocalu :) Immunocal rewelacja lecz nie na moją kieszeń Obie panie spisujecie sie na medal życzę wytrwałości w walce z rakiem Mirosław z chorą żoną . Ps ciecierzyca rzeczywiście działa ale to może żonę namówię aby z wami popisała ostropest plamisty

gosiek, 5 wrzesień 2010

Witam wszystkich.Panie Mirku po obejrzeniu i po relacjach innych osób jesteem przekonana,że Immunocal jest rewelacyjny

Jolanta, 5 wrzesień 2010

Immunocal zawiera jako jedyny cysteinę wiązaną, jest to wyciąg z serwatki z mleka. Jest to opatentowane 80 patentami, jest ponad 80 tysięcy prac naukowych na jego temat, jako jedyny suplement diety na świecie przeszedł trzy fazy badań klinicznych również na ludziach, dlatego zawsze będzie mógł być sprzedawany w aptece oraz w USA i Kanadzie jest wpisany do księgi leków oraz refundowany przez kasę chorych.

Jacek, 11 wrzesień 2010

witam Pani Jolu,gratuluje sukcesów,wiedziałem od początku ,że muszą przyjść przy takiej dozie optymizmu,wiary i konsekwencji w stosowaniu metod naturalnych.Zycze zdrowia i wytrwałości,teraz już z górni bo wie Pani ,że to dziala

Jolanta, 12 wrzesień 2010

Pan jest moim "dobrym duszkiem" od samego początku. Dziękuję za wiarę we mnie i miłe słowa! Ja ciągle jeszcze walczę i wiem, że walka jeszcze będzie długa i burzliwa. W ciągu tych miesięcy stosowałam terapię Gersona i metodę Ashkara oraz ciągle poszukiwałam czegoś co będzie "mocnym uderzeniem". Dzięki zaprzyjaźnionej lekarz medycyny naturalnej z Niemiec - znalazłam. Jestem Jej za to bardzo wdzięczna. Wszyscy polecali mi całą masę różnych "cudownych specyfików". Kupowałam, stosowałam i... tylko wydawaliśmy z mężem pieniądze, które spokojnie można było wyrzucić za okno. Do tego nie wiem jak odbijały się na moim zdrowiu. Bo przecież nie od razu wszystko można przewidzieć. Ale jak to mówią - tonący brzytwy się chwyta. Ja, a właściwie my też się chwytaliśmy. Teraz już nie - znaleźliśmy. Humor, siła i wiara w przyszłość - mocno mi dopisuje czego wszystkim życzę!
W związku z bardzo dużą ilością zapytań o Immunocal i stosowanie go w profilaktyce, pragnę poinformować, że zawsze powinno się zapobiegać niż leczyć. Profilaktyka jest znacznie tańsza i skuteczniejsza niż późniejsze leczenie. To ja stosuję duże dawki ze względu na moją chorobę, jednak moja cała rodzina go pije. Córka w ciąży, wnuczki (ponieważ w przedszkolu ciągle są jakieś infekcje), Mama (ponieważ im człowiek starszy tym bardziej potrzebuje, zięć i mąż (ze względu na syndrom chronicznego zmęczenia, a mąż jeszcze dodatkowo przy drobnych dolegliwościach). Tak więc jak Państwo widzicie moi najbliżsi piją wszyscy. Nie ma osoby, której nie jest potrzebny. W miarę upływu lat tracimy go coraz więcej i jeżeli dbamy o zdrowie swoje i osób nam bliskich, powinniśmy go stosować. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z nas zaporą może być cena, ale mogę doradzić jak zrobić to aby była najniższa lub mielibyśmy go za darmo. Proszę pamiętać, że jeżeli jeszcze jest czas, zadbajmy o zdrowie, gdy jest już za późno oddalibyśmy wiele tylko nie zawsze mamy jeszcze tyle czasu aby coś podziałać. Immunocal jako produkt w 100% naturalny i naprawdę doskonały daje efekty, ale też nie z dnia na dzień. Ja w moim ciągle pierwszym okresie rozwoju raka dałam mu dwa miesiące i badania robiłam dopiero po tym okresie. Staram się być rozsądną i niczego nie przyspieszać, organizm musi nasycić się cysteiną i wytworzyć odpowiednią ilość glutationu. Inaczej procesy ozdrowieńcze nie nastąpią! To wszystko macie Państwo opisane w broszurce na stronie http://www.immunocal.waw.pl/GLUTATION.php (na dole strony o glutationie). Ja wcześniej o tym wszystkim nie wiedziałam, dopiero teraz oczy coraz szerzej mi się otwierają. Nie piszę o nim dla kaprysu, ale po to aby propagować ten doskonały produkt wszystkim, ponieważ efekty u osób, które go stosują są tak niesamowite, że nie chcę tych wiadomości zostawiać tylko dla siebie. Dlatego też, aby pomagać powstało to moje forum. Będę propagować wszystko do czego jestem w 100% przekonana i negować wszystko co wg mnie jest wyciąganiem pieniędzy.

bebilo333, 8 październik 2010

witam pani Jolu, pani pisala 3/9/10 ze za tydzien wybiera sie pani na kolejny USG i miala pani pisac co sie dzieje z rozmiarami guza piersi. czy pani moze cos pisac na ten temat? chyba od tamtago czasu cos w tym guzie sie zmienilo?! dzieki i zycze zdrowia.

Jolanta, 17 październik 2010

Ja chciałam, chcę i będę pomagać wszystkim kto tego potrzebuje i chce korzystać z mojego doświadczenia. Gersona stosuję i będę stosować do końca życia bo jest doskonały. Im dłużej stosuję i Gersona i Immunocal tym bardziej widzę ich doskonałość. Co do Ashkara to goję ranę. Gdy zaczęłam stosować Immunocal wycieki z rany się zwiększyły, to prawda, ale wg Ashkara po 2 miesiącach powinnam być oczyszczona a po pół roku - zdrowa i .... tak nie jest. Stosowałam 9 miesięcy i jakby nie Gerson i Immunocal to nie wiem czy dzisiaj bym pisała. Polecam ją jako pomoc przy innych terapiach ale nie zamiast. Jak wszyscy mi życzliwi wiedzą, próbowałam różnych metod, suplementów i specyfików. Wszystko co piszę jest oparte na prawdzie. Czuję się świetnie, badania są coraz lepsze i to jest najlepsza rekomendacja!

befago, 17 pa�dziernik 2010

Zupełnie przypadkiem trafiłem na Pani bloga szukając różnych informacji nt metod leczenia raka. Powiem szczerze - jestem pod wrażeniem odwagi. Wytrwałość jest naturalną konsekwencją pragnienia życia. Warto próbować, bo inni mogą na tym skorzystać i żyć. Wśród suplementów stosowanych w trakcie leczenia wymienia Pani m.in. MMS i B17. Czy może Pani coś więcej napisać ws tych preparatów? Może wśród Pani znajomych ktoś skutecznie stosował terapię opartą na MMS/B17? Będę wdzięczny za jakiekolwiek informacje. Oczywiście pozdrawiam i życzę zdrowia.

ariam, 8 listopad 2010

dzien dobry.... moze sie wtracam niepotrzebnie ale moze kogos zainteresuje i zacznie czytac i dowiadywac sie o amigdalinie jest sporo opracowan co do jej antynowotworowego dzialania ,ostatnio powiedzial mi o niej znajomy .... moze warto wlaczyc ja do codziennej diety? z zyczeniami zdrowia Maria

Lydia, 13 listopad 2010

Życzę całkowitego wyzdrowienia p. Jolu
Dwa miesiące temu dowiedziałam się, ze mam raka płuc z przerzutem do węzłów chłonnych. W miedzy czasie dowiedziałam się o metodzie Ashkara i od razu założyłam ciecierzyce. Szukałam dalej metod naturalnych, bo nie jestem przekonana do chemioterapii. Znalazłam rożne metody ale jakoś najbardziej przekonała mnie terapia Gersona. Prowadzę ja już od miesiąca i udało mi się kupić książkę.
Prawda, ze do prowadzenia terapii Gersona jest potrzebna pomoc, ale ja na razie jestem zdana na sporadyczna pomoc i daje sobie sama rade. Jeśli ktoś chciałby spróbować tej terapii a wstrzymuje się tylko dlatego ze nie ma nikogo do pomocy, to błąd. Jest ciężko, ale warto. Myślałam, ze tylko ja stosuje te dwie metody na raz i bardzo ucieszyłam się, trafiając na ten blog. Chciałam dodać, ze zjadam jeszcze 17 pestek z moreli dziennie.
Czekam z niecierpliwością na dalsze informacje o Pani zdrowiu :)
Pozdrawiam

Jolanta, 24 listopad 2010

Ja WSZYSTKO co piszę wypróbowuję na sobie i piszę WYŁĄCZNIE o mojej walce. Czy jest ona dobra czy zła? Prawidłowa czy nie? o tym możemy dyskutować, ale jeżeli coś mi nie pomaga - piszę o tym, jeżeli jest super - też się dzielę tą wiedzą. Jestem pełna uznania dla Pani. Mnie pomaga mój mąż i wiem jak bardzo jest zmęczony, a samej borykać się z tym wszystkim - to niemalże bohaterstwo. Musi Pani mieć i dużo wiary i determinacji - szczerze podziwiam. Dla takich osób jak Pani chce mi się pisać i utwierdza to mnie w przekonaniu, że to co zamierzałam od początku ma sens. Bardzo cieszę się, że mam przyjemność poznać osobę, która próbuje tych samych metod i będziemy mogły wymieniać się swoimi doświadczeniami. Proszę pisać, będę czekać z niecierpliwością. Pozdrawiam i życzę duuuuużo zdrowia i wytrwałości - Jolanta

Stanleyw, 24 listopad 2010

Myślę, Pani Jolanto, że chodzi o pomoc w poprawieniu komuś zdrowia, ale przede wszystkim o uratowanie komuś ŻYCIA, bo przecież chyba najczęściej zaglądają tu osoby które chorują na raka i informacje tu zawarte są dla nich bardzo, bardzo cenne. Proszę więc nadal pisać, bo bardzo dużo osób czeka na Pani dobre wieści, na Pani cenne uwagi, podzielenie się doświadczeniami itp.... To najbardziej "drogocenne" forum, jeśli chodzi o terapię Gersona i niech o tej cudownej terapii dowie się jak najwięcej osób jej potrzebujących..

Lydia, 25 listopad 2010

Bardzo sie ucieszyłam, ze w końcu Pani odpowiedziała. Ja niestety będę musiała przerwać terapie Gersona i zrobić sobie terapie Breussa. Niestety, terapia Gersona nie jest tania. Natomiast z tego co rozmawiam z przyjaciółmi, to terapie dr.Breussa stosowało sporo osób z ich rodzin i znajomych i żyją, chociaż lekarze nie dawali im już żadnych szans. Moze i mnie się uda. Oczywiście dalej mam cieciorkę i nie zamierzam tego przerwać.
Mam lekarza, który mnie wspiera i to jest bardzo dużo.
4 stycznia będę miała ponownie tomografie i jestem ciekawa co tam zobaczymy.
Lekarz dawał mi tylko rok życia... Ciekawe, co będę robiła za rok....
Pozdrawiam cieplutko.
ps.
P. Jolu
proszę wchodzić tu częściej i pisać o swoich działaniach a ignorantami się nie przejmować. Sa tu ludzie, dla których nawet takie posty są dużym wsparciem w tej walce o życie
Prawda-zawsze wyplynie

Jolanta, 15 stycznia 2011

Robiłam USG piersi oraz wszystkie badania krwi i moczu łącznie z markerami. Badania naprawdę są świetne. Od dłuższego czasu zbieram się aby jest zeskanować i tutaj dołączyć, ale albo zapominam, albo mi się nie chce, albo nie mam czasu. Jak się w końcu zmobilizuję to chętnie się nimi pochwalę. Bo jest warto! Bo czy może być coś bardziej wiarygodnego i sposób bezapelacyjny potwierdzającego słuszność obranej przeze mnie drogi? Przeszłam dopiero jej część, ale jak się postawiło pierwszy krok to....

Im dłużej nią idę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że był to najlepszy wybór z możliwych. Jest to moja droga i moja decyzja. Każdy sam musi ją podjąć, odpowiedzialność z tego tytułu jest zbyt duża. I kiedy wiele osób pyta mnie o radę, nigdy jej nie udzielam. Mówię, że mogę powiedzieć o sobie, co ja robię - ale nigdy za nich nie zadecyduję. Na to wszystko składa się cała masa różnych czynników.

Kasia, 3 luty 2011

Witam Panią bardzo serdecznie! Ja również mam raka, czerniak- przerzut do jednego węzła, pozostałe czyste.Również stosuję terapie Gersona od grudnia natomiast w pełni, czyli z suplementami, 12 soków od trzech dni. ja niestety od rana musze zrobić wszystko sama, 9 soków, posiłki, lewatywy a po 16 wraca mój chłopak który mi pomaga.W sumie to najgorzej z tymi sokami robić co godzine bo zupa gotowa, ;lewatywy praktycznie też bo wieczorem robie na cały dzień.Przydałaby się pomoc ale generalnie nie jest żle, już sie przyzwyczaiam.Dodam że mam dopiero 24 lata i juz muszę sie zmagać z tym choróbskiem. Ostatnio tzn od dwóch dni coś mnie głowa boli i co zaskakująca lewatywy nie pomagają...może z przemeczenia. Życzę powodzenia,wytrwałości i sukcesu który napewno zostanie osiągnięty!!!

Jolanta, 5 luty 2011

Pani Kasiu! W pierwszych słowach chciałam Pani pogratulować dobrego wyboru. Moim zdaniem, a u mnie dzisiaj mija 13 miesięcy, to jest jedno z najlepszych rozwiązań w tej chorobie. Odkąd pamiętam zawsze miałam bóle głowy i bardzo cieszyłam się, że w tej terapii - przeją. Niestety tak się nie stało! Mąż twierdzi, że to "wychodzą" toksyny i wszystko zależy ile kto miał tego świństwa w sobie. Ja chyba ogromne ilości. Teraz "robię" za królika doświadczalnego, ale o tym napiszę w innym terminie. W nocy - sen, a w dzień jestem "podłączona" do generatora Reifa (dzisiaj przez 11 godzin, a nocy mam na szyi hologram. Jestem zmęczona, więc nie mam siły dzisiaj pisać i nie wiem kiedy będę miała. Tak ma być przez 6 tygodni, później kontrola i... decyzja co dalej. Wiem, że testuje to urządzenie, ale nie mam nic przeciwko temu. Proszę poczytać http://www.igya.pl/polecana-literatura/troche-historii/276-raymond-rife-genialny-naukowiec.html Oprócz wody z dobrej jakości filtra, mąż do wszystkiego używa od kilku dni ozonatora i... zdziwilibyście się co z owoców i warzyw wychodzi. Pozdrawiam i życzę wytrwałości, bo to w tym wszystkim jest bardzo ważne - Jolanta

Jolanta, 6 lutego 2011

24 stycznia  rano pojechaliśmy z mężem do Krakowa. Po co? Moja przyjaciółka poleciła mi zrobienie pewnych badań. Okazuje się, że dzięki Gersonowi i Immunocalowi jestem w doskonałej kondycji. Ale jak to u każdego rakowca u mnie też trzeba troche naprawić. Wydruk moich "usterek" to ok. 1/3 strony podczas gdy u innych poważnie chorych jest to minimum 4 strony maczkiem. Na podstawie tego badania przygotowany dla mnie został hologram. Co to takiego?

Najskuteczniejsza i najszybsza na świecie metoda diagnostyczna pozwala na zastosowanie kompleksowej i nieinwazyjnej terapii wykorzystującej najnowsze światowe osiągnięcia i wiedzę z zakresu medycy informacyjnej i detoksykacyjnej, Informacyjnymi Nośnikami Holograficznymi. Każdy nośnik przygotowywany jest indywidualnie w zależności od wyniku badania diagnostycznego oraz kierunku terapii.
 

Po kilku dniach dostałam go i noszę na szyi. Za ok. 6 tygodni kontrola i wówczas będę wiedziała czy dalej mam go nosić czy już część została "naprawiona" i zrobią mi nowy. Dodatkowo na 1 dzień wypożyczono mi aparat typu zapper. Niestety tego typu są tylko 3 szt. w Polsce, więc i kolejka oczekujących jest dość duża. Po kilku dniach wypożyczono mi kolejny aparat (generator Rifa), który muszę używać przez ok. 6 tygodni. Jest to potwornie upierdliwe i niemożliwe do życia dla przeciętnego chorego. Rano i wieczorem włączam 2 godzinny specjalistyczny program, a w ciągu dnia, jak najwięcej program "zabijający" komórki rakowe. Dlaczego jest to tak potwornie uciążliwe? Generator ma dwie diody. Jedną z nich trzeba trzymać w dłoni a druga pod stopą. Zawsze na krzyż. Czyli prawa ręka z lewą nogą i odwrotnie.  Kończyny trzeba zmieniać. Aby fale lepiej mogły do mnie "docierać" kończyny muszę smarować żelem do USG. Program antyrakowy to 1 godzina. Dzisiaj jest trzeci dzień. Pierwszego używałam łącznie ok. 8 godzin, a wczoraj ok. 11! W nocy staram się spać, chociaż jak cały dzień się leży to i spać nie za bardzo się chce. Najważniejsze jest to, aby pamiętać, że w czasie gdy jestem "podłączona" do aparatu nie mogę mieć na szyi hologramu, ponieważ może się rozmagnesować. Jak na razie pamiętam, ale bardzo boję się, aby kiedyś nie zapomnieć, ponieważ może już być bezużyteczny. Wiem, że generalnie rakowcami nie chcą się zajmować, ponieważ jest to specyficzna, dość mocno obciążona grupa chorych. W czasie badania i w chwili gdy się żegnaliśmy kilkakrotnie słyszałam: "Pani Jolu, jakbym ja był tak poważnie chory jak Pani to w 100% robił bym to samo". Czyli i Gerson i Immunocal  (bardzo duże dawki - początkowo 8 saszetek, później 6 i krótko 4, a od kilku miesięcy ponownie 6 saszetek) sprawują się świetnie. Dodatkowe zalecenie jakie otrzymałam to codzienne zażywanie selenu helatu firmy, której produkty są trudno dostępne w aptekach, ale za to w 100% (jak on twierdził) przyswajalne. W kilku kolejnych w Warszawie usłyszałam, że nie mają i nawet w ich hurtowniach tez nie było. Z trudem znaleźliśmy w jednej aptece wysyłkowej. Byłam zdziwiona faktem, że muszę go zażywać, ponieważ badania krwi wskazywały, że mam go w wystarczającej ilości. Wytłumaczył mi, że muszę zwiększyć jego dawkę, aby skrócić okres chorobowy. Tego nie wiedziałam. 

Kilka dni temu byliśmy z mężem na Targach Medycyny Naturalnej i tam znowu niespodzianka. Robiono mi badania na "siły" obronne organizmu m.in. w chorobach układu krążeniowo-sercowego i nowotworowego. Skala na komputerze była od 10.000 (bardzo słaba) do 50.000 (bardzo mocna) i ja miałam..... 79.000!!!! Osoba, która mi je wykonywała była w szkoku, podobno jeszcze nigdy nie słyszeli o czymś takim. Wszystko to razem mocno mnie podbudowało.

Na targach zakupiliśmy ozonator. Teraz każde warzywo i owoc, które mąż mi podaje, po umyciu wrzucane jest to ozonowanej wody. Boże! Nie zdawałam sobie sprawy co w tej wodzie pływa. Z kilku główek sałaty "wyszło" mnóstwo mikroskopijnych robaczków, które się ruszały. Były mniejsze od grubości włosa i wyglądały jak pył, ale jak się im przyjrzeliśmy to się ruszały! Jak pomyślę sobie, że ja to wszystko jadłam to aż robi się niedobrze. Dodatkowo woda po każdej takiej partii owoców i warzyw jest innego koloru niż normalnie. Podobno wychodzi z nich wszystko co niepotrzebne. Nawet ekologiczne uprawy też nie są idealne. Np. powietrza nie zmienimy. Dlatego mężowi przybyło pracy, ponieważ wszystko co umyje "przefiltrowuje" ozonatorem. Kupiliśmy go w najlepszym wydaniu, ponieważ służy również do oczyszczania powietrza w domu. Włączony na 15 minut raz na 3 dni całkowicie usuwa np. roztocza. Doskonały jest więc przy różnych chorobach, m.in. dla astmatyków. Wcześniej nikt mi o tym nie mówił i tylko przypadek na targach sprawił, że się nim zainteresowałam. Polecam!

Dodatkowo kupiliśmy wersję mini do samochodu. Podczas jazdy włączamy ją do gniazda zapalniczki. Oczyszcza całe wnętrze, a osoby które czytały książkę Gersona doskonale wiedzą co to znaczy.

Zmartwiona jestem obecnymi zabiegami, bo właściwie jest to 6 tygodni wyjętych z życiorysu. Nie mogę narzekać, ponieważ zaraz od męża usłyszę, że jest to sprawa prioritetowa. To wiem, ale osobie bardzo energicznej taki marazm nie służy. Bardzo jestem ciekawa wyników tej terapii. Co najważniejsze - na pewno nie szkodzi. O prof. Rife proszę sobie przeczytać  http://www.igya.pl/polecana-literatura/troche-historii/276-raymond-rife-genialny-naukowiec.html

Uważam, że jest to bardzo budujące. Ja "robię za królika", ale chyba taki mój los, że wiele muszę wypróbować i przetestować na sobie.  

Wanda, 16 marzec 2011

Witam Pani Jolanto. Chcialam Pani podziekowac za to wszystko co Pani zrobila dla innych ludzi chorych na raka. Mam na mysli nadzieje na wyzdrowienie ktora im Pani wlala w SERCA. Nie, ja nie jestem chora i mam nadzieje jak kazdy z nas ze mnie to ominie. Ale pewne dolegliwosci i strach przed rakiem spowodowaly ze NA WSELKI WYPADEK zaczelam szukac informacji o niekonwencjonalnych metodach na pokonanie raka. I tak trafilam na metode NIA, Pani blog i wiecej. Historie Pani choroby i zdrowienia sledzilam do zamkniecia blogu. I z wielka radoscia dowiedzialam sie ze ludzie ktorzy Pania potrzebuja moga Pania znalzc w dalszym ciagu i w dalszym ciagu moga liczyc na Pani pomoc. Krew sie we mnie zagotowala gdy na Pani blogu zaczely sie pojawiac wpisy ludzi ktorzy prowadzili swoja wlasna wojne . I pytanie retoryczne " czemu Polacy NIGDY nie moga sie zjednoczyc,nawet w obliczu nieszczescia, czemu zawsze prywatne male wojenki przeslaniaja WIELKIE sprawy . Z niesmakiem i rozczarowaniem czytalam ich posty. Zastanawialam sie CZEMU gasza plomyk nadziei ktory Pani zapalila przed ludzmi jej pozbawionej ? TO NIELUDZKIE i OKRUTNE i nie wiem czy oni zasluguja na nazwanie ich HOMO SAPIENS. Z calego serca zycze Pani pelnego powrotu do zdrowia i jestem z Pania myslami i sercem. I dziekuje za wszystko co Pani zrobila dla innych ludzi, za danie im NADZIEI NA ZYCIE. Wanda Ps. Mam nadzieje ze znajde Pani nowy blog i mam nadzieje ze nie zostanie on uzyty do osobistych gierek przez nie-ludzi.

Wanda, 16 marzec 2011

Witam serdecznie Pani Jolanto Musze przyznac ze bardzo sie ucieszylam widzac e-mail od Pani :-) . Ja po prostu nie moglam do Pani nie napisac po przeczytaniu tamtego bloga. Musialam Pani podziekowac za to co Pani robi dla innych ludzi. Chcialam zeby Pani wiedziala jak wazne jest to co Pani robi i to nie tylko dla osob chorych. Oczywiscie, moze Pani zamiescic e-mail na Pani blogu. Mam nadzieje ze pomoze on zrozumiec pewnym osobom jakie szkody moralne wyrzadzili ludziom potrzebujacym wiary i nadziei i sily do walki z choroba. Bardzo bym byla wdzieczna gdyby Pani zechcala sie ze mna podzielic Pani wiedza i doswiadczeniami. Chcialam napisac kilka slow o sobie. Mam 57 lat, od 8 lat mieszkam w Szwecji , ale w Polsce mam rodzine ,dorosle dzieci. Ja nie moge sie pochwalic tym ze prowadzilam zdrowy tryb zycia, niestety. Bylam nalogowym palaczem, nie pale od 8 i pol roku. Jakies 3 lata temu zaczely sie problemy ze zdrowim :biole miesni i stawow rak . Mam takze rzepukline rozworu przelykowego i refluks. Doszly bole kregoslupa i prawej polowy plecow. No i to wszystko spowodowalo ze zaczelam myslec ; co jesli ktoregos dnia dowiem sie o ;cholerstwie; ? ? Widzialam wielu leczonych chemia bez skutku. I zaczelam szukac w internecie nadziei na to ze jest jakas droga wyjscia jesli... Znalazlam informacje o wit B17, dietach i NIA. A potem Pani blog. Za to jestem Pani szczegolnie wdzieczna. Bo udowodnila Pani ze jest sens walczyc, ze metoda dziala. I przestalam sie PANICZNIE BAC RAKA. Podziwiam Pania za wszystko co Pani zrobila dla siebie i innych. I jeszcze raz dziekuje. Dzis zakladam NIA na noge :-). Chcialam przeprosic za pozna odpowiedz na Pani mail, wyjechalam do znajomych. Mam nadzieje ze sie wkrotce spotkamy w na e-mailu . Zycze Pani wszystkiego co najlepsze i gleboko wierze ze ktoregos dnia spotkamy sie w Polsce . A Pani bedzie wtedy 100% zdrowa, szczesliwa kobieta i zywym dowodem na to ze wybrala Pani wlasciwa droge :-)).

To ja dziekuje Pani, Pani Jolanto. To Pani swoja postawa i checiom pomocy innym zasluguje na podziekowania od nas wszystkich. Prosze pomyslec ze wlasnie dzieki Pani kilka zyc moze byc uratowanych, kilku ludzi zacznie sie zastanawiac nad profilaktyka i zmiana trybu zycia i odsunie od siebie widmo choroby. Ja wlasnie zalozylam NIA i to jest dzieki Pani. Bo czytajac Pani blog MAM DOWOD ze to dziala. Tak wiec moze i moje zycie bez choroby bedzie Pani zasluga. Powiem wiecej, mam znajoma Polke w Norwegii ktorej maz ma miec operacje na przelyk, zmiany rakowe. Podalam jej materialy o NIA i przytoczylam Pani przyklad. Jest bardzo zainteresowana metoda. Tak wiec widzi Pani ile Pani JUZ zrobila dla ludzi. Nie mam pojecia co to jest Radamir i mam nadzieje ze Pani mi powie. A takze podzieli sie ze mna swoimi doswiadczeniami. Bardzo jestem ciekawa Pani opinni o wit b17. Czytalam wiele o jej profilaktyce a nawet leczeniu raka ale byly takze opinie ze to jest bajka. To byla oczywiscie opinia " madrego czlowieka ". W komentarzach znalazlam wpis osoby ktora sie z ta opinia nie zgadzala mowiac ze osobiscie zna 2 osoby wyleczone wit b17. Zycze Pani milego dnia :-) . Wanda

Mam prośbę do administratora aby nie kasował mojego wpisu. 11 lat chorowałam na RZS, leczyłam sie dietą doktora Kwasniewskiego niby coś pomagało ale rzuty choroby były, brałam mase leków wymienie kilka ich: kortizon, azulfidyne, MTX, quensyl, przechodziłam terapie blokerami alfa, humira ale choroba cały czas była. Ponad rok czasu stosowałam metodę Pana Ashkara i całkowicie wyleczyłam się z RZS, jestem mu bardzo wdzięczna, gdyby to odemnie zależało dała bym mu Nobla, groził mi wózek inwalidzki a tu dzięki temu człowiekowi jestem zdrowa ! skończyły się moje bóle i cierpienia które trwały latami. Jednocześnie jestem bardzo zbulwersowana atakami na Pana Ashkara i ubliżaniem temu człowiekowi, ale to tak jak napisały Panie wypowiadające się poprzednio, zmieszać człowieka z błotem to takie polskie. Próbowałam tematem zainteresować mojego lekarza, powiedział że zna ten temat, ale sam nie może polecać go chorym gdyż ta metoda nie jest standardem medycznym i takie coś jedynie chory sam może sobie stosować jak zechce. I ponawiam prośbę do administratora, wiem że to wątek o raku, ale może też tu zajrzą osoby chore na tą paskudną chorobę jaką jest RZS i dzięki mojemu wpisowi się wyleczą i nie bedą już cierpiały. Serdecznie pozdrawiam Panie które wypowiadały się powyżej. Pozdrawiam - Magda.

Witam!

Napisane przez Jolanta, 19 marzec 2011

Pani Magdo! Pani wpis jak najbardziej jest na miejscu, ponieważ metoda ta dotyczy różnego rodzaju ciężkich chorób, a Pani doświadczenie jest bardzo istotne dla wszystkich chorych. Ja zagoiłam, ale 9 miesięcy to dużo i napewno wiele mi dało. Tego nie można zmierzyć, ale mamy swoja podświadomość i ona nieraz nas prowadzi. Wiem, że ciągle przybywa ludzi stosujących tę metodę i chciałabym aby pomogła jak najwięcej każdemu.

Magda, 20 marzec 2011

Również ja bym chciała aby ta metoda pomogła chorym na tak paskudną chorobę jaką jest RZS, tyle cierpień, że aż szkoda mówić. Ja chorowałam ponad 10 lat na RZS, więc mogę powiedzieć że wypróbowałam niemal wszystko co było dostępne, wizyty u różnych profesorów, nowe leki, różne zabiegi w ośrodkach SPA, masaże, pobyty we wodach termalnych w Czechach, wizyty u różnych różdżkarzy i bioenergoterapeutów i zawsze ten sam schemat chwilowa poprawa i nawrót choroby. Z diet też chyba wszystko rzerobiłam i wegańskie i wegetariańskie, strefowe, rozdzielne. tutaj najlepsza okazała się dieta Doktora Kwaśniewskiego, ale nawet będąc na tej diecie choroby nie pokonałam, fakt złagodziła przebieg choroby ale choroba cały czas była więc o jakimkolwiek wyleczeniu dietą mówić nie mogę. I tutaj wszystkich chorych na RZS chcę uświadomić jest zasadnicza różnica między wyleczeniem się z choroby a leczeniem się dietą. Ja teraz nie potrzebuję żadnej diety i to się nazywa prawdziwe wylecznie, bo choroby nie mam, natomiast leczenie RZS dietą to nie wyleczenie bo choroba cały czas jest, dopiero teraz to pojęłam, oczywiście wszystko dzięki Panu Ashkarowi i jego metodzie, która uchroniła mnie przed wózkiem inwalidzkim. Obecnie nie spoczęłam na laurach i cały czas szukam co robić aby choroba nigdy nie wróciła, ostatnio w internecie znalazłam i zamówiłam książki Pana Słoneckiego, poczytam może czegoś nowego się dowiem. Serdecznie pozdrawiam Panią Jolantę bardzo dobrze że Pani założyła taki blog niech jak najwięcej osób dowie się o tej metodzie Pana Ashkara, wiem że są też osoby które chcą niszczyć tą metodę co widać nawet tutaj w niektórych wpisach, ale nie przejmować się złymi ludźmi, myślę że Administrator będzie dobrze czuwał nad tym. Pozdrawiam - Magda

Jolanta, 23 marzec 2011

Cóż ja dzisiaj mogę napisać...... Chyba tylko to co w tytule - hurrrrrra! Dlaczego! Właśnie wróciłam do domu z kolejnej kontroli. Moje metody dają rezultaty i to coraz większe. Kiedy prawie 2 miesiące temu byłam w Krakowie kilka moich dolegliwości trzeba było naprawić. Włączyłam Generator Rifa (od 1,5 miesiąca) i hologram. Ponad połowa z ostatniego zapisu jest już o'k. Komórek nowotworu złośliwego NIE MA, są nieliczne nowotworu łagodnego i kilka jeszcze innych spraw, ale to już małe piwo. Jest duża poprawa, czuję się świetnie. Powoli, drobnymi kroczkami. Nie rezygnuję z metod, które w moim przypadku się sprawdziły, tylko je "wzbogacam" dodając pewne nowości. Kończę, ponieważ muszę sobie zrobić "autoszczepionkę" i podłączyć się do aparaciku "R". Pozdrawiam i życzę wszystkim zdrówka, sami widzicie, że warto - Jolanta

GOPI, 28 marzec 2011

Witam i serdecznie gratuluje.Szukajac pomocy dla meza trafilam na ta strone. Chcialam pomoc mezowi w jego chorobie ale on odrzucil wszystkie niekonwencjonalne metody.Ja natomiast jestem za natura i chetnie rezygnuje z pozywienia, ktore zawiera zwiazki smako i koloro pochodne.Mnie tez przydazyla sie niemila przypadlosc na lewej piersi w postaci narosli. Lekarze ignorowali to i wciaz mowili mi, ze nie ma sie czym martwic. Ja jednak nie chcialam zyc z ta swiadomoscia, ze cos jest nie tak.Wlasnie na tej stronie przeczytalam o immunocalu i o przypadku kobiety, ktora miala powazne problemy z piersiami. Postanowilam pozbyc sie narosli i w listopadzie ubieglego roku wypilam 30 saszetek. Moja narosl zrobila sie sucha i po malutku, stopniowo zaczela sie kruszyc. W styczniu postanowilam ponowic leczenie i po 30 dniach stosowania immunocalu po narosli nie zostalo najmnieszego sladu. Moje zadowolenie i wdziecznosc dla Pani Joli za ten blog jest ogromna.Mysle, ze podobnych, malych przypadkow jest jeszcze wiecej. Kochana Pani Jolu od samego poczatku wierzylam w Pani powodzenie. Prosze napisac wiecej o aparaciku z Niemiec (moj wnuczek ma cukrzyce).Serdecznie pozdrawiam-GOPI

Kruszynka, 1 kwiecień 2011

GRATULUJĘ!!!! SUKCESU!!! Jest Pani naszą nadzięją na wyzdrowienie.Pani Jolu czy mogłabym się z Panią skontaktować poprzez email? mam ten sam problem,który MIAŁA Pani.chciałabym zasięgnąć porady.mój email [email protected]

Jolanta, 4 kwiecień 2011

Witam! Czy ja nie mam problemu? Mam nadzieję, ale nie wiem. Guzik jeszcze jest, ale podobno nie cały jest złośliwy - tak twierdzą. Markery wychodzą w minimalnej ilości, wyniki idealne, kilka badan pokazuje, że nie ma komórek raka złośliwego tylko nieliczne łagodnego. Badania robione metodą Volla wykazały 2 miesiące temu o co muszę mocno zadbać. Wynik 1/3 strony opisu, podczas gdy rakowcy mają nieraz po 4-6 stron!!! Dwa tygodnie temu - połowa już jest ok!!!!! Zostało kilka pozycji!!!! Skanowanie organizmu (siła walki organizmu z chorobami i odporność) skala od 10.000 do 50.000 ja miałam 79.000 (podobno był na świecie wynik 52.000 to opisali w internecie), a tydzień temu u mnie 81.000. Koleżanka powiedziała, że jeszcze raz mnie zbada to jej rozwalę aparat!!!!! Podobno to ewenement!!! Wyniki mam zapisane na karcie magnetycznej!!! Dzisiaj dostałam płytkę (hologram) z Krakowa. Jest to już drugi i muszę nosić dwa, a jeszcze mają mi przygotować trzeci. Będę obwieszona jak choinka. Mąż się śmieje, że zawsze lubiłam "biżuterię"!!! Czuję się świetnie, jestem silna i optymistycznie patrzę w przyszłość. A jakie ja mam wyjście? Moje poglądy w ciągu tych 15 miesięcy całkowicie się zmieniły, inaczej myślę, odżywiam (NIGDY NIE ZREZYGNUJĘ Z TERAPII GERSONA!!). Mam nadzieję, że wszystkie badania są takie jak prawda, bo jedno może się mylić - ale wszystkie? Nigdy nikogo nie chciałam oszukać ani wprowadzić w błąd, zawsze opisywałam bardzo rzetelnie. Wiem, bo mam wiele e-maili od Państwa, że wiele osób po rozmowie ze mną zaczęło walkę. Nieraz już nie mieli siły, nieraz nie wierzyli, że można, inni już zwątpili w słuszność medycyny niekonwencjonalnej. Walczą, czują się lepiej, a po rozmowie ze mną mówią, że wraca im motywacja. Jestem szczęśliwa. Mam też i dni rozpaczy gdy ktoś odchodzi, bo dla niego było już za późno. Nie mogę sobie darować, że tak późno nawiązaliśmy kontakt. Mąż się denerwuje, że to źle na mnie wpływa, ale ja nie potrafię inaczej. Wiele osób na początku mnie wspierało, doradzało, pomagało. Dochodziłam do wielu spraw metodą prób i błędów, ale zawsze przy mnie był mąż, który walczy o mnie jak lew, a ja dla Niego muszę wygrać! I teraz ten dług, który zaciągnęłam na początku chciałabym spłacić wobec innych chorych. Czy wszystkim pomoże, czy będą się czuli coraz lepiej? To zależy od wielu czynników - wsparcia rodziny, uporu i konsekwencji! Ja nie robię odstępstw, ponieważ wiem, że mój jeden kęs starczy tej gadzinie na wiele tygodni! Chociaż teraz zastanawiam się czy by mi to smakowało? To chyba tylko pamięć zakodowana w moim mózgu nieraz przypomina mi o tym co kiedyś lubiłam. Teraz lubię Gersona, Immunocal (to mój deserek!!) i .... gruszki! Ja nie wiem dlaczego, ale musi w nich być coś czego mi brakuje bo od września jem je codziennie kilogramami. ja kiedyś przez całe życie nie zjadłam części tego co teraz. Mąż kupuje całe siatki, a ja ciągle gruszki i gruszki!!!!!! Zawsze brakuje mi czasu aby usiąść i więcej napisać dla Państwa, ale muszę kiedyś to zrobić. Mam całą masę e-maili do odpowiedzi, wiele zainteresowań i ciekawość świata. Niestety mam krótką smycz (lewatywy), ale jakoś sobie radzę. Co do mojego e-maila to podawałam go powyżej wielokrotnie [email protected] Pozdrawiam wszystkich cieplutko - Jolanta

Jacek, 16 kwiecień 2011

Witam Pani Jolanto,serdecznie gratuluję skucesów.z taką motywacią przenosi Pani góry,pozdrowienia od Jacka

Iwona, 17 kwiecień 2011

Dziękuję Pani za Pani siłę i wiarę w wyzdrowienie.Życzę wiele siły i pozdrawiam serdecznie

bebilo333, 19 kwiecień 2011

Gratuluje sukcesu pani Jolanto i zycze duzo sił w walce. Czy bylaby Pani uprzejma napisac ile czasu minelo od rozpoznania u pani te zmiane na piersi? co do gruszek to prosze uwazac, one zawieraja duzo cukru a cukier to dobra odzywka dla tej choroby na ktora Pani cierpi. Zycze wszystkiego najlepszego.

29 kwiecień 2011

U mnie jak na huśtawce! Wiele optymizmu i wiary w to co robię, ale jeden moment potrafi człowieka trochę zdołować. Jak już Państwo wiecie mammografię robiłam 16 listopada 2009 r. i chociaż robiłam co roku profilaktycznie - to wykazała guzik (to dla pytającej bebilo333), biopsją gruboigłową za 2 tygodnie (wynik był dzień przed Wigilią). Terapię Gersona od 5 stycznia 2010 r., Immunocal od 20 czerwca 2010 r. a od lutego br. generator Rifa oraz hologramy, najpierw jeden a od 3 tygodni - dwa. Oczywiście w między czasie różnego rodzaju inne preparaty (m.in Noni, Jagodę Acai, B17 , Wilcza kora czy inne preparaty, które w moim przypadku były niepotrzebnym wydatkiem). Czuję się świetnie, jestem silna, mam wiele optymizmu i przyznam się szczerze, że niewiele myślę o swojej chorobie. Bo o czym tu myśleć? Jestem bardzo konsekwentna w swoim działaniu i nie robię żadnych ustępstw. Od kilku miesięcy zaczęła boleć mnie pierś i pod pachami (miałam wrażenie opuchlizny). Zaczęłam stosować preparat Joalisa Lymfaktex. Minął już miesiąc i czuję poprawę. Od tygodnia bóle się zmniejszyły a właściwie praktycznie ich nie ma. Czy to dobrze czy to źle? Nie wiem. Tydzień przed świętami (dwa tygodnie temu) robiłam kolejne USG. Przez ostatni rok każde USG pokazywało coraz mniejszego guza. To ostatnie określiło go na troszeczkę większego wymiarowo niż w poprzednich badaniach ale i tak znacznie mniejszego niż przy wykryciu. Trochę nas to zasmuciło, przecież cały czas wyniki były coraz lepsze (były już 7x7x11 mm) a 14 mm (przy biopsji - 18 mm). Biorę pod uwagę dwa warianty - guz jest mocno poszarpany i ma bardzo nieregularny kształt, a po drugie umiejscowiony on jest pod skórą, więc doskonale wyczuwalny w każdym badaniu, a badanie teraz miałam bardzo dziwne. Dlaczego? Zawsze USG było bezbolesne, lekarze "jeździli" sobie po skórze na żelu dosyć delikatnie, a teraz Pani doktor tak mi go wciskała, że ja dosłownie wyłam z bólu. Czy to normalne? Córka twierdzi, że ona mi go "rozpłaszczyła". W tym miejscu jeździła chyba ze 300 razy i twierdziła, że musi dobrze zbadać. Ból miałam jeszcze przez kilka dni po badaniu i czerwone ślady na skórze. Po kilku dniach wszystko ustało. Bólu obecnie nie mam i właściwie niczego nie czuję. Jest o'k! Jak badam palcami namydlona w czasie kąpieli to mam wrażenie, że guzik jest znacznie mniejszy niż był, ale teraz sama już nie wiem co myśleć. Jeżeli ktoś z Państwa wie i może mi coś doradzić - to proszę o tę poradę. Dzisiaj już z mężem doszliśmy do siebie ale przez kilka dni bardzo się denerwowaliśmy, gdyby nie to ostatnie USG to było by wszystko dobrze, ale to trochę nas ścięło z nóg. Wszystkie pozostałe badania wychodzą super, lepsze niż u najzdrowszej osoby, więc przyjmuję do wiadomości tłumaczenie córki. Czy guzik można aż tak "rozpłaszczyć"? Z Gersona, Immunocalu, generatora Rifa i hologramów nie zrezygnuję, bo widzę kolosalną poprawę. Niezależnie od tego co napisałam powyżej pragnę podzielić się z Państwem moimi przemyśleniami opartymi na faktach autentycznych. W styczniu skontaktował się ze mną mąż kobiety chorej na raka. U niej wykryto chorobę pół roku po mnie. Pojechała do szpitala Gersona na Węgrzech i tam poznała dwóch Polaków, którzy również zaczęli stosować tę terapię. Wszyscy razem byli tam dwa tygodnie, koszt takiego pobytu to 24 tysiące złotych od osoby!!! To było w połowie ubiegłego roku. Po powrocie w dalszym ciągu stosowali się ściśle do tych zaleceń i... było coraz gorzej. Słabli, chudli i to cała trójka. Cały czas mieli duże koszty - terapia jest bardzo kosztowna i uciążliwa, tłumaczenia na węgierski bieżących wyników, konsultacje i bardzo drogie zalecane do niej suplementy. Mąż tej Pani zadzwonił do mnie w piątek wieczorem z pytaniem o Immunocal, chwilę porozmawialiśmy i pod koniec rozmowy zaczął płakać, że żona taka słaba i nie wstaje z łóżka. Przesłałam mu więcej informacji, ale się nie odezwał przez kilka dni. Napisał we wtorek, że w nocy po naszej rozmowie żona umarła i właśnie wrócił z pogrzebu. Pytał - dlaczego wcześniej Pani nie poznałem? Człowiek całkowicie się załamał. Dał kontakt do mnie pozostałym dwóm Panom, ponieważ oni również byli już w ciężkiej sytuacji zdrowotnej. Jednego z nich żona zadzwoniła do mnie i powiedziała, że mąż już nie wstaje z łóżka. Kilka dni się nie odezwała, więc ja skontaktowałam się z Nią, ponieważ zaczęłam się denerwować tą sytuacją. Okazało się, że jest dwa dni po pogrzebie i z tego co mówiła prawdopodobnie ten trzeci Pan też nie żyje. Naprawdę bardzo to mną tąpnęło! Kilka dni nie mogłam dojść do siebie. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak się stało? Oni stosowali tę terapię pół roku krócej niż ja i odchodzili w zastraszającym tempie a ja czuję się świetnie i... Zaczęłam kojarzyć fakty, przecież ja tez na początku mocno chudłam, słabłam (pisałam nawet o tym, że straciłam przytomność) i tak się działo pierwsze pół roku, a później wszystko zaczęło się zmieniać na lepsze! Dlaczego? Jedyne co mi przychodzi do głowy to Immunocal!!!! To jego zaczęłam brać w dużych dawkach od 20 czerwca, przestałam chudnąć, wróciły siły i wiara w słuszność tego co robię. Od czerwca ani nie schudłam ani nie przytyłam, badania miałam coraz lepsze, jestem bardzo silna, nikt nie wierzy, że jestem poważnie chora! Moja Pani doktor od Bonifratrów twierdzi, że jestem w Polsce jego najlepszą reklamą! I niech się dzieje co chce, niech ktoś mi wierzy lub nie - ale to jest moje zdanie, nic innego mi nie przychodzi do głowy! Nie chcę jego reklamować tylko polecać chorym. Może dla kogoś jest to jedyna szansa? Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że jest on bardzo drogi i nie wszystkich stać na jego zakup, ale warto. Trzeba też wiedzieć, że jak wszystkie preparaty naturalne działa on powoli, przecież ja go piję ponad 10 miesięcy w dużych dawkach i żeby nie to ostatnie USG nie miałabym momentu zawahania

Jędrek, 10 maj 2011
Od kilku lat interesuję się niekonwencjonalnymi metodami leczenia, w tym 
raka. Trzeba przyznać, że metoda Dr Gersonai Dr Askhara są rewelacyne w
skutkach. Pani przypadek jest tego dowodem. Jest Pani jednak tytanem
odwagi i determinacji, bo odważyła się zastosować dwie metody na raz,
czego inni jeszcze nie robili. Osiągnęła Pani wielki sukces w walce o
swoje zdrowie i życie oraz wniosła wiele praktycznej wiedzy dla innych,
którzy pójdą za Pani wskazówkami. Życzę wiele zdrowia i obyśmy wszyscy
zdrowi byli.
Jolanta, 14 maj 2011
 
Dziękuję Panu za piękne słowa. Jeżeli mój przypadek jest pomocny dla kogoś - to bardzo się cieszę. Coś musi być w tym wszystkim, ponieważ od kilku dni jak badam "guzik", tak na spokojnie i starając się nie sugerować (tego zawsze boją się najbardziej), ja już nie wyczuwam takiego konkretnego zgrubienia tylko jak gdyby nieliczne ślady. Nie wiem jak to określić aby to przekazać. Kiedyś czułam małą piłeczkę, teraz jakby to nie było już takie konkretne. Może nie jest to obrazowe, ale nie umiem tego dokładnie opisać. Pobolewają mnie różne części ciała w okolicy, tj. i pierś i pacha. Mam nadzieję, że to jest oznaka pozytywna. Wiecie państwo, że większość ludzi jak dowiaduje się o moich metodach to mówi, że mnie podziwia, że się odważyłam, że mogę wytrzymać na tej terapii (dieta + lewatywy), a ja naprawdę chwilami nie wiem o czym oni mówią. Po pierwsze jaka odwaga - jak trzeba to trzeba, ja nawet nie zastanawiałam się ani sekundy ani nie rozważałam czy to będzie dobrze czy nie, po prostu od razu czułam, że to jest dla mnie wielka szansa. Od razu wzięliśmy się z mężem za organizowanie tego wszystkiego. Że wytrzymuję? Nie jest to takie straszne. Na początku miałam taką intensywność tego wszystkiego, że nawet nie było szansy aby zgłodnieć. Nieraz chciałam mieć to uczucie, ale proszę sobie wyobrazić trzy konkretne posiłki i 13 szklanek soków (i to nie małych tylko takich solidnych!)! Ja cały czas byłam przeżarta, a jak człowiek jest mocno najedzony to nawet nie myśli aby cos zjeść! Dlatego nie odczuwałam tak ciężko zmiany sposobu odżywiania. Tak było przez pierwsze dwa miesiące i czułam się coraz gorzej ale to dlatego, że mąż ciągle stał nade mną z kolejnym sokiem. 5 lewatyw! I tego najbardziej się bałam, bo to było najgorsze co pamiętam z porodu. Dzień przed rozpoczęciem terapii zrobiłam próbę i... tez nie było łatwo. Jak już weszłam w ten rytm to mąż budził mnie o 6,00 rano na.... kawę, tylko nie tak jak kiedyś z mleczkiem i słodziutką. 5 litrów dziennie (5x1 litr) - o godz. 6 - 10 - 14 - 18 i 22!!! Zaczynałam i kończyłam dzień tak samo! Nie można było pospać i smycz była bardzo krótka, ciężko było wybrać się gdzieś z domu. nawet wizyta u lekarza to była "rozrywka". Każdy dzień jednakowy, no może mąż mi trochę urozmaicał drugie danie i kolację, ale śniadanie i w obiad zupa Hipokratesa - jednakowe. I tak jest do dzisiaj. Czułam się coraz słabiej, chudłam (akurat miałam z czego) i... włączałam coraz to nowe "suplementy" i środki na których nieuczciwe osoby chcą zarobić, a na kim można jak nie na tych co szukają ratunku? Drogie B17 (może komuś pomaga, ja straciłam przytomność), maleńkie kropelki po kilkaset złotych, suplementy, które szły w tysiące i.... nawet nie chce o tym wszystkim pamiętać. Ciągle coś radzono mi "cudownego" a ja się czułam coraz gorzej. Intensywnie szukałam lekarza medycyny naturalnej, który naprawdę mi pomoże. Na pewno jest ich wielu, ja nie trafiłam na nikogo z prawdziwego zdarzenia, kto by mnie poprowadził. Włączyliśmy więc własny rozum i stosy przeczytanych wiadomości z internetu. Drobnymi kroczkami, ale zaczynało być lepiej. Po tym jak zasłabłam, wszystko zmieniliśmy. Skąd to wiedzieliśmy? Ja zaczęłam bardziej słuchać swojego organizmu, a mąż pytał - jak czujesz? Co mamy robić? Zmniejszyliśmy intensywność tego wszystkiego, przecież terapia jest jedna (chodzi o ilość) i dla drobnej kobiety i dla masywnego mężczyzny, a nieraz jest ogromna różnica w wadze. Chociaż uważamy, że te pierwsze dwa miesiące takiej ortodoksyjnej terapii było bardzo ważne, ponieważ całkowicie zmienił się mój metabolizm i odbiór wszystkiego. Dlatego uważam, że nikt nie powinien z tego rezygnować. Po dwóch miesiącach i Gerson dopuszcza niektóre produkty. My zmniejszyliśmy ilość lewatyw, więc od 15 miesięcy mam już ich "tylko" trzy dziennie. Rano na czczo dostaję kropelki - porie lub befungin, a niedługo po tym Immunocal. Po pół godzinie siadam do śniadania. Nie zaczynamy dnia od godz. 6,00 (lub jak na początku co drugi dzień od 5,00 - gdy było ranne picie obrzydliwego oleju rycynowego i później lewatywy z niego jak zaleca Gerson, ale o tym każdy może przeczytać w książce szkoda dużo pisać. Zresztą każdej osobie czy zdrowa czy chora radzą ją przeczytać, będziecie wiedzieć tyle rzeczy o których nie macie pojęcia, że szok), tylko od 8,30. Po 9,20 jem śniadanie, niedługo sok i lewatywa. Później w ciągu dnia co raz soki - mam już ich "tylko" 8 a jak twierdził Gerson, jedna lewatywa na trzy soki - to ja mam zachowane. W ciągu dnia ma w tych ośmiu sokach trzy "zielone" a miałam ich pięć i pozostałe to marchew lub marchew z jabłkiem. Trzy razy dziennie przed posiłkami Immunocal (po 2 saszetki - a pierwszy okres miałam łącznie 8), do tego potas - w dużych ilościach, probiotyki - bardzo ważne, selen i kilka suplementów też z firmy od Immunocalu. Zmianie uległa kolacja, gdzie mam maleńką kromkę żytniego na zakwasie, który mąż sam piecze - te kupne są okropne. Raz kupiliśmy, ja nie mogłam się doczekać aby zjeść, a jak ugryzłam to... wyplułam. To było i słone i kwaśne - okropne! A drogi i ludzie się o niego zabijają, my mamy pyszny i ziarnami i prawdziwy i pewny! Do niego szklaneczka zsiadłego mleka i twarożek, które mąż sam robi. W twarożku mam... cała masę zdrowia. Mąz do wszystkiego gdzie można daje olej lniany zimno tłoczony, kapsaicynę z ostrej papryki, czosnek - wyłącznie polski, kurkumę, pieprz świeżo mielony, natkę, koperek, dymkę i ... wszystko co zalecane. Twarożek też codziennie mam z innymi dodatkami i... nie jest on biały tylko prawie pomarańczowy ale jest ... pyszny. Moje ulubione danie to drugie obiadowe i kolacja. Jak byłam w Krakowie to powiedzieli, że to daje mi dużo zdrowia, a ja do tego doszłam metodą prób i błędów na własnym organizmie. Co jeszcze robię, o wszystkim pisałam wcześniej, nie chce mi sie powtarzać, ale od miesięcy niewiele zmieniłam. Doszły mi specjalne płytki hologramowe na szyi i aparat Rifa, którego pewną odmianę kupiłam na własność (ma atesty medyczne). Wydatek wprawdzie ponad 2,5 tysiąca złotych ale jest on jednorazowy na lata, więc szybko się zwraca. Inne sprawy to ciągłe wydatki. Niestety, cała prawda - jak chorujesz to kosztuje. Nikomu niczego nie narzucam, ale wiem na własnym przykładzie czego jeść nie należy, również profilaktycznie. Sama po sobie widzę, że efekty nie są tak szybkie jak inni obiecują, że idą drobnymi lub nawet drobniutkimi kroczkami ale... idą. Markery mam świetne, badania krwi też! Czuję się tak dobrze, że boję się wymówić w złą godzinę. Oczywiście jak u każdego są lepsze i gorsze dni, ale jak widzę innych rakowców to jestem jak "dzierlatka", jak mówi mój mąż. A przecież to u mnie biopsja wykazała odmianę najbardziej inwazyjną. Jakie ja miałam wyjście? Teraz jak ktoś mi współczuję to ja chętnie zrobiłabym to w jego kierunku. To ja wszystkim współczuję jak widzę co jedzą i jak żyją, jak ..... ja kiedyś!!!!! Tylko człowiek nie słucha, mi gratulują i... siadają do golonki! Ja też mam zakodowane w mózgu stare nawyki i one zanikają bardzo powoli i pewnie do końca nigdy nie zanikną, ale ja nie chce do nich wracać. Po prawie 17 miesiącach mąż kilka dni temu na drugie danie dał mi maleńki kawałeczek gotowanej w warzywach rybki. Czy mi smakowała? Nie bardzo! Była świeżutka i pachnąca, ale czułam sól chociaż mąż nie soli. Ona sama w sobie była trochę słona. Moje jedzonko jest smaczniejsze. Moim deserkiem (bo tak to traktuję) jest Immunocal i owoce. Do picia cały czas mam wyłącznie wodę z filtra, którą "przerabiamy" "aparacikiem" na strukturalną - samo zdrowie - z dodatkiem cytryny. Jak raz mąż mi zrobił herbatkę z owoców róży - to wypiłam łyk i... wylałam. tez nie była smaczna, wolę wodę z cytryną! Jak widzicie nie jest źle, a nawet bym powiedziała, że współczuję wszystkim kto je te śmieci, bo ja tego nie mogę inaczej nazwać. To nie Wy mi ale ja Wam bardzo współczuję i pytam się - jak możecie to jeść? To jest wstrętne, chociaż Wam wydaje się odwrotnie! Ostatnio moja przyjaciółka spytała się, kiedy będziesz jeść "normalnie" a jak usłyszała, że nigdy nie wrócę do tamtego odżywiania to aż jęknęła. ALE JA NIE CHCĘ TO TEGO WRACAĆ!!! Czy to ciężko tak zrozumieć, że to co mam jest pyszne i nie chcę tego zmieniać. Nieważne są przyczyny dlaczego to wszystko zmieniłam, ważne jest że teraz jest tak jak powinno. Same pychotki! Pewnie nikt nie rozumie tego co piszę, ja dwa lata temu tez bym się popukała w głowę na takie słowa. Ja już tak się odżywiam prawie 17 miesięcy i .... czuję się tysiąc razy lepiej niż inni. Jak widzę reklamy czegoś na zgagę, wątrobę itp. to się pytam co to jest? Po co to? Ja niczego takiego nie znam! Mój organizm jest mi tak bardzo wdzięczny za tę odmianę, że jak mąż twierdzi jestem dużo młodsza niż jak to zaczynałam. Widocznie tak musiało być. A może to był ostatni moment przed czymś gorszym? Tak to sobie tłumaczymy. Umiera wiele młodych osób niekoniecznie na raka. A nas straszą rakiem! Oczywiście, że jest to bardzo poważna choroba, ale nie znacie innych ciężkich? Co dostajecie w leczeniu - zdrowie? NIE!!!! Całą masę drogich leków, które tak naprawdę do niczego pozytywnego nie prowadzą. Coś podleczą, ale sto razy bardziej zaszkodzą. I dlaczego bierzemy je całe lata a nie zdrowiejemy. Bo to nie jest w niczyim interesie, że ludzie będą zdrowi. Największe majątki budują się na ludziach chorych, szukających ratunki a nie tych co nie muszą kupować sterty "chemii". Dlaczego nawet najbogatsi na świecie mając raka i idąc podobno "prawdziwymi" metodami umierają???? Czy operacja + chemia + radioterapia nie dała efektu? Nie! Są przerzuty, nawroty (zwnowy) - to dlaczego są? Z tych cudownych sposobów? Lekarz zawsze wytłumaczy - było za późno! To jego słowa! Na co było za późno? Mnie tez straszyli, że operacja konieczna "od ręki", kazali przygotowywać gwoździe do trumny, że bez natychmiastowej "pomocy" czasu mam mało! Że rósł szybko to wiem! Wykryty miał 13-15 mm a za dwa tygodnie w biopsji już 18mm !! To naprawdę szybko, a teraz po 17 miesiącach terapii a po ponad 18 miesiącach od wykrycia jest... mniejszy!!!!!! Mówią to nie możliwe! Nie przy tej inwazyjności, więc co ja robię? Robię swoje i za każdym razem idę do innej kliniki na badanie USG. Nikomu nie mówię, co mi dolega, tylko, że przyszłam na kontrolę. udają zdziwienie gdy "coś" uda im się wykryć i patrze z politowaniem jak radzą mi zrobić biopsję! (To też był mój błąd, że zrobiłam - ale stało się, nie miałam tej wiedzy co teraz - dzisiaj już bym nie robiła). Ale chce państwu również uświadomić jedno, że to jest mój przypadek i moja decyzja. Nie chcę na nikogo wpływać, ani zmieniać Jego nastawienia. niech każdy idzie swoją drogą i kieruje się wyłącznie swoją wiedz i zdrowym rozsądkiem. Jak ktoś woli inne metody niech tak robi, to jest jego wyłączna decyzja i nikt nie ma prawa od tego go odwodzić. Ja też nikogo nie słucham i robię tak jak uważam, że jest dobrze dla mnie. Mój organizm, moja sprawa. Wiele z osób, które doradzały mi swoje "cudowne" środki miało w tym interes finansowy. Mnie to nie pomagało, a często czułam się gorzej, ale ciągle słyszałam jakie to dobre. Immunocalem zajęłam się wyłącznie dlatego, że mi zaczął pomagać, że pomaga każdemu z mojej rodziny i wielu chorych, których znam. Ale każdemu też radzę, tak jak ja to zrobiłam, aby kupował jak najtaniej, bezpośrednio z firmy po cenach hurtowych. Przecież to leczenie dużo kosztuje więc trzeba ciąć koszty wszędzie gdzie można. Zapomniałam napisać, że bardzo ważne jest odrobaczanie i oczyszczanie wątroby, chociaż od czasu gdy biorę duże ilości Immunocalu (a jest to już prawie 11 miesięcy) nie miałam tego problemu. Teraz jeszcze płytki hologramowe i aparacik typu Rifa - też robią swoje. Jestem realistką i wiem, że choroba we mnie "zbierała" się latami i może równie długo albo i dłużej zajmie mi całkowite pozbycie się jej (daj Boże), ale niech tak będzie, mnie się nie spieszy. Najważniejsze jest to, że robią kontrolne badania i będę je robić do końca życia. Nie wolno ich zaniedbywać, bo aż tak mądrz nie jesteśmy aby wiedzieć co w nas zaczyna "szwankować". Ja teraz mam badania takie jak miałam 18 lat a nie ja miałam na początku choroby! I to jest czarno na białym, a nie chwyt reklamowy. Na forach medycznych nie zostawiono by na mnie suchej nitki, ale mało mnie to obchodzi. To ich praca i... majątki, o które walczą niemalże "po trupach". Znam wielu lekarzy i... nikogo biednego! Pamiętam ich stare, rozklekotane, ciągle się psujące maluchy i obecne limuzyny i rezydencje. Gdzie jest doktor Judym? Ja nikomu nie każę głodować, ale jak wyciąga ostatni grosz od osób ciężko chorych, to dziwię się, że jeszcze może spać spokojnie, że sumienie go nie zagryzie! I jakie on ma prawo mi mówić co ja mam robić? Mówi to co go nauczyli, ale czy jest to dla mnie dobre? Jak buduję dom to mogę słuchać o różnych metodach i materiałach i mam prawo wybrać to co chcę, a dlaczego nie mam tego prawa w najważniejszej życiowej sprawie. W sprawie mojego życia i śmierci! To ja jestem sobie Panią i to ja mogę im doradzać. Dlaczego oni na fundują chemię a sami kupują to co ja stosuję? Dlaczego dla swoich najbliższych szukają innych metod? Nie chce odpowiadać na to pytanie, sami sobie odpowiedzcie! Ja idę pod prąd, może jestem niewygodna, może mój przykład obala ich dotychczasowe poglądy, może.... To jest nieważne. Nigdy mnie to nie interesowało ani nie chciałam iść owczym pędem. Ja mam swój rozum i chociaż nie jestem lekarzem to wiem lub czuję co jest dla mnie dobre a co złe. Dla mnie nie dla Kowalskiego! Każdy sam musi wiedzieć co chce i sam podjąć decyzję. jak ktoś dzwoni i prosi o poradę nigdy nikomu nie radzę. To zbyt duża odpowiedzialność i jej za nikogo nie podejmę. Wiem, że mnóstwo osób pisze lub dzwoni po tamtych metodach z przerzutami i stanie ciężkim... Więc dlaczego to nie zadziałało? Takie to cudowne? Dla kogo?